Generalnie stoję różnym mniejszym lub większym lewakom naprzeciw. Raz w życiu zdarzyło mi się w zgodnym chórku z nimi szczekać. W zeszłym roku Janusz Korwin-Mikke opublikował na swoim blogu tekst, który wzbudził wielkie kontrowersje. Zawarta tam teza - o możliwości wydawaniu za mąż dziewcząt - wywołała wręcz wściekłą furię lewactwa różnego kalibru. Zarzucono nawet Korwin-Mikkemu promowanie pedofilii. Ciężko o inny przykład hipokryzji lewicy. Sami w uprawianiu seksu przez dzieci nic zdrożnego nie widzą; chyba, że czyni to ojciec albo ksiądz katolicki - wtedy robią z tego aferę na pół globu.
Postulat JKM wydał mi się z początku egzotyczny, stąd to szczekanie w chórku z lewakami. Moja obecność wśród tych speców od "bezstresowego wychowania" i Jugendammtów raczej powinna dziwić. Argumentacja Korwin-Mikkego w rzeczonym tekście rzeczywiście była słaba - przynajmniej ja tak to odebrałem. Po dłuższym jednak zastanowieniu się nad tym problemem doszedłem do wniosku, że przynajmniej w części autor tekstu miał rację. Tak więc mea culpa. Dodam, że na kanwie tego zagadnienia doszedłem również do innych wniosków, które przedstawię niżej.
Gdy miałem te osiemnaście lat, zastanawiałem się nad paroma kwestiami. Jak to jest, że taki dresik urodzony w styczniu tego samego rocznika, co moja skromna persona, może być traktowany jak dorosły, kiedy jest całkowicie za siebie nieodpowiedzialny. Z kolei - dlaczego ja - mając kręgosłup moralny, mam być kilka miesięcy - stety, czy niestety urodziłem się tego samego dnia, co Napoleon Bonaparte (14 sierpnia) - mam być w świetle prawa kilka miesięcy dłużej traktowany jak dziecko? Takie to miałem fantasmagorie w tym wieku. Mimo braku doświadczenia w wielu kwestiach, wówczas postawiłem bardzo ciekawy problem, jak się później miałem okazję przekonać. A mianowicie, jak w zasadzie do początku dwudziestego wieku decydowano o dorosłości? Tym zajmowali się rodzice. Dopiero w dwudziestym wieku o dorosłości lub też - co jest o wiele lepszym pojęciem w dzisiejszych czasach - pełnoletności, arbitralnie zaczęło decydować państwo.
Wystarczy przyjrzeć się ludziom w pewnym przedziale wiekowym. Jedni już mając około 18 lat są bardzo dojrzali, a inni mając dwadzieścia są bardzo infantylni i za siebie nieodpowiedzialni. Czy państwo zatem trafnie definiuje tą granicę? Oczywiście można kombinować, jak to ją jeszcze bardziej podnieść np. do 21 lat. Jako zwolennik ius naturalis poparłbym inne rozwiązanie. Uważam, że rodzice powinni być w pełni odpowiedzialni za swoje dzieci. Winni decydować o doborze metod wychowawczych - czy piorą tyłek pasem, czy też stosują wychowanie a la dr Spocke, do jakich szkół posyłają i czy w ogóle to czynią, o tym, czy poddają szczepieniu, czy mańkuta uczą pisać prawą ręką et cetera. Tak jak w czasach jeszcze niedawnych powinni mieć możliwość zdecydowania, kiedy ich dziecko jest dorosłe, a kiedy nie. Oczywiście z dorosłością powinny się wiązać takie kwestie jak spożywanie alkoholu i palenie tytoniu, pożycie seksualne, możliwość posiadania broni, tak jak to dzieje się obecnie. Oczywiście przy tej okazji państwo powinno zostać ograniczone do odpowiednich rozmiarów. Nie może być bowiem tak, że rodzic, który uznał dziecko przedwcześnie za dorosłe, mógł pętać się po różnych urzędach po wszelakie zapomogi i zasiłki. Ludzie za swoje czyny powinni w końcu ponosić pełną odpowiedzialność. Widmo biedowania na starość wymusiłoby na ludziach zdrowy rozsądek w tej kwestii.
Teraz jak ja sobie wyobrażam to z punktu widzenia biurokratycznego. Dorosłość niech określa posiadanie paszportu. Innych dokumentów typu dowód osobisty czy prawo jazdy państwo nie powinno wydawać i to niezależnie od tego, czy istnieje ustawowo określona granica pełnoletności czy też nie.
Pojawia się tutaj też pytanie, a co wtedy, kiedy rodzice nie uznają kogoś w ogóle za dorosłego. Moim zdaniem byłyby to marginalne przypadki. Dura lex, sed lex. Prawo nie może być relatywne, mimo że zdarzają się tragiczne wyjątki. To, że skazano na śmierć kogoś nie winnego, nie znaczy na przykład, że mamy sprzeciwiać się karze głównej. Foetus in foeti czy kosmówczak to nie są argumenty za aborcją na życzenie. Tak samo jest i w tym przypadku. Co więcej, unikniemy na przykład konieczności wyrabiania odpowiednich dokumentów osobom upośledzonym intelektualnie bądź chorym psychicznie, ponieważ w takiej sytuacji po prostu nikt racjonalnie myślący nie uzna tychże za dorosłe. Na przykład córkę anorektyczkę czy syna homoseksualistę będą mogli w porę wysłać na leczenie, żeby wybić im te przypadłości z głowy.
W przypadku problemu postawionego jakiś rok temu przez Korwin-Mikkego? Czy rodzice powinni móc wydać dziecko za mąż? Po przeanalizowaniu tego problemu dochodzę do wniosku, że tak - i to powinna być jedyna furtka w sprawie obcowania płciowego. Wyobraźmy sobie sytuację, że rodzice mają córkę blacharę, która lada moment zacznie się puszczać. Przyjmijmy, że była bierzmowana. To skoro taka córunia ma ich w przyszłości zrujnować, to dlaczego nie mieliby prawa wydać jej za mąż i mieć potem święty spokój? Poza tym obecnie też istnieje taka możliwość, że nieletni mogą wziąć ślub za zgodą rodziców. Zmiana prawa z pozytywnego na bardziej skierowane w stronę ius naturalis byłaby w tym wypadku jedynie kosmetyczna. Postulat JKM-a, który wywołał takie sensacje, nie jest zatem aż tak straszny, jak się może wydawać.
Oburzenie lewicy przestaje mnie dziwić. Oni starają się, jak najmocniej wtrącać się w życie rodziny. Każą posyłać dzieci do szkoły - w niektórych krajach za uchylanie się od tego obowiązku grozi więzienie jak w Wielkiej Brytanii (PRL karał tylko grzywną!). Nakazują dzieci szczepić, a niekiedy od tych szczepionek zapadają na różne dziwne choroby - jakoś autyzmu w ogóle nie było przed wprowadzeniem przymusu szczepień. Walczą z karceniem dzieci przez rodziców, którzy w końcu chcą dla nich dobrze. Dlatego każde zwiększenie odpowiedzialności rodziców za dzieci będzie przez lewicę źle odbierane. Prawica konserwatywna skojarzyła ten postulat z pedofilią, no i dlatego miała pretensje do Janusza Korwin-Mikkego, który w sumie nie stwierdził nic zdrożnego.
O wprowadzeniu takiego prawodawstwa, jak wyżej opisywane przeze mnie, czy przez Korwin-Mikkego, można jednak tylko podyskutować. Nie ma obecnie odpowiednich warunków ku temu, aby je wprowadzić.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ius naturalis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ius naturalis. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 maja 2009
środa, 24 września 2008
Determinanty prawicowości
Swojego czasu z Tygrysem sprzeczaliśmy się, co jest prawicą, a co nią nie jest. Było to przy okazji kwalifikacji faszyzmu i nazizmu. Ja włączam te dwa systemy do lewicy, natomiast mój interlokutor oparł się na klasyfikacji ideologii prawicowych i uznawanych za takie dokonanej przez profesora Bartyzela, w której zostają one określone mianem "skrajnej lewicy prawicy". Moim zdaniem ta swoista systematyka jest błędna. Nie będę już się wykłócał, jaki jest nazizm, bo moim zdaniem to lewica ewidentna ze wszystkimi jej charakterystycznymi elementami jak chociażby ideologizacja nauki. Wtedy oni mieli rasę aryjską, a dzisiaj inna generacja lewaków wydumała sobie ekologizm i alternatywną normalność homoseksualizmu. Ot, chociażby taki skromny przykład. Należy się jednak zastanowić przy tej okazji, jakie powinny być determinanty prawicy, a na zasadzie przeciwieństw przeciwstawić im należy taką najbardziej typową lewicę. Dokonałem takiego wyboru na Niepoprawnych, dobierając te, które mnie osobiście wydają się najbardziej typowe dla formacji prawicowej.
Poniżej dokonam ich charakterystyki. Swoją drogą jestem ciekaw, co myślą o nich ludzie, którzy uważają się za prawicowców... dopuszczam zatem przy tej okazji taki eksperyment socjologiczny.
Odpowiedzialność za czyny contra nieodpowiedzialność
Prawica zakłada, że ludzie powinni być kowalami swojego losu, zatem państwo nie może im mówić, co mają robić ze swoimi pieniędźmi. Tak więc powinna opowiadać się za prywatyzacją ubezpieczeń, szkolnictwa, służby zdrowia, opieki społecznej. System taki będzie działał niż państwowy monopol. To jest jedna rzecz. Z drugiej strony człowiek powinien sam o siebie dbać i samodzielnie gospodarować swoimi pieniędzmi. Z tego wynika zasada odpowiedzialności. Obywatel sam powinien wiedzieć, czy na przykład posyłać dzieci do szkoły i w jakim wieku, czy na przykład nie uczyć pociech samodzielnie w domu. Tak samo winien dbać o swoje leczenie, ubezpieczenie emerytalne itd. Inna sprawa to popadnięcie w tarapaty. Wówczas nie powinni liczyć na machinę biurokracyjną, tylko na innych ludzi.
Odpowiedzialność rozciąga się na inne sfery życia. W ten sposób można uzasadnić restrykcyjne przepisy antyaborcyjne na przykład, ponieważ ludzie są w stanie zapanować nad swoimi popędami. Druga rzecz to restrykcyjna polityka karna. Prawica uważa, że człowiek może wziąć za siebie odpowiedzialność. Tak więc podejmuje decyzje świadomie i musi zatem ponieść karę. Oznacza to, że karanie za czyny powinno być do nich proporcjonalne.
Własność prywatna contra własność państwowa
Rozpocząłem po części ten wątek wyżej przy okazji szkolnictwa, służby zdrowia, ubezpieczeń et consortes. Wynika z tego, że prawica opowiadać będzie się konsekwentnie za własnością prywatną. Wobec tego jednym z jej postulatów winna być prywatyzacja znacznej części gospodarki, która nie jest potrzebna do utrzymania niepodległości i niezależności państwa. Poza tym prawica będzie bronić prawa swobodnego gospodarowania swoją własnością prywatną.
Automatyczną konsekwencją powyższego jest poparcie dla wolnego rynku i zmniejszanie ilości jego regulacji takich jak koncesje, pozwolenia, rolne skupy interwencyjne i dotowanie tego rodzaju działalności, płaca minimalna, prawo antymonopolowe i antydumpingowe jako na dłuższą metę szkodliwych.
Militaryzm contra pacyfizm
Prawica opowiada się za zwiększeniem wydatków na armię oraz większą militaryzacją społeczeństwa. Nie widzi nic złego w możliwości nabywaniu broni przez obywateli, tworzenia organizacji paramilitarnych typu ludowe komitety oporu przez państwo. Również nie należy przeklinać powszechnego poboru wojskowego; a taka postawa jest powszechna wśród konserwatywnych liberałów i monarchistów. Nie wiedzą na przykład, że w starożytnym Rzymie każdy obywatel musiał swoje odsłużyć w armii. Tak samo było w wielu państwach jak na przykład Prusach. Armia wyłącznie zawodowa to pomysł dwudziestowieczny, anarchistyczny i - nie ma co ukrywać tego faktu - lewacki. To właśnie część lewicy broni się jak tylko może przed wzięciem broni do ręki.
Nie powinno być na prawicy również sprzeciwu wobec zbrojeń, posiadania broni masowego rażenia itd. Państwo musi na arenie międzynarodowej liczyć się, a o tym w następnym punkcie.
Mocarstwowość contra wasalizm
Wyżej zaznaczyliśmy, że armia powinna być potężna oraz mieć znaczny budżet. Dlaczego? Ponieważ to jest tak naprawdę podstawa prowadzenia polityki międzynarodowej. Jeżeli armia danego państwa posiada broń jądrową, biologiczną i chemiczną, to na będzie się ono liczyło na szerszym forum. Taka prawda. Posiadanie armii to podstawa polityki mocarstwowej, która na dobrą sprawę jest pragmatyczna. Trzeba dążyć do tego, aby liczyć się w regionie i być możliwie najsilniejszym. W razie czego - tu nie ma złudzeń - dokonywać terytorialnych podbojów. Tu nie ma żadnych złudzeń.
Prawica odrzuca wszelką politykę prowadzącą do wasalizmu, nie chce, aby państwo uzależnione zostało od większych decydentów. Nie powinna kierować się fałszywym pragmatyzmem nakazującym uginać kolana przed silniejszymi. To atrybut lewicy, ponieważ ta musi mieć nad sobą kogoś większego i bez tego nie może wręcz żyć.
Religia contra laicyzm
Odrzucić należy fikcyjne pomysły państwa neutralnego światopoglądowego. Czegoś takiego na dobrą sprawę nie ma, ponieważ na czymś trzeba opierać system prawny. Neutralna światopoglądowo może być co najwyżej anarchia. Prawica natomiast zauważa związek religii z tradycją i uważa, iż powinna ona mieć miejsce w przestrzeni publicznej. Ostatecznie należy się zgodzić, aby istniał zapis w konstytucji dotyczący kultu państwowego, w przypadku Polski katolicyzmu.
Hierarchiczność contra równość
Konieczne jest zrozumienie, iż świat jest urządzony według pewnych zasad. Jedną z nich jest hierarchiczność społeczeństwa. Wynika ona z tego, że ludzie po prostu są różni, głupi, mądrzy, silni, słabi, no i po prostu tak to jest, że jedni znajdują się ponad drugimi. Odrzucić powinno się zatem utopijną ideę równości, która jest nie do zrealizowania, co wynika z różnorodności ludzi. Skończyć powinno się wyrównