W mediach straszeni jesteśmy wizjami różnych kataklizmów. Mówią nam, że dzięki industrializacji klimat się ociepla; w wyniku tego woda ma zalać szereg obszarów przybrzeżnych oraz archipelagów, a dziesiątki milionów ludzi ma szukać miejsca do życiu. Czasem co poniektórzy straszą nas wizją zlodowacenia - Golfsztrom ma wytracić swoją termikę, a w Europie ma się zrobić klimat zbliżony do tego na Alasce. W tym kontekście jest też poruszana również kwestia odwrócenia się biegunów magnetycznych na kuli ziemskiej. Różne indywidua uważają, że w związku z tym dojdzie do masowego wymierania lub wręcz upadku cywilizacji. Dziwne, że jakoś badania magnetyzmu w starszych epokach geologicznych wykazały brak korelacji zmian pola magnetycznego z wymieraniami... Największy problem w tym wszystkim, że ludzie w to wierzą i dają się wodzić jak marionetki.
Tak samo w mediach kreowane są inne potwory. Jednym z nich jest skrajna prawica. Osoba, której przypisze się poglądy z jakiś dziwnych pobudek ultraprawicowe, dostaje łatkę oszołoma. Dlaczego to są dziwne pobudki? Patrzy się z reguły tylko i wyłącznie na postulaty światopoglądowe. Zapomina się, że zarówno prawicowość jak i lewicowość to są całościowe wizje społeczeństwa. W Polsce w takiej medialnej klasyfikacji za skrajnie prawicowe uchodzą NOP i LPR. Tym pierwszym się nie będę w tym tekście zajmował. Na widelec postanowiłem wziąć sławetną Ligę Polskich Rodzin, która to miała być sztandarowym ultraprawicowym ugrupowaniem politycznym. Jak jest natomiast w rzeczywistości?
Nie będę dyskutował tutaj kwestii światopoglądowych, ponieważ do LPR pod tym względem mojej osobie dosyć blisko. Napisałem wyżej, iż prawicowość jest całościową wizją państwa i społeczeństwa. Poza światopoglądowym konserwatyzmem prawica powinna dążyć do jak najszerszej deetatyzacji - likwidacji niepotrzebnej biurokracji, prywatyzacji znacznej części sektora publicznego, obniżenia i uproszczenia podatków. Czy tak chciał LPR? Zdarzało im się mówić, że podatki należy obniżyć czy zlikwidować część urzędów. Obok tego pojawiała się wizja gospodarki, która stanowi wręcz zaprzeczenie tego, co oni mówią o fiskalizmie czy biurokracji.
Jest to autarkia. Oznacza to zaniechanie importu oraz w dużej mierze eksportu, a przy tej okazji skierowanie całej produkcji na rynek wewnętrzny. Przy okazji dochodzi protekcjonizm w postaci ceł zaporowych. Cel jest tutaj jasny: ochrona rodzimego rynku przed zagranicznymi towarami. Do czego to może doprowadzić? Owszem, niektórzy będą zadowoleni, że kupują rodzime towary. Brak konkurencji z zewnątrz doprowadzi do tego, że będą one z jednej strony bardzo drogie, a z drugiej miernej jakości. Po prostu krajowi producenci w takiej sytuacji zaczną wypuszczać buble, z tego powodu też nic im się nie stanie.
Dążenie do autarkii wiąże się również z innymi aspektami. Państwo w założeniu LPR ma być w pełni ekonomicznie niezależne od reszty świata. Co się z tym wiąże? Oczywiście siłą rzeczy rozbudowa sektora państwowego oraz nacjonalizacje. Europoseł z LPR, Maciej Giertych, swojego czasu postulował renacjonalizację banków w Polsce jako formę "walki" z kryzysem. W okresie rządów PiS Liga Polskich Rodzin wysuwała szereg postulatów unieważnienia prywatyzacji w sektorach bankowym, energetycznym i paliwowym. Tak samo pojawiały się projekty ustaw, które zezwoliłyby znacjonalizować przedsiębiorstwo, które zostałoby przez rząd uznane za strategiczne. LPR dążył również do tego, aby nigdy nie mogła zostać sprywatyzowana Polska Żegluga Morska po zawiązaniu sławetnej koalicji z PiS i Samoobroną. Wszystko póki co się trzyma kupy. Autarkiczne podejście LPR mogłoby doprowadzić do powstania szeregu państwowych monopoli. Z tym wiązałaby się, rzecz jasna, nacjonalizacja. Na pewno monopolizacja w rękach państwa dotyczyłaby sektora energetycznego, paliwowego, surowcowego (kopalnie, huty), telekomunikacyjnego, finansowego, chemii wielkoprzemysłowej oraz transportu i okrętownictwa. Na tego typu działalność, jak można przypuszczać, państwo miałoby wyłączność. A teraz wyobraźmy sobie skutek tego wszystkiego. Mielibyśmy znacznie droższy prąd, benzynę, krocie kosztowałyby również zwykłe połączenia telefoniczne. W wyniku tego prawdopodobnie nie dałoby się prowadzić u nas żadnej działalności gospodarczej.
Ciekawą rzeczą, jaką można zaobserwować u LPR, jest krytyka wielkich korporacji z punktu widzenia Nowej Lewicy czy Naomi Klein. Jeżeli się posłucha tego, co mówi o wielkim kapitale na przykład Polska Partia Pracy i porówna to z treściami niejednokrotnie głoszonymi przez Ligę Polskich Rodzin, to wychodzi na to, że to jedno i to samo. Nie będę po raz enty przypominać, że takie socjalistyczne partie jak LPR są bardzo lubiane przez ponadnarodowe korporacje (dopóki nie przychodzą ich oddziałów na terenie danego kraju znacjonalizować), ponieważ zapewniają im takie rzeczy jak cła zaporowe, dopłaty do eksportu oraz utrudnianie działalności drobniejszej konkurencji.
LPR sprzeciwia się również jakiejkolwiek prywatyzacji ubezpieczeń czy służby zdrowia. Tego typu postulaty nazywa darwinizmem społecznym lub neomaltuzjanizmem. Członkowie tej partii uważają, że to zaplanowana działalność na ludobójstwo i eugenikę. Tutaj również mamy do czynienia z retoryką wybitnie socjalistyczną oraz klasyczną argumentacją wyciągniętą z tego kuferka. Zwykle to lewica, gdy chce zdyskredytować prawicę sięga po argumenty ad Hitlerum. A tu mamy partię rzekomo skrajnie prawicową
Liga Polskich Rodzin twierdziła niejednokrotnie, że jest za obniżaniem podatków oraz redukcją etatów w państwowych urzędach. To jest wewnętrznie sprzeczne z całą resztą ich programu dotyczącego gospodarki i konstrukcji państwa. Aby kontrolować zmonopolizowane gałęzie gospodarki, należałoby wygenerować szereg nowych urzędów. Również po nacjonalizacji nie należałoby się spodziewać obniżenia podatków. Raczej one wzrosłyby, ponieważ państwo zmuszone byłoby utrzymywać szereg państwowych molochów, a to przecież pożerałyby mnóstwo pieniędzy. Powtórzyłby się proces z faszystowskich Włoch Mussoliniego po wejściu w fazę korporacjonistyczną.
LPR jest zatem obok Samoobrony i Polskiej Partii Pracy jednym z najbardziej etatystycznych ugrupowań istniejących w Polsce. Stanowi przy tej okazji podobnie jak NOP odłam narodowej lewicy. Paradoksalnie zatem, gdy Giertych senior mówi o dinozaurach żyjących razem z ludźmi kilka tysięcy lat temu nie powinni wstydzić się prawdziwi konserwatyści z krwi i kości. Kajać i zżymać się winni Napieralski z Olejniczakiem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ultraprawica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ultraprawica. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 31 maja 2009
poniedziałek, 23 czerwca 2008
Król kier
Październik 1918 roku. Niemcy wycofują się z francuskiego miasteczka, uprzednio je zaminowując. Uciekli z niego praktycznie wszyscy mieszkańcy. Do miasta wkroczyć ma pułk żołnierzy brytyjskiej. Wysyła na zwiad jednego z nielicznych żołnierzy władających językiem francuskim - z zawodu ornitologa. Ten dostaje się na jego teren i wkracza na teren szpitala psychiatrycznego. Jego pensjonariusze uznają to za swoisty znak, no i opuszczają teren zakładu, a następnie zajmują opuszczone nisze po normalnych mieszkańcach...
Tak się zaczyna film Król kier. Dostrzegalna jest pewna analogia z zacytowaną przeze mnie w poprzednim tekście wypowiedzią przedstawiciela skrajnej lewicy. Czy znajdujemy się tutaj wszyscy piszący na blog.media.pl w swoistym psychiatryku, jakimś ciężkim lochu porównywalnym do tego rodem z Milczenia owiec. Można się tutaj zastanawiać, a kto niby ma być Hannibalem Lecterem... jeżeli już stosujemy taką głęboką analogię. Fajnie, tylko dlaczego ten rzekomo loch dla obłąkanych uważam za jedną z nielicznych ostoi normalności i obiektywizmu? Czyżbym był obłąkany? Można to potraktować jako pieśń odległej przyszłości, ale teoretycznie jak to lewackie superpaństwo (w sensie Mumia Jewropejska) będzie się rozwijać dalej, to można wylądować w kaftanie za zarzuty typu katoagresja i syndrom RWA. Nie wiadomo też, czy się nie będzie reedukowanym na Dalekiej Północy pracą, głodem i zimnem. Ale cóż, lewactwo sprzeciwu nie znosi i takie było zawsze.
Z jednym jestem w stanie się zgodzić, że Salon24 stał się Psychiatrykiem24. I nie chodzi tutaj o ucieczkę paru wojujących ateistów. Po nich nikt tam płakać nie będzie, chyba że Pandada czy Galopujący Major. Ale cóż, jeżeli dochodzi tam do cenzury, ludzie przepadają jak kamień w wodę... i to po prawicy, to chyba określenie Psychiatryk24 jest uzasadnione. Niektórzy, podobnie jak Karlin się wycofują z tego przybytku, to jest coś nie tak. Raczej prawica ostatnimi czasy jest tam gnębiona i to od czasów zwycięstwa w październikowych wyborach. Trzeba było się dopasować do nowego porządku na zasadzie umarł król, niech żyje król!; z tego wynika wszystko, co się tam działo w ciagu ostatnich miesięcy. Dodam, że już trzeci raz nie mam zamiaru tam wracać. Po prostu - jak już wcześniej wielokrotnie zaznaczałem - pisanie z ludźmi o pewnym wzorcu mentalności w jednym miejscu nie przystoi.
W Królu kierze na zakończenie wysłany żołnierz stanął goły z klatką z gołębiem pod bramami zakładu dla umysłowo chorych. No cóż było mu najwyraźniej lepiej wśród tego typu ludzi...
...teraz dochodzę do wniosku zdecydowanie, że zdecydowanie lepiej jest mi właśnie w towarzystwie ludzi o wyrazistych poglądach, będących z punktu widzenia tejże (ch)lewicy wariatami. Przynajmniej tutaj panuje wolność słowa, a nie wolność do ataków słownych ze strony lewactwa i udawania, że jak oni plują, to pada deszcz. Dodam, że każda riposta prawicy na ich reakcje była traktowana jako agresja i przyczynek do blokowania możliwości komentowania lub bloga w ogóle albo orwellowskich zniknięć. Tutaj na szczęście tego nie ma. Czy jest tutaj takie schlebianie wszystkim po kolei? Też nie ma. Ostatnio na przykład nie zgadzałem się z Kontrrewolucjonistą, kiedyś tam ostro dyskutowałem też z Kukim i W.s_media w jednym wątku na forum. Tak więc lizania po jajkach, że pozwolę sobie użyć takiego określenia, na pewno tutaj nie ma. Poza tym ludzie o prawicowych przekonaniach to są zwykle indywidualiści twardo broniący swoich racji. Ciężej im się będzie ze sobą współpracować niż lewicowcom. Po stronie naszych oponentów jest zwykle ein Reich, ein Volk, ein Führer. Oni muszą grać w większej grupie, bo inaczej nie mogą. Po prostu ten tekst nie jest niczym innym, jak przyznaniem się do porażki w walce z ultrakonserwatystami, a w zasadzie stanowi oddanie pola walkowerem. Podobnie jak te wyzwiska pod ich adresem, wskazujące o stopniu indoktrynacji. Napisane jest też wyraźnie, że autor tych określeń nie może walczyć sam w pojedynkę; czy to nie jest ewidentne przyznanie się do porażki?
A pointa może być taka. Nie od dzisiaj wiadomo, że better dead than red. Tak więc już lepiej być hiperprawicowym królem kier niż zdrowym lewakiem.
Tak się zaczyna film Król kier. Dostrzegalna jest pewna analogia z zacytowaną przeze mnie w poprzednim tekście wypowiedzią przedstawiciela skrajnej lewicy. Czy znajdujemy się tutaj wszyscy piszący na blog.media.pl w swoistym psychiatryku, jakimś ciężkim lochu porównywalnym do tego rodem z Milczenia owiec. Można się tutaj zastanawiać, a kto niby ma być Hannibalem Lecterem... jeżeli już stosujemy taką głęboką analogię. Fajnie, tylko dlaczego ten rzekomo loch dla obłąkanych uważam za jedną z nielicznych ostoi normalności i obiektywizmu? Czyżbym był obłąkany? Można to potraktować jako pieśń odległej przyszłości, ale teoretycznie jak to lewackie superpaństwo (w sensie Mumia Jewropejska) będzie się rozwijać dalej, to można wylądować w kaftanie za zarzuty typu katoagresja i syndrom RWA. Nie wiadomo też, czy się nie będzie reedukowanym na Dalekiej Północy pracą, głodem i zimnem. Ale cóż, lewactwo sprzeciwu nie znosi i takie było zawsze.
Z jednym jestem w stanie się zgodzić, że Salon24 stał się Psychiatrykiem24. I nie chodzi tutaj o ucieczkę paru wojujących ateistów. Po nich nikt tam płakać nie będzie, chyba że Pandada czy Galopujący Major. Ale cóż, jeżeli dochodzi tam do cenzury, ludzie przepadają jak kamień w wodę... i to po prawicy, to chyba określenie Psychiatryk24 jest uzasadnione. Niektórzy, podobnie jak Karlin się wycofują z tego przybytku, to jest coś nie tak. Raczej prawica ostatnimi czasy jest tam gnębiona i to od czasów zwycięstwa w październikowych wyborach. Trzeba było się dopasować do nowego porządku na zasadzie umarł król, niech żyje król!; z tego wynika wszystko, co się tam działo w ciagu ostatnich miesięcy. Dodam, że już trzeci raz nie mam zamiaru tam wracać. Po prostu - jak już wcześniej wielokrotnie zaznaczałem - pisanie z ludźmi o pewnym wzorcu mentalności w jednym miejscu nie przystoi.
W Królu kierze na zakończenie wysłany żołnierz stanął goły z klatką z gołębiem pod bramami zakładu dla umysłowo chorych. No cóż było mu najwyraźniej lepiej wśród tego typu ludzi...
...teraz dochodzę do wniosku zdecydowanie, że zdecydowanie lepiej jest mi właśnie w towarzystwie ludzi o wyrazistych poglądach, będących z punktu widzenia tejże (ch)lewicy wariatami. Przynajmniej tutaj panuje wolność słowa, a nie wolność do ataków słownych ze strony lewactwa i udawania, że jak oni plują, to pada deszcz. Dodam, że każda riposta prawicy na ich reakcje była traktowana jako agresja i przyczynek do blokowania możliwości komentowania lub bloga w ogóle albo orwellowskich zniknięć. Tutaj na szczęście tego nie ma. Czy jest tutaj takie schlebianie wszystkim po kolei? Też nie ma. Ostatnio na przykład nie zgadzałem się z Kontrrewolucjonistą, kiedyś tam ostro dyskutowałem też z Kukim i W.s_media w jednym wątku na forum. Tak więc lizania po jajkach, że pozwolę sobie użyć takiego określenia, na pewno tutaj nie ma. Poza tym ludzie o prawicowych przekonaniach to są zwykle indywidualiści twardo broniący swoich racji. Ciężej im się będzie ze sobą współpracować niż lewicowcom. Po stronie naszych oponentów jest zwykle ein Reich, ein Volk, ein Führer. Oni muszą grać w większej grupie, bo inaczej nie mogą. Po prostu ten tekst nie jest niczym innym, jak przyznaniem się do porażki w walce z ultrakonserwatystami, a w zasadzie stanowi oddanie pola walkowerem. Podobnie jak te wyzwiska pod ich adresem, wskazujące o stopniu indoktrynacji. Napisane jest też wyraźnie, że autor tych określeń nie może walczyć sam w pojedynkę; czy to nie jest ewidentne przyznanie się do porażki?
A pointa może być taka. Nie od dzisiaj wiadomo, że better dead than red. Tak więc już lepiej być hiperprawicowym królem kier niż zdrowym lewakiem.
Etykiety:
blog.media,
katoagresja,
konserwatyzm,
salon24,
syndrom RWA,
ultraprawica
wtorek, 10 czerwca 2008
Poranne myśli lewaka
Wczoraj czytałem pewną dyskusję na shalomie24. Chociaż tam już nie pisuję, bo dwa razy zostałem wywalony za ultraprawicowe poglądy, to lubię sobie poczytać. Znany tam trockista o ksywie Maruti napisał, że płód znaczy dla niego tyle, co wołowina, że można nim handlować, wniosek taki, że nawet spożywać; towarzysz już się nie cofa nawet przed kanibalizmem. To zainspirowało mnie do napisania tekstu.
Jakie mogą być myśli takiego lewaka? Oczywiście, że wszystko to, co robi to dla zbudowania lepszego świata, żeby zapanowała wolność, równość, braterstwo, najlepiej od bieguna do bieguna. Kiedyś słyszałem, że część frakcji lewackich uważa, że rewolucja antyfrancuska się jeszcze nie skończyła i że jej koniec nastąpi dopiero wtedy, gdy w najmniejszej wiosce w Somalii zapanują nowe postępowe wartości.
Co on sobie może myśleć podczas porannego golenia, ale tak szczerze. No i wykonajmy tutaj taki eksperyment myślowy.
Lewak staje i się zaczyna golić. Potem uruchamia strumień myśli, no i czy będzie to tak:
Boże, jakim ja jestem podłym skurwysynem, popierając aborcję, eutanazję, eugenikę. Dobrze, że nie żądzę, bo zabrałbym dzieci rodziców, z upośledzonych zrobiłbym mydło i abażury do lamp oraz nawóz, część wysterylizowałbym, a resztę poddał indoktrynacji. Po prostu kraj spłynąłby krwią; wszyscy moi oponenci z tej prawicy wylądowaliby w zakładach dla obłąkanych. Kurwa... co ja robię, może rzeczywiście dobrze, że nie rządzimy, bo przyszliby jacyś faceci i wylądowałbym w dole z wapnem za to, że nie byłem odpowiednio mocno lewicowy.
Przy okazji płynie łezka, zacina się przy goleniu.
A państwowa edukacja, oświata, system opieki zdrowotnej, ubezpieczenie... jak mogę tak stać i wpieprzać ludziom kity. Tak samo o tym, że pedalstwo jest normalne... niech się dobry Bóg nade mną zlituje!
Lewaków rzadko takie akty skruchy dotykają. Musi się wydarzyć wojna albo ich rządy, to wtedy część widzi, że w to, co wierzyła, to jeden wielki stek bzdur. Pluje sobie potem w twarz, że była wstrętnymi totalniakami - de facto politycznymi dziwkami, jakie dały się zrobić mocno w balona.
W rzeczywistości jest tak:
Ja w żadnego Boga nie wierzę, to bzdury wymyślone przez pasterzy z Bliskiego Wschodu, ta cała Biblia to stek kłamstw, najlepiej byłoby palić to na stosach, podobnie jak inne nieprawomyślne książki... A kościoły wyburzyć, majątki kościelne znacjonalizować, wszystkich klechów to kamieniołomów zagonić. A aborcja, eutanazja, eugenika - jakież do dobrodziejstwo. Tylko będzie mniej downów, paralityków no i innych bezwartościowych odpadów. Co więcej, ludzi będzie mniej, łatwiej będzie można ich kontrolować i mówić im co mają robić. Co do dzieci? Heh, odebrać rodzicom, te downy i inne niedorobione, to zabić i przerobić na mydło, abażury i nawóz. Po co to ma żyć i obciążać system opieki zdrowotnej. Tak samo staruchów - przecież po cholerę nam oni z tymi wszystkimi dolegliwościami, niech robią z nimi to, co z downami. A prawica... dobrze będzie, jak ich wszystkich zabijemy, tak samo pozbędziemy się ze swoich szeregów utajonych prawicowców. Faszyzmu nie można tolerować w żadnej postaci; przecież to totalitaryzm! Wsadzimy ich do kamieniołomów razem z klechami, a część może przerobimy na mydło. Co do gospodarki; część sektorów przydałoby się znacjonalizować, a w ogóle... po jakiego chuja my tolerujemy ten krwiożerczy kapitalizm. Przecież to jak konserwatyzm totalitaryzm... o jeszcze rolnictwo skolektywizować. Co więcej, będziemy mogli lepiej chronić środowisko naturalne. A homoseksualiści. A przecież oni są normalni, w rzeczywistości to trzeba lać pałą tych skurwieli z NOP-u; a najlepiej to by ich razem z klechami i resztą prawicy zagonić do kamieniołomów.
To są myśli typowego lewaka. Przeciętnemu wyborcy takich lewicowych watah, które chcą niszczyć ludzi i ich okradać, należałoby postawić pytanie: czy wie kogo popiera i co popiera? że ludzie, na których głosuje, najchętniej widzieliby go w jakimś komsomole albo jako niewolnika, któremu będą mówić, co ma jeść, jak ma mówić i co. Oczywiście zaśmiałby się; nie zdaje sobie sprawę, że zachowuje się, jakby w głowie zamiast mózgu, miał lampy elektronowe jak w pierwszych komputerach elektronicznych.
Nawet taki krytyk systemów totalitarnych jak Orwell był kiedyś zdeklarowanym stalinistą. Musiał jednak zobaczyć okropieństwa wojny domowej w Hiszpanii, co sami republikanie wyprawiali. Tak więc lewactwo i jego sympatycy pewnie nie prędko się z niego wyleczą, bo skutki swoich poczynań zauważą dopiero, gdy ich samych dotkną.
No i wtedy się obudzą z ręką w nocniku.
Jakie mogą być myśli takiego lewaka? Oczywiście, że wszystko to, co robi to dla zbudowania lepszego świata, żeby zapanowała wolność, równość, braterstwo, najlepiej od bieguna do bieguna. Kiedyś słyszałem, że część frakcji lewackich uważa, że rewolucja antyfrancuska się jeszcze nie skończyła i że jej koniec nastąpi dopiero wtedy, gdy w najmniejszej wiosce w Somalii zapanują nowe postępowe wartości.
Co on sobie może myśleć podczas porannego golenia, ale tak szczerze. No i wykonajmy tutaj taki eksperyment myślowy.
Lewak staje i się zaczyna golić. Potem uruchamia strumień myśli, no i czy będzie to tak:
Boże, jakim ja jestem podłym skurwysynem, popierając aborcję, eutanazję, eugenikę. Dobrze, że nie żądzę, bo zabrałbym dzieci rodziców, z upośledzonych zrobiłbym mydło i abażury do lamp oraz nawóz, część wysterylizowałbym, a resztę poddał indoktrynacji. Po prostu kraj spłynąłby krwią; wszyscy moi oponenci z tej prawicy wylądowaliby w zakładach dla obłąkanych. Kurwa... co ja robię, może rzeczywiście dobrze, że nie rządzimy, bo przyszliby jacyś faceci i wylądowałbym w dole z wapnem za to, że nie byłem odpowiednio mocno lewicowy.
Przy okazji płynie łezka, zacina się przy goleniu.
A państwowa edukacja, oświata, system opieki zdrowotnej, ubezpieczenie... jak mogę tak stać i wpieprzać ludziom kity. Tak samo o tym, że pedalstwo jest normalne... niech się dobry Bóg nade mną zlituje!
Lewaków rzadko takie akty skruchy dotykają. Musi się wydarzyć wojna albo ich rządy, to wtedy część widzi, że w to, co wierzyła, to jeden wielki stek bzdur. Pluje sobie potem w twarz, że była wstrętnymi totalniakami - de facto politycznymi dziwkami, jakie dały się zrobić mocno w balona.
W rzeczywistości jest tak:
Ja w żadnego Boga nie wierzę, to bzdury wymyślone przez pasterzy z Bliskiego Wschodu, ta cała Biblia to stek kłamstw, najlepiej byłoby palić to na stosach, podobnie jak inne nieprawomyślne książki... A kościoły wyburzyć, majątki kościelne znacjonalizować, wszystkich klechów to kamieniołomów zagonić. A aborcja, eutanazja, eugenika - jakież do dobrodziejstwo. Tylko będzie mniej downów, paralityków no i innych bezwartościowych odpadów. Co więcej, ludzi będzie mniej, łatwiej będzie można ich kontrolować i mówić im co mają robić. Co do dzieci? Heh, odebrać rodzicom, te downy i inne niedorobione, to zabić i przerobić na mydło, abażury i nawóz. Po co to ma żyć i obciążać system opieki zdrowotnej. Tak samo staruchów - przecież po cholerę nam oni z tymi wszystkimi dolegliwościami, niech robią z nimi to, co z downami. A prawica... dobrze będzie, jak ich wszystkich zabijemy, tak samo pozbędziemy się ze swoich szeregów utajonych prawicowców. Faszyzmu nie można tolerować w żadnej postaci; przecież to totalitaryzm! Wsadzimy ich do kamieniołomów razem z klechami, a część może przerobimy na mydło. Co do gospodarki; część sektorów przydałoby się znacjonalizować, a w ogóle... po jakiego chuja my tolerujemy ten krwiożerczy kapitalizm. Przecież to jak konserwatyzm totalitaryzm... o jeszcze rolnictwo skolektywizować. Co więcej, będziemy mogli lepiej chronić środowisko naturalne. A homoseksualiści. A przecież oni są normalni, w rzeczywistości to trzeba lać pałą tych skurwieli z NOP-u; a najlepiej to by ich razem z klechami i resztą prawicy zagonić do kamieniołomów.
To są myśli typowego lewaka. Przeciętnemu wyborcy takich lewicowych watah, które chcą niszczyć ludzi i ich okradać, należałoby postawić pytanie: czy wie kogo popiera i co popiera? że ludzie, na których głosuje, najchętniej widzieliby go w jakimś komsomole albo jako niewolnika, któremu będą mówić, co ma jeść, jak ma mówić i co. Oczywiście zaśmiałby się; nie zdaje sobie sprawę, że zachowuje się, jakby w głowie zamiast mózgu, miał lampy elektronowe jak w pierwszych komputerach elektronicznych.
Nawet taki krytyk systemów totalitarnych jak Orwell był kiedyś zdeklarowanym stalinistą. Musiał jednak zobaczyć okropieństwa wojny domowej w Hiszpanii, co sami republikanie wyprawiali. Tak więc lewactwo i jego sympatycy pewnie nie prędko się z niego wyleczą, bo skutki swoich poczynań zauważą dopiero, gdy ich samych dotkną.
No i wtedy się obudzą z ręką w nocniku.
Etykiety:
dewiacje,
konserwatyzm,
lewactwo,
prawica,
ultraprawica,
zoologiczna prawicowość
sobota, 7 czerwca 2008
Filozofia nowego totalitaryzmu i możliwość jego nadejścia
Wiek dwudziesty był stuleciem totalitaryzmów - komunizmu i nazizmu. Nie ma co również ukrywać również ich lewicowego pochodzenia. W przypadku tego drugiego często przynależność do lewactwa jest zaprzeczana, jest to jednak całkowicie bezpodstawne. Lewica się skompromitowała i wręcz dziwota człowieka bierze, dlaczego jeszcze wyznawcy tych ideologii kręcą się po świecie. Powiedzmy sobie szczerze i otwarcie; kwintesencją tego wszystkiego jest totalitaryzm. Oczywiście, lewactwo będzie się przed tego typu zarzutami bronić twierdząc, jakoby konserwatystom było bliżej do totalniactwa niźli im, bo rzekomo mówią, jak seks ludzie mają uprawiać. A przepraszam bardzo, czy ja takiemu Quasiemu mówię czy ma na stojąco, w kucki, czy na muszli klozetowej? Poza tym zażywanie tabletek hormonalnych, zresztą zwiększających ryzyko nowotworów jajnika, nijak ma się do samej czynności polegającej na wprowadzeniu penisa do pochwy przy równoczesnej ejakulacji. Wychodzi na to, że Quasi-biolog nie wie, co to jest seks i że z takim brakiem w wiedzy (na moje oko również praktycznej) został wypuszczony ze studiów. No i jeszcze: tacy to są przyjaciele wolności, że trzeba mieć włączone światła cały rok w samochodzie, broni nie można mieć, jeść nie wolno pewnych rzeczy, tak samo leczyć się pijawkami, a nawet sposoby przechowywania zwierzęcych odchodów w gospodarstwach rolnych są uregulowane (sic!). No i zabierają 80% kasy via podatki, co potem idzie na nie wiadomo co. Wychodzi na to, że już żyjemy w takim świecie jak w Brazil Terry'ego Gilliama, przebiurokratyzowanym, gdzie władzunia musi wiedzieć o tym, co my ze swoją własnością raczymy czynić. Jednak to w czym my żyjemy, co pokazał dwudziesty wiek, to jest jeszcze nic.
Tak więc i filozofia lewactwa będzie wyrażać zamordyzm. Marksizm nakazał odgłowić społeczeństwo poprzez wyrżnięcie elit, aby zapanowała dyktatura proletariatu i w efekcie budowa Państwa Bożego na ziemskim padole. Faszyzm stawiał również na niziny społeczne, a przy okazji zakładał rozprawienie się ze wszystkimi obcymi. Wcielone to zostało w życie w ZSRR i Niemczech. Jednak - jak już wyżej nie napisałem - filozofia lewactwa nie padła, mimo że przyczyniła się do kilkuset milionów ofiar na całym świecie. Ba, zaczyna się stawać dominująca w tej części świata, w której my żyjemy. Rości sobie monopol do tego, próbując cenzurować wszystko, co się z nią nie zgadza. Lewactwo uważa, że może poprawiać historię, socjologię, psychologię, nauki o Ziemi, a nawet biologię, zoologię vide chociażby gadki o homoseksualizmie w świecie zwierząt. Wszędzie gdzie mogą, lewacy muszą położyć swoje brudne łapska. Skoro nawet naukę poprawiają na swoją modłę, to filozofia lewicowa stanowi zamordyzm ewidentny.
Ostatnio dyskutuje się o jej nowym wykwicie popularyzowanym przez niejakiego Petera Singera. Jest to racjonalizm-utylitaryzm po reductio ad absurdum. Jakie jest clou tej całej filozofii? Otóż, zakłada, że bytami osobowymi jest wszystko, co jest zdolne do odczuwania cierpienia. Odrzuca zatem dotychczasową ontologię traktującą jako osobę osobnika gatunku ludzkiego. Według Singera może być nią trzoda chlewna, szympans, delfin oraz człowiek (pod warunkiem, że nie jest zygotą, zarodkiem, płodem, starcem lub upośledzonym fizycznie albo psychicznie). Ów filozof usprawiedliwia zatem aborcję, eutanazję i eugenikę i je gorąco popiera. No i czym ten racjonalizm-utylitaryzm jest w tym wydaniu? To nowa filozofia zamordyzmu, podobnie jak nazizm czy komunizm! W tym wypadku podlana jest jeszcze innym sosem - ekologistycznym (prawa zwierząt). Dlaczego ta filozofia to jest coś takiego jak dotychczasowe wykwity lewackiej myśli totalitarnej?
Obecnie lewactwo gardłuje o wolności brzucha. No i co z tego wynika? A mianowicie uznanie, że człowiek w pewnej fazie rozwoju nie jest człowiekiem. Lewactwo jeszcze argumentuje często, że na aborcję decydują się ludzie biedni, którzy inaczej by wylądowali na ulicy, ponieważ nie byliby w stanie wyżywić zbyt dużej rodziny. Zakłada przy tym, że są tak głupi, że nie potrafią podjąć decyzji o stosunku. Jaki jest następny wniosek, a oczywiście sterylizacja. Władza teoretycznie może zechcieć sterylizować ze względów społecznych. A co potem? Lewactwo może dojść, że może lepiej w ogóle wyeliminować część ludności, na co się decydowali niejednokrotnie wcześniej w historii. Tak więc legalizując aborcję, teoretycznie można się godzić na przemysłową wręcz eliminację pewnych grup w społeczeństwie. Dochodzi tutaj jeszcze eutanazja oraz jej zastosowanie w przypadku starców oraz niedorozwiniętych. Żadna inżynieria społeczna nie może się bez niej obejść - była stosowana w nazistowskich Niemczech, obecnie dokonuje się jej w Chinach, potajemnie również wykonywały ją służby społeczne w USA po 1907 roku, gdy przeszło w kilkunastu stanach prawo pozwalające dokonać sterylizacji. Wygląda na to, że wszystko się stoczy w tym kierunku. Legalizacja aborcji stanowi tylko początek.
System, o którym mówi ultralewacki parafaszystowski Singer nazywa się racjonalizm-utylitaryzm. Przyjrzyjmy się drugiemu członowi tej nazwy. Utylitaryzm został stworzony przez Johna Stuarta Milla. Ten system etyczny zakłada, że dobre są te uczynki, które przynoszą maksymalizację szczęścia jak największej grupie ludzi. Jaka to jest więc filozofia? Nie trudno się domyśleć, że jest ona z gruntu kolektywna. Ten system ma gdzieś jednostkę. Można wręcz zarzucić w tym momencie Majakowskim: Jednostka niczym, jednostka bzdurą(...), choćby największą była figurą. Jeżeli utylitaryzm traktuje ludzi jako jedną bezpostaciową masę oznacza w zasadzie rozumowanie w kategoriach maszyny społecznej. Wobec tego część ludzi można po prostu wyrzucić na zasadzie usuwania zepsutych części. Takie rozumowanie nie jest obce współczesnym socjalistom i nie zdziwiłbym się, gdyby w przeciągu kilkudziesięciu lat nie powstał jakiś nowy Oświęcim albo archipelag GuŁAG, w którym eliminowane byłyby elementy politycznie niepoprawne. Całe społeczeństwo byłoby oczywiście skutecznie otępiane tak, aby żyło w poczuciu szczęścia. Nie zdziwiłbym się, gdyby władza się zniżyła do takich tryków jak dodawanie rtęci do szczepionek, w wyniku czego następowałaby częściowa chemiczna lobotomia. Takie rozwiązanie popierał fanatyczny socjalista Bertrand Russel. Ciekawe również jest działanie lewactwa, jak to jest, że tytoń jest wycofywany tak, że w końcu nastąpi jego delegalizacja, a legalizuje się narkotyki. Przy państwowej służbie zdrowia i takowym ubezpieczeniu. Służy to niczemu innemu jak ogłupianiu społeczeństwa, hodowaniu tępej masy, które będzie bezwzględnie lewactwu posłuszna. I wszystko celem maksymalizacji szczęścia grupy. Władza w końcu zdecyduje się odebrać ludziom dzieci, żeby mogła dokonywać ich selekcji, wydajniej odurniać tak, aby stworzyć wiernych sługusów nowej socjalistycznej władzy.
Inna sprawa to environmentalizm i cały ruch trockistowskiej bandy o nazwie zieloni. Zakłada on potrzebę ochrony środowiska, ale zastanówmy się, co to oznacza, jeżeli widzimy ewidentne manipulacje jak globalne ocipienie. Oczywiście wszystko wyjdzie nad wyrost. Będzie trzeba kontrolować przyrost ludzkiej populacji. Wprowadzone zostanie prawo o jednym dziecku na rodzinę na wzór chiński. Zresztą już w USA, Wielkiej Brytanii czy w Europie kontynentalnej takie akcje próbowano przepchnąć, na całe szczęście to nie wyszło. Powinniśmy się jednak spodziewać, że to przejdzie. Aborcja, eutanazja, eugenika już mają poparcie lewicy. Oczywiście - jak pisałem w akapicie wyżej, sterylizacja będzie narzędziem inżynierii społecznej. Może się pojawić przymus aborcyjny oraz eutanazyjny. Wszystkie trzy będą popierane również jako ograniczenia przyrostu naturalnego i wynikającej zeń degradacji środowiska naturalnego. Environmentalizm będzie również pretekstem do coraz większej ingerencji w działalność przedsiębiorstw poprzez szereg kontroli i zwiększanie obciążeń fiskalnych. Efektem tego może być nawet częściowa nacjonalizacja przemysłu. W przypadku rolnictwa może się skończyć na kolektywizacji. Nam powiedzą, że to wszystko w trosce o środowisko naturalne. Tak naprawdę będą chcieli mieć nad nami jeszcze większą kontrolę. Obok nacjonalizacji i kolektywizacji prawdopodobnie dojdą jeszcze przymusowe przesiedlenia - te również w wiadomym celu stałego dozoru. Będzie to niby przywracanie dzikości danych terenów, a tak naprawdę będzie trzeba zniszczyć lokalne wspólnoty i je skoszarować w obrębie struktur wytworzonych przez państwo takich jak kołchozy czy korporacje pracownicze.
Reasumując, w przypadku fuzji filozofii racjonalistyczno-utylitarianistycznej i environmentalizmu gwarantuje powstanie nowego totalitaryzmu. Opisywany wyżej scenariusz wcielania tych systemów filozoficznych w życie spełnia wszystkie warunki tego systemu - maksymalna ingerencja w życie jednostki oraz w procesy gospodarcze.
Może się to wydawać, że to jest co najwyżej scenariusz science fiction typu Nowego wspaniałego świata Aldousa Huxleya. Jednak tak nie jest. A przyjrzyjmy się zachodniej Europie, co tam się zaczyna dziać. Przecież w Holandii upośledzone dzieci morduje się bezpośrednio po urodzeniu, o ile wcześniej nie zostały wyabortowane. Tak samo dokonuje się eutanazji starców i osób niedorozwiniętych fizycznie lub psychicznie - stanowi ona około 20% wszystkich zgonów. Inne kraje zachodniej Europy zbliżają się do tej awangardy postępu. Powiedzmy sobie szczerze. Jeżeli chodzi o gospodarkę znajdujemy się w etapie porównywalnym do NEP. Eurokomuna jeszcze toleruje elementy kapitalizmu, ale to może się niedługo skończyć tak, jak w ZSRR. W przypadku UE już mamy do czynienia z elementami gospodarki centralnie sterowanej. Bo czym innym jest strategia lizbońska? A to wszystko to jest tylko początek.
Powiedzmy sobie szczerze. Jak na Salonie24 miałem okazję rozmawiać z lewakami, to oni nie zdają sobie sprawy, że te ich idee to jest na dłuższą metę totalitaryzm. Co więcej, idea totalnej ingerencji w życie człowieka wydaje im się związana właśnie z prawicowością. W klasyfikacji Włodzimierza Iljicza Lenina byliby to zatem pożyteczni idioci. Są bowiem jeszcze lewacy uświadomieni, którzy bardzo dobrze wiedzą, co robią. W ten sposób staną się bowiem nową arystokracją i tak ciągną za sznurki, aby tak było. Im na tym totalitaryzmie po prostu zależy! Oni o tym po prostu marzą...
A najgorsze jest w tym wszystkim, że to my skutków tych wszystkich rojeń dożyjemy...
Tak więc i filozofia lewactwa będzie wyrażać zamordyzm. Marksizm nakazał odgłowić społeczeństwo poprzez wyrżnięcie elit, aby zapanowała dyktatura proletariatu i w efekcie budowa Państwa Bożego na ziemskim padole. Faszyzm stawiał również na niziny społeczne, a przy okazji zakładał rozprawienie się ze wszystkimi obcymi. Wcielone to zostało w życie w ZSRR i Niemczech. Jednak - jak już wyżej nie napisałem - filozofia lewactwa nie padła, mimo że przyczyniła się do kilkuset milionów ofiar na całym świecie. Ba, zaczyna się stawać dominująca w tej części świata, w której my żyjemy. Rości sobie monopol do tego, próbując cenzurować wszystko, co się z nią nie zgadza. Lewactwo uważa, że może poprawiać historię, socjologię, psychologię, nauki o Ziemi, a nawet biologię, zoologię vide chociażby gadki o homoseksualizmie w świecie zwierząt. Wszędzie gdzie mogą, lewacy muszą położyć swoje brudne łapska. Skoro nawet naukę poprawiają na swoją modłę, to filozofia lewicowa stanowi zamordyzm ewidentny.
Ostatnio dyskutuje się o jej nowym wykwicie popularyzowanym przez niejakiego Petera Singera. Jest to racjonalizm-utylitaryzm po reductio ad absurdum. Jakie jest clou tej całej filozofii? Otóż, zakłada, że bytami osobowymi jest wszystko, co jest zdolne do odczuwania cierpienia. Odrzuca zatem dotychczasową ontologię traktującą jako osobę osobnika gatunku ludzkiego. Według Singera może być nią trzoda chlewna, szympans, delfin oraz człowiek (pod warunkiem, że nie jest zygotą, zarodkiem, płodem, starcem lub upośledzonym fizycznie albo psychicznie). Ów filozof usprawiedliwia zatem aborcję, eutanazję i eugenikę i je gorąco popiera. No i czym ten racjonalizm-utylitaryzm jest w tym wydaniu? To nowa filozofia zamordyzmu, podobnie jak nazizm czy komunizm! W tym wypadku podlana jest jeszcze innym sosem - ekologistycznym (prawa zwierząt). Dlaczego ta filozofia to jest coś takiego jak dotychczasowe wykwity lewackiej myśli totalitarnej?
Obecnie lewactwo gardłuje o wolności brzucha. No i co z tego wynika? A mianowicie uznanie, że człowiek w pewnej fazie rozwoju nie jest człowiekiem. Lewactwo jeszcze argumentuje często, że na aborcję decydują się ludzie biedni, którzy inaczej by wylądowali na ulicy, ponieważ nie byliby w stanie wyżywić zbyt dużej rodziny. Zakłada przy tym, że są tak głupi, że nie potrafią podjąć decyzji o stosunku. Jaki jest następny wniosek, a oczywiście sterylizacja. Władza teoretycznie może zechcieć sterylizować ze względów społecznych. A co potem? Lewactwo może dojść, że może lepiej w ogóle wyeliminować część ludności, na co się decydowali niejednokrotnie wcześniej w historii. Tak więc legalizując aborcję, teoretycznie można się godzić na przemysłową wręcz eliminację pewnych grup w społeczeństwie. Dochodzi tutaj jeszcze eutanazja oraz jej zastosowanie w przypadku starców oraz niedorozwiniętych. Żadna inżynieria społeczna nie może się bez niej obejść - była stosowana w nazistowskich Niemczech, obecnie dokonuje się jej w Chinach, potajemnie również wykonywały ją służby społeczne w USA po 1907 roku, gdy przeszło w kilkunastu stanach prawo pozwalające dokonać sterylizacji. Wygląda na to, że wszystko się stoczy w tym kierunku. Legalizacja aborcji stanowi tylko początek.
System, o którym mówi ultralewacki parafaszystowski Singer nazywa się racjonalizm-utylitaryzm. Przyjrzyjmy się drugiemu członowi tej nazwy. Utylitaryzm został stworzony przez Johna Stuarta Milla. Ten system etyczny zakłada, że dobre są te uczynki, które przynoszą maksymalizację szczęścia jak największej grupie ludzi. Jaka to jest więc filozofia? Nie trudno się domyśleć, że jest ona z gruntu kolektywna. Ten system ma gdzieś jednostkę. Można wręcz zarzucić w tym momencie Majakowskim: Jednostka niczym, jednostka bzdurą(...), choćby największą była figurą. Jeżeli utylitaryzm traktuje ludzi jako jedną bezpostaciową masę oznacza w zasadzie rozumowanie w kategoriach maszyny społecznej. Wobec tego część ludzi można po prostu wyrzucić na zasadzie usuwania zepsutych części. Takie rozumowanie nie jest obce współczesnym socjalistom i nie zdziwiłbym się, gdyby w przeciągu kilkudziesięciu lat nie powstał jakiś nowy Oświęcim albo archipelag GuŁAG, w którym eliminowane byłyby elementy politycznie niepoprawne. Całe społeczeństwo byłoby oczywiście skutecznie otępiane tak, aby żyło w poczuciu szczęścia. Nie zdziwiłbym się, gdyby władza się zniżyła do takich tryków jak dodawanie rtęci do szczepionek, w wyniku czego następowałaby częściowa chemiczna lobotomia. Takie rozwiązanie popierał fanatyczny socjalista Bertrand Russel. Ciekawe również jest działanie lewactwa, jak to jest, że tytoń jest wycofywany tak, że w końcu nastąpi jego delegalizacja, a legalizuje się narkotyki. Przy państwowej służbie zdrowia i takowym ubezpieczeniu. Służy to niczemu innemu jak ogłupianiu społeczeństwa, hodowaniu tępej masy, które będzie bezwzględnie lewactwu posłuszna. I wszystko celem maksymalizacji szczęścia grupy. Władza w końcu zdecyduje się odebrać ludziom dzieci, żeby mogła dokonywać ich selekcji, wydajniej odurniać tak, aby stworzyć wiernych sługusów nowej socjalistycznej władzy.
Inna sprawa to environmentalizm i cały ruch trockistowskiej bandy o nazwie zieloni. Zakłada on potrzebę ochrony środowiska, ale zastanówmy się, co to oznacza, jeżeli widzimy ewidentne manipulacje jak globalne ocipienie. Oczywiście wszystko wyjdzie nad wyrost. Będzie trzeba kontrolować przyrost ludzkiej populacji. Wprowadzone zostanie prawo o jednym dziecku na rodzinę na wzór chiński. Zresztą już w USA, Wielkiej Brytanii czy w Europie kontynentalnej takie akcje próbowano przepchnąć, na całe szczęście to nie wyszło. Powinniśmy się jednak spodziewać, że to przejdzie. Aborcja, eutanazja, eugenika już mają poparcie lewicy. Oczywiście - jak pisałem w akapicie wyżej, sterylizacja będzie narzędziem inżynierii społecznej. Może się pojawić przymus aborcyjny oraz eutanazyjny. Wszystkie trzy będą popierane również jako ograniczenia przyrostu naturalnego i wynikającej zeń degradacji środowiska naturalnego. Environmentalizm będzie również pretekstem do coraz większej ingerencji w działalność przedsiębiorstw poprzez szereg kontroli i zwiększanie obciążeń fiskalnych. Efektem tego może być nawet częściowa nacjonalizacja przemysłu. W przypadku rolnictwa może się skończyć na kolektywizacji. Nam powiedzą, że to wszystko w trosce o środowisko naturalne. Tak naprawdę będą chcieli mieć nad nami jeszcze większą kontrolę. Obok nacjonalizacji i kolektywizacji prawdopodobnie dojdą jeszcze przymusowe przesiedlenia - te również w wiadomym celu stałego dozoru. Będzie to niby przywracanie dzikości danych terenów, a tak naprawdę będzie trzeba zniszczyć lokalne wspólnoty i je skoszarować w obrębie struktur wytworzonych przez państwo takich jak kołchozy czy korporacje pracownicze.
Reasumując, w przypadku fuzji filozofii racjonalistyczno-utylitarianistycznej i environmentalizmu gwarantuje powstanie nowego totalitaryzmu. Opisywany wyżej scenariusz wcielania tych systemów filozoficznych w życie spełnia wszystkie warunki tego systemu - maksymalna ingerencja w życie jednostki oraz w procesy gospodarcze.
Może się to wydawać, że to jest co najwyżej scenariusz science fiction typu Nowego wspaniałego świata Aldousa Huxleya. Jednak tak nie jest. A przyjrzyjmy się zachodniej Europie, co tam się zaczyna dziać. Przecież w Holandii upośledzone dzieci morduje się bezpośrednio po urodzeniu, o ile wcześniej nie zostały wyabortowane. Tak samo dokonuje się eutanazji starców i osób niedorozwiniętych fizycznie lub psychicznie - stanowi ona około 20% wszystkich zgonów. Inne kraje zachodniej Europy zbliżają się do tej awangardy postępu. Powiedzmy sobie szczerze. Jeżeli chodzi o gospodarkę znajdujemy się w etapie porównywalnym do NEP. Eurokomuna jeszcze toleruje elementy kapitalizmu, ale to może się niedługo skończyć tak, jak w ZSRR. W przypadku UE już mamy do czynienia z elementami gospodarki centralnie sterowanej. Bo czym innym jest strategia lizbońska? A to wszystko to jest tylko początek.
Powiedzmy sobie szczerze. Jak na Salonie24 miałem okazję rozmawiać z lewakami, to oni nie zdają sobie sprawy, że te ich idee to jest na dłuższą metę totalitaryzm. Co więcej, idea totalnej ingerencji w życie człowieka wydaje im się związana właśnie z prawicowością. W klasyfikacji Włodzimierza Iljicza Lenina byliby to zatem pożyteczni idioci. Są bowiem jeszcze lewacy uświadomieni, którzy bardzo dobrze wiedzą, co robią. W ten sposób staną się bowiem nową arystokracją i tak ciągną za sznurki, aby tak było. Im na tym totalitaryzmie po prostu zależy! Oni o tym po prostu marzą...
A najgorsze jest w tym wszystkim, że to my skutków tych wszystkich rojeń dożyjemy...
Etykiety:
komunizm,
nazizm,
prawica,
totalitaryzm,
ultraprawica,
zoologiczna prawicowość
środa, 21 maja 2008
Chwilowo wróciłem na Saloon24
Miałem już tego nie czynić, ale się zdecydowałem. Komuszydłom nie wolno popuszczać. Opublikowałem następujący tekścik pt. Nowy początek.
Już jakiś czas egzystowałem na s24. Było to około siedmiu miesięcy, podczas których opublikowałem 153 artykuły oraz około 3100 komentarzy. W pewnym momencie zostałem orwellowsko zniknięty, ponieważ rzekomo złamałem regulamin. Doskonale zdaję sobie sprawę, teraz, w trakcie pisania tych słów, że jest ponad pięćdziesięcioprocentowe prawdopodobieństwo ponownego orwellowskiego zniknięcia tego mojego nowego bloga. Jednak - i to kieruję do Wielce Szanownej Redakcji - teraz nie będzie skatologii. Przynajmniej będę się jej wystrzegać. Ciekaw jestem również, dlaczego salonowa lewica - ci Jaśnie Oświeceni - mogą sobie prywatny ściek urządzać bądź wyzywać ludzi od różnych, i jakoś nawet włos im z głowy nie spadnie, a tego nie może czynić prawica.
Tutaj należy się wyjaśnienie. Wiele tekstów poświęciłem pewnej intelektualnej formacji (tutaj mi się gardło ściska) o nazwie lewica. No i jaka to jest cywilizacja? Oczywiście zaznaczam, iż takie określenie takie w odniesieniu do tych amoralnych totalitarystów i takiej bandy koniunkturalistów jest nad wyrost. Wtedy przemówiłem do jego przedstawiciela językiem, jaki jest dla niego zrozumiały. Nie miałem bowiem pewności, czy bardziej uczony i eufemistyczny jest dla takiej persony pojmowalny. To po pierwsze. Secondo: cywilizacja lewicowa to właśnie skatologia i łajdactwo, więc mówiąc o tym wyrodku wręcz niemożliwe i nie do uniknięcia jest wskazywanie na patologie. Ergo: nie sposób mówić zatem o nich bez wskazywania na pewne elementy fizjologii. Jak im się marzy świat jak ze Stu dwudziestu dni Sodomy, to dlaczego nie można o tym pisać? - a tego, niestety, bez wskazywania na wydalanie czy inne czynności poczynić się nie da. Kiedyś przeglądałem numer NIE!. Tam to doskonale zostały skwitowane ciągoty współczesnej lewicy jako cywilizacja d... (nie powiem tego słowa, bo znów wylecę!). Poza tym nawet w państwowej centralnie sterowanej szkółce mnie uczono, że w tekstach publicystycznych typu eseje czy felietony wiele rzeczy zwyczajnie przechodzi. No więc jak to jest?
Dlaczego powróciłem? Już miałem tego nie robić i dać sobie spokój. Doszedłem jednak do zgoła odmiennego wniosku. Zdaniem Pandady, jeden z czołowych prawicowych chamów, powrócił! Trzeba się bowiem mierzyć z lewicą. Prawica powinna to doskonale rozumieć! Nie powinna się izolować, bo inaczej zwyciężą ci Jaśnie Oświeceni. A co oni robili, to doskonale wszyscy wiemy... Nie można im oddać frontu bez walki i pozwolić posunąć się choćby milimetr na przód. To jest inna żarłoczna pasożytnicza cywilizacja, całkowicie odmienna od wszystkiego, co uważamy za normalne i dopuszczalne. Oni mają jawne plany przemodelowania społeczeństwa i stworzenia jakiegoś homo sinister. Nowego Człowieka, jaki ma być kompletnie zdehumanizowaną istotą. Każdy człowiek mający prawicowe przekonania polityczne powinien sobie doskonale z tego zdawać sprawę. Oddawanie pola lewicy bądź próba gry według jej zasad oznacza bowiem tchórzostwo.
Dlaczego taka nazwa? Nazwałem bloga ostatnia krucjata. Walka z lewicowymi pomysłami społecznymi jest czymś takim jak właśnie wyprawa krzyżowa. Różni się tym od średniowiecznych krucjat, że jest realizowana na swoim terytorium. Przynajmniej powinna być. Nie trzeba pływać za morze, żeby walczyć z wrogami, tak to było w średniowieczu. Teraz wróg jest tutaj i sobie można nie zdawać z jego obecności sprawy. Społeczeństwo jest jak krowa, która nie jest świadoma, że w jej wątrobie znajduje się motylica. Dlaczego ostatnia? Pozostaje mieć nadzieję, że jak już przepędzi się to lewactwo, gdzie pieprz rośnie, nie będzie trzeba już uciekać się do podobnych środków.
Do sympatyków: w razie czego, jakbym został znowu orwellowsko zniknięty można mnie szukać tutaj. Można mnie też będzie znaleźć na blog.media.pl czy Liście Obecności. Wiedząc, jaka jest obecnie polityka Wielce Szanownej Redakcji, chyba tam będę zmuszony wieszać teksty, które mogłyby zostać uznane za agresywne.
Tak więc na przyszłość zapraszam do siebie, czy na Ostatniej Krucjacie, czy w innych miejscach, gdzie będę funkcjonować.
Brytyjski astrofizyk Subrahmanyan Chandresekkar powiedział do swojego mistrza sir Arthura Eddingtona: Zobaczmy, jak wysoko zdołamy wzlecieć, zanim słońce stopi wosk naszych skrzydeł. Ciekawe, jak długo się tutaj da po nie najrychlejszym powrocie.
Serdecznie pozdrawiam,
Kirker+
Ciekawe, jak długo tam wytrzymam. Bo raczej Oberredakcja dalej będzie na mnie cięta. W to nie wątpię.
Już jakiś czas egzystowałem na s24. Było to około siedmiu miesięcy, podczas których opublikowałem 153 artykuły oraz około 3100 komentarzy. W pewnym momencie zostałem orwellowsko zniknięty, ponieważ rzekomo złamałem regulamin. Doskonale zdaję sobie sprawę, teraz, w trakcie pisania tych słów, że jest ponad pięćdziesięcioprocentowe prawdopodobieństwo ponownego orwellowskiego zniknięcia tego mojego nowego bloga. Jednak - i to kieruję do Wielce Szanownej Redakcji - teraz nie będzie skatologii. Przynajmniej będę się jej wystrzegać. Ciekaw jestem również, dlaczego salonowa lewica - ci Jaśnie Oświeceni - mogą sobie prywatny ściek urządzać bądź wyzywać ludzi od różnych, i jakoś nawet włos im z głowy nie spadnie, a tego nie może czynić prawica.
Tutaj należy się wyjaśnienie. Wiele tekstów poświęciłem pewnej intelektualnej formacji (tutaj mi się gardło ściska) o nazwie lewica. No i jaka to jest cywilizacja? Oczywiście zaznaczam, iż takie określenie takie w odniesieniu do tych amoralnych totalitarystów i takiej bandy koniunkturalistów jest nad wyrost. Wtedy przemówiłem do jego przedstawiciela językiem, jaki jest dla niego zrozumiały. Nie miałem bowiem pewności, czy bardziej uczony i eufemistyczny jest dla takiej persony pojmowalny. To po pierwsze. Secondo: cywilizacja lewicowa to właśnie skatologia i łajdactwo, więc mówiąc o tym wyrodku wręcz niemożliwe i nie do uniknięcia jest wskazywanie na patologie. Ergo: nie sposób mówić zatem o nich bez wskazywania na pewne elementy fizjologii. Jak im się marzy świat jak ze Stu dwudziestu dni Sodomy, to dlaczego nie można o tym pisać? - a tego, niestety, bez wskazywania na wydalanie czy inne czynności poczynić się nie da. Kiedyś przeglądałem numer NIE!. Tam to doskonale zostały skwitowane ciągoty współczesnej lewicy jako cywilizacja d... (nie powiem tego słowa, bo znów wylecę!). Poza tym nawet w państwowej centralnie sterowanej szkółce mnie uczono, że w tekstach publicystycznych typu eseje czy felietony wiele rzeczy zwyczajnie przechodzi. No więc jak to jest?
Dlaczego powróciłem? Już miałem tego nie robić i dać sobie spokój. Doszedłem jednak do zgoła odmiennego wniosku. Zdaniem Pandady, jeden z czołowych prawicowych chamów, powrócił! Trzeba się bowiem mierzyć z lewicą. Prawica powinna to doskonale rozumieć! Nie powinna się izolować, bo inaczej zwyciężą ci Jaśnie Oświeceni. A co oni robili, to doskonale wszyscy wiemy... Nie można im oddać frontu bez walki i pozwolić posunąć się choćby milimetr na przód. To jest inna żarłoczna pasożytnicza cywilizacja, całkowicie odmienna od wszystkiego, co uważamy za normalne i dopuszczalne. Oni mają jawne plany przemodelowania społeczeństwa i stworzenia jakiegoś homo sinister. Nowego Człowieka, jaki ma być kompletnie zdehumanizowaną istotą. Każdy człowiek mający prawicowe przekonania polityczne powinien sobie doskonale z tego zdawać sprawę. Oddawanie pola lewicy bądź próba gry według jej zasad oznacza bowiem tchórzostwo.
Dlaczego taka nazwa? Nazwałem bloga ostatnia krucjata. Walka z lewicowymi pomysłami społecznymi jest czymś takim jak właśnie wyprawa krzyżowa. Różni się tym od średniowiecznych krucjat, że jest realizowana na swoim terytorium. Przynajmniej powinna być. Nie trzeba pływać za morze, żeby walczyć z wrogami, tak to było w średniowieczu. Teraz wróg jest tutaj i sobie można nie zdawać z jego obecności sprawy. Społeczeństwo jest jak krowa, która nie jest świadoma, że w jej wątrobie znajduje się motylica. Dlaczego ostatnia? Pozostaje mieć nadzieję, że jak już przepędzi się to lewactwo, gdzie pieprz rośnie, nie będzie trzeba już uciekać się do podobnych środków.
Do sympatyków: w razie czego, jakbym został znowu orwellowsko zniknięty można mnie szukać tutaj. Można mnie też będzie znaleźć na blog.media.pl czy Liście Obecności. Wiedząc, jaka jest obecnie polityka Wielce Szanownej Redakcji, chyba tam będę zmuszony wieszać teksty, które mogłyby zostać uznane za agresywne.
Tak więc na przyszłość zapraszam do siebie, czy na Ostatniej Krucjacie, czy w innych miejscach, gdzie będę funkcjonować.
Brytyjski astrofizyk Subrahmanyan Chandresekkar powiedział do swojego mistrza sir Arthura Eddingtona: Zobaczmy, jak wysoko zdołamy wzlecieć, zanim słońce stopi wosk naszych skrzydeł. Ciekawe, jak długo się tutaj da po nie najrychlejszym powrocie.
Serdecznie pozdrawiam,
Kirker+
Ciekawe, jak długo tam wytrzymam. Bo raczej Oberredakcja dalej będzie na mnie cięta. W to nie wątpię.
piątek, 16 maja 2008
Jak to jest z tą demokracją?
Francis Fukuyama stwierdził w Końcu historii, że system liberalnej demokracji, w jakim my żyjemy, to ostateczna forma ustrojowa i że więcej nie może się nic wydarzyć. Wszystko już było, doczekaliśmy końca historii - takie jest przesłanie książki Fukuyamy. Uznaje przy tym system demokratyczny za najdoskonalszy, jaki kiedykolwiek został wynaleziony. Po prostu nic lepszego nie może być...
Lewica uważa demokrację za wartość ostateczną. I to od dziewiętnastego wieku, przecież wtedy narodził się demoliberalizm. Chociaż, jak przychodzi co do czego, wyciera sobie nią tyłek vide budowanie Euro-ZSRR. Prawica zwykła uznawać ją za zgniły kompromis. Część z niej w ogóle uważa, iż należy ten system wywrócić, głosząc potrzebę silnej władzy. Zakłada, że powinna być elitarna, że najlepszy byłby system monarchistyczno-arystokratyczny. No i czy przypadkiem w tym stwierdzeniu nie ma racji?.
Przyjrzyjmy się strukturze społeczeństwa. No i kogo jest w nim więcej? Ludzi mądrych czy głupich? Nie trzeba być geniuszem, żeby stwierdzić, że tych drugich. No i oni kogo będą wybierać. Otóż tych, co obiecują, że jak oni wygrają wybory, to się zrobi od razu kraina mlekiem i miodem płynąca, normalnie Państwo Boże na ziemskim padole. Nic dziwnego, że na lewicy funkcjonuje wręcz kult systemu demokratycznego. Takowy ich po prostu faworyzuje. W takim systemie jest praktycznie bez szans polityk twierdzący, iż będzie krew, pot i łzy; zostanie on najpewniej obrzucony jajami przez tłum. A ten zawsze rządał chleba i igrzysk, dążyć więc będzie po to, aby je otrzymać.
Tak więc system demokratyczny implikuje socjalizm, no i całą masę paradoksów z niego wynikającą. Po prostu dochodzi do tego na zasadzie efektu domino. Zaczyna się na demokracji, która teoretycznie ma nam dawać więcej wolności, a kończy się na socjalizmie, którym nam ją stopniowo odbiera. Co więcej, ten ostatni w pewnym momencie przekracza cienką czerwoną linię i stacza się w komunizm. Tak więc możemy mieć demokrację, a żyć w państwie de facto totalitarnym. Zachodnia Europa przecież przestaje się różnić powoli od państw komunistycznych, jak za przęstępstwo homofobii można tam trafić nawet do więzienia. Tak samo jest z wyznawaniem ideologii rasistowskich. W Niemczech na przykład za samo posiadanie flagi ze swastyką można mieć poważne problemy.
Jedyną władzą gwarantującą to, że nie wpadnie się w socjalizm, jest system monarchistyczno-dyktatorski. Do tego wniosku doszła również część libertarian; można tutaj wziąć za przykład książkę Demokracja. Bóg, który zawiódł Hansa Hermana Hoppego. Wskazuje tam, że jedyny system, który gwarantuje to, że nie urodzi się socjalizm, a potem komunizm, jest jedynowładztwo.
No i czy to nie jest prawda?
Nie ma co zatem gloryfikować demokracji, bo prowadzi, co może się wydawać paradoksalnie, totalitaryzmu.
Lewica uważa demokrację za wartość ostateczną. I to od dziewiętnastego wieku, przecież wtedy narodził się demoliberalizm. Chociaż, jak przychodzi co do czego, wyciera sobie nią tyłek vide budowanie Euro-ZSRR. Prawica zwykła uznawać ją za zgniły kompromis. Część z niej w ogóle uważa, iż należy ten system wywrócić, głosząc potrzebę silnej władzy. Zakłada, że powinna być elitarna, że najlepszy byłby system monarchistyczno-arystokratyczny. No i czy przypadkiem w tym stwierdzeniu nie ma racji?.
Przyjrzyjmy się strukturze społeczeństwa. No i kogo jest w nim więcej? Ludzi mądrych czy głupich? Nie trzeba być geniuszem, żeby stwierdzić, że tych drugich. No i oni kogo będą wybierać. Otóż tych, co obiecują, że jak oni wygrają wybory, to się zrobi od razu kraina mlekiem i miodem płynąca, normalnie Państwo Boże na ziemskim padole. Nic dziwnego, że na lewicy funkcjonuje wręcz kult systemu demokratycznego. Takowy ich po prostu faworyzuje. W takim systemie jest praktycznie bez szans polityk twierdzący, iż będzie krew, pot i łzy; zostanie on najpewniej obrzucony jajami przez tłum. A ten zawsze rządał chleba i igrzysk, dążyć więc będzie po to, aby je otrzymać.
Tak więc system demokratyczny implikuje socjalizm, no i całą masę paradoksów z niego wynikającą. Po prostu dochodzi do tego na zasadzie efektu domino. Zaczyna się na demokracji, która teoretycznie ma nam dawać więcej wolności, a kończy się na socjalizmie, którym nam ją stopniowo odbiera. Co więcej, ten ostatni w pewnym momencie przekracza cienką czerwoną linię i stacza się w komunizm. Tak więc możemy mieć demokrację, a żyć w państwie de facto totalitarnym. Zachodnia Europa przecież przestaje się różnić powoli od państw komunistycznych, jak za przęstępstwo homofobii można tam trafić nawet do więzienia. Tak samo jest z wyznawaniem ideologii rasistowskich. W Niemczech na przykład za samo posiadanie flagi ze swastyką można mieć poważne problemy.
Jedyną władzą gwarantującą to, że nie wpadnie się w socjalizm, jest system monarchistyczno-dyktatorski. Do tego wniosku doszła również część libertarian; można tutaj wziąć za przykład książkę Demokracja. Bóg, który zawiódł Hansa Hermana Hoppego. Wskazuje tam, że jedyny system, który gwarantuje to, że nie urodzi się socjalizm, a potem komunizm, jest jedynowładztwo.
No i czy to nie jest prawda?
Nie ma co zatem gloryfikować demokracji, bo prowadzi, co może się wydawać paradoksalnie, totalitaryzmu.
Etykiety:
demokracja,
konserwatyzm,
prawica,
socjalizm,
ultraprawica
Subskrybuj:
Posty (Atom)