Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hitler. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hitler. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 września 2009

Czy należało iść z Hitlerem?

Zetknąłem się ostatnio z pewnym niezwykle ciekawym rozwinięciem przyszłych losów naszego kraju. Niejaki George Friedman stwierdził, iż USA niedługo doceni nasze położenie geopolityczne. Według niego mamy stać się takim państwem jak Korea Południowa czy Izrael. Stany Zjednoczone zaczną nas dozbrajać, wspierać nas finansowo, a my dzięki temu staniemy się kontynentalną potęgą. Sugeruje również rewizję granic w wyniku przyszłego konfliktu z Rosją... Trzeba przyznać, że ten człowiek jest niezłym fantastą. Moim zdaniem USA raczej nie widzą interesu w tym, żebyśmy stali się państwem potężnym ze względu na swoisty ogon merdający psem (casus Izraela). Płaszczenie się przed Stanami Zjednoczonymi nam nic nie daje i raczej wątpliwe, że cokolwiek dobrego przyniesie. Nie potrafimy bowiem prowadzić polityki międzynarodowej zgodnie z zasadami realizmu politycznego. To nie jest zresztą w naszym przypadku rzecz nowa.

Problem ten wywołuje wiele kontrowersji w środowiskach prawicowych. Niektórzy lewicowcy sugerowali wręcz, że to skutek myślenia w kategoriach zoologicznego, jaskiniowego antykomunizmu. Wielu prawicowych komentatorów (na przykład Rafał Aleksander Ziemkiewicz czy Janusz Korwin-Mikke) sugeruje, że w 1938 roku powinniśmy przystąpić do sojuszu z Trzecią Rzeszą. Teraz należy postawić pytanie, czy byłoby to aż tak tragiczne w skutkach, jak niektórzy sobie wyobrażają. Spotkałem się bowiem z opiniami, że Polaków wymordowano by w obozach zagłady, podobnie jak Żydów.

Na początku należy postawić taką kwestię. Czy przed wojną Polska należycie o siebie zadbała? Skądże znowu. Nie weszliśmy w żaden wartościowy sojusz. Na uwagę zasługuje jedynie próba budowy Międzymorza jako przeciwwagi dla Niemiec i Sowietów. W 1938 roku byliśmy postawieni wobec trzech możliwych sytuacji. Po pierwsze nie robić nic, z nikim żadnych paktów nie podpisywać. Jak to się skończyło, to nie trzeba zresztą przytaczać. Skutkiem tamtych wydarzeń jest zresztą obecny stan rzeczy. Druga możliwość to wejście w sojusz ze Stalinem. W tej sytuacji PRL nastałby kilka lat wcześniej, już wówczas doszłoby do zsyłek na Syberię, nacjonalizacji przemysłu i kolektywizacji rolnictwa, ustanowienia państwowego ateizmu et cetera. W tamtej sytuacji pozostaje zatem trzecia możliwość. Trzeba było iść z Hitlerem na ZSRR. Jakby się to skończyło?

Doszłoby do tego, że w 1939 roku marszałek Rydz-Śmigły odebrałby Krzyż Żelazny I klasy na Placu Czerwonym w Moskwie. Do Polski trafiłyby Mińsk, Smoleńsk, Kijów i Odessa. Uzyskalibyśmy zatem dostęp do Morza Czarnego. Polska miałaby większe terytorium, przez co wzrosłaby jej ranga w regionie.

Teraz jakie są najczęstsze kontrargumenty? Bardzo często przywoływany jest przypadek Holocaustu. Krytycy uważają, że obozy masowej zagłady i tak powstałyby na terytorium Polski. Jest on sprzeczny z historyczną rzeczywistością. Jakoś u sojuszników Trzeciej Rzeszy Żydzi mieli się dobrze. Admirał Horthy sprzeciwił się masowym mordom Żydów. Generał Franco został po wojnie odznaczony Medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. We Włoszech przeforsowano - i to pod wpływem Hitlera - antysemickie ustawy, jednak jakoś z tego kraju też bydlęce wagony nie podążały w kierunku obozów masowej zagłady. Ów kontrargument jest zatem niedorzeczny z czysto historycznego punktu widzenia. Pojawiają się również opinie, iż gdyby nawet doszło do rzezi, bylibyśmy oskarżani dzisiaj o współudział w Holocauście. Nie bierze to jednak złożoności zjawisk historycznych - swoistych efektów motyla. Nie wiadomo bowiem, czy do Szoah doszłoby. Decyzję o ostatecznym rozwiązaniu podjęto w końcu dopiero w Wannsee. Poza tym kto dzisiaj wypomina Węgrom, Finom, Rumunom czy Włochom walkę u boku Trzeciej Rzeszy, ergo związek z Holocaustem.

Drugim argumentem, który się bardzo często pojawia, to powoływanie się na Mein Kampf. To opus magnum nazizmu traktowane jest tutaj jako słowny wytrych. Ponieważ Hitler tak napisał, to tak się działo. Nikt jednak z powołujących się nie trzymał zapewne nigdy w ręku tej książki. Tam mamy do czynienia z gorzkimi żalami wobec Francji. Wątek wschodu pojawia się w zaledwie kilku linijkach. Przyszły przywódca Trzeciej Rzeszy atakuje tam zresztą... Czechów. Abstrahuję już od tego, że ze znienawidzonego przez siebie Marksa przepisywał całe akapity. Zapomina się tutaj zresztą, że podstawą nazizmu nie jest samo Mein Kampf. Zapomina się o Micie lat dwudziestych Rosenberga, który zresztą uważał, że droga do podboju świata po trupie Polski nie wiedzie. Sam Hitler po fakcie przyznał, że zajęcie terytoriów II RP było głupotą, ponieważ wymusiło na nim wojnę z ZSRR.

Przy tej okazji warto wspomnieć wątek "Polaków-podludzi". Jedną z klasycznych pozycji, na której został oparty cały nazizm, stanowiły Podstawy dziewiętnastego wieku Houstona Chamberlaina, angielskiego filozofa naturalizowanego w Niemczech. Polacy zostali tam zaliczeni do nordyków, więc do rasy stojącej najwyżej w tamtej hierarchii. Więcej, sam Hitler uznał swego czasu, że stanowimy najzdolniejszą nację, jaką Niemcy spotkali na swojej drodze. W razie ewentualnego sojuszu zostalibyśmy pewnie przez niemiecką propagandę potraktowani jak zabłąkany naród germański, potomków Gotów et cetera. Tak bowiem rzecz miała się z Goralenvolk.

Innym argumentem są przedwojenne relacje polsko-niemieckie. Sęk w tym, że najgorzej było przed rządami nazistów. Wówczas dochodziło do słynnych wojen celnych. Również wtedy Niemcy podpisali układ z ZSRR w Rapallo; bazy w Rosji zostały przez nich opuszczone do 1933 roku. Po dojściu Hitlera do władzy jakoś do takich rzeczy nie dochodziło.

Czy stracilibyśmy jakieś ziemie w wyniku dogadywania się z Trzecią Rzeszą? Oni by sobie wybudowali korytarz, no i byłoby po krzyku. Gdańsk przed wojną był zdominowany w 80% przez ludność niemiecką. My natomiast uzyskalibyśmy ziemie na wschodzie, w tym żyzną Ukrainę, strategiczny dostęp do Morza Czarnego. Do żadnych rewindykacji terytorialnych by nie doszło. Niemcy byli zainteresowani raczej inkorporacją państw bałtyckich - my wówczas mielibyśmy jeszcze znaczną część Litwy i port w Połądze.

Często powołuje się również potencjalną długowieczność nazizmu. Ten totalitaryzm miał jednak regionalny charakter w przeciwieństwie do komunizmu głoszącego internacjonalizm. Umarłby zatem razem z Hitlerem. Gdyby nawet Niemcom udałoby się podbić całą zachodnią Europę, to najprawdopodobniej takie państwo runęłoby z hukiem. Wziąć jeszcze trzeba pod uwagę czynniki ekonomiczne. Przecież Hitler najpierw uczynił każdego właściciela Betriebsfuehrer - kierownikiem produkcji. Po zwycięskiej wojnie bardzo prawdopodobne, że doszłoby do nacjonalizacji przemysłu i banków. Zapowiedziane to zostało zresztą w programie NSDAP z 1920 roku. Tam mówiono o nacjonalizacji trustów. Wówczas doszłoby do gospodarczej zapaści, co przyśpieszyłoby upadek takiego państwa. Przy tej okazji moglibyśmy sami trochę skorzystać terytorialnie.

Niestety, stało się inaczej. W wyniku wojny zginęło 6 milionów obywateli Polski. Zniszczona została inteligencja - naród polski został odgłowiony. Po wojnie natomiast przestaliśmy być samodzielnym podmiotem polityki międzynarodowej, stan ten utrzymuje się zresztą po dziś dzień. Śmiem twierdzić, że jako taka państwowość Polski skończyła się 1939 roku. Nie chcę być złym prorokiem, ale na stan obecny wątpię, czy uda się nam kiedyś ją odtworzyć.

niedziela, 6 lipca 2008

Postawcie pomnik Hitlerowi!

Wiemy już, że to Euro-ZSRR będzie się niestety rozwijać. Można postulować, kto chce jednego państwa od Gibraltaru po Bug i od Nordkapu po Sycylię, komu na tym zależy, ale nie ważne. Zostawmy na moment ten jakże ciekawy wątek. Trzeba bowiem zwrócić uwagę na rzecz zgoła odmienną. Otóż, Mumia Jewropejska potrzebować będzie jakiś bohaterów. ZSRR paleontologiczny - ten zbudowany na terenie dawnej carskiej Rosji - miał Marksa, Engelsa, Lenina, Dzierżyńskiego, Stalina, którym wszędzie wystawiano pomniki, wieszano ich portrety, nazywano ulice i obiekty użytku publicznego ich nazwiskami. Rozumując per analogiam należy stwierdzić, iż również ten Związek Socjalistycznych Republik Europejskich potrzebować będzie podobnych postaci, swoistych wizytówek nowego socjalistycznego świata, jaki nam gotują. Oczywiście, przychodzą mi na myśl tutaj ludzie, jakim się marzyła ponadpaństwowa integracja europejska. Rzecz jasna graf von Coudenhouve-Kalergi, któremu marzyło się wspólne państwo euroazjatyckie z nową rasą powstałą z wymieszania się narodów europejskich i azjatyckich. Robert Schumann - tak, ten ojciec założyciel tego całego przybytku. Barroso, ten maoistowski terrorysta z czasów dyktatury Salazara... można by tutaj te przypadki mnożyć, no i może doczekamy czasów, kiedy będziemy mieszkać na ulicach ich imienia, uczyć się na uniwersytetach odeń nazwanych et cetera. Mnie jednak przychodzi jeszcze do głowy myśl zdecydowanie bardziej przewrotna, czyj to pomnik miałby stanąć w Brukseli...

Z miłą chęcią o tym powiedziałbym tym lewakom, dla których marchewka to owoc (czyżby ci ludzie na biologii spali, że nie odróżniają organów roślin?), a wódka wymaga dla nich prawnej definicji, komu to powinni wystawić pomnik. Wiem, że tym doprowadziłbym ich do białej gorączki. A rzekłbym: Postawcie pomnik Hitlerowi!

Już w myślach słyszę, że przecież to faszysta, zresztą pewnie jako ideowy prawicowiec, ergo czarna hołota, jestem nim, ich zdaniem. Nie będę się tutaj rozwodzić, nad tym, że lewactwu tak naprawdę bliżej do faszyzmu niż mnie. Lewacy powinni jednak pomyśleć nad wystawieniem pomnika swojego wyklinanemu tak pocno druhowi. A dlaczego?

Otóż atakiem na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 roku rozpoczynającym operację Barbarossa zmienił dzieje kontynentu europejskiego. ZSRR planował uderzyć dwa tygodnie później, z tego powodu zdemontował wszystkie linie umocnień, jakie zostały wcześniej wybudowane. Wyszkolił również milion spadochroniarzy, kilkadziesiąt razy więcej niż wszystkie inne kraje świata wówczas razem wzięte, którzy mieli zostać zrzuceni w region Karpat celem odcięcia Trzeciej Rzeszy od rumuńskiej ropy. Rafineria w Ploeszti zostałaby wówczas opanowana, a Niemcy nie mieliby wówczas paliwa do czołgów czy samolotów. Spadochroniarze wspomagani mieli być oni przez dywizje specjalnych strzelców górskich wyszkolonych, aby walczyć w ciężkim terenie. Do tego miała ruszyć zwykła armia wraz ze zmilitaryzowanymi oddziałami NKWD. Gdyby to się Sowietom powiodło, to mielibyśmy prawdopodobnie ZSRR od Gibraltaru po Władywostok. Ale Hitler im to wszystko umożliwił. Armia Czerwona została rozbita w perzynę...

Ci lewacy, którzy grzeją teraz tyłki w Parlamencie Europejskim, w młodości niejednokrotnie marzyli o takim Związku Radzieckim, który obejmowałby również Europę Zachodnią. Pewnie gdy Wiktor Suworow wydał swoją książkę pt. Lodołamacz, oni w wyobraźni żałowali, że dlaczego tak się nie mogło stać. A teraz wyobraźmy sobie, co by było gdyby ZSRR opanował mimo wszystko w 1941 roku całą Europę. Ci wszyscy panowie typu Cohn-Bendita czy Barroso jedliby teraz korę z drzew na Kołymie. Mogłoby się stać jeszcze inaczej - znaleźliby się w dole z wapnem po uprzednim strzale w potylicę. Tam wylądowaliby przy wszystkich swoich poglądach. Z tego powodu Hitlerowi powinni wystawić pomnik. Właśnie dlatego, że teraz mogą zasiadać, tam gdzie to robią. Bez Führera by tego wszystkiego nie było.

Lewica powinna skończyć z hipokryzją i włączyć Hitlera do swojego panteonu sław. Jak widać, powinni mu wystawić nawet pomnik, gdyby byli konsekwentni. Ale oni tego nie zrobią...

...nawet gdyby ich obecnym symbolem miałaby być tęczowa swastyka.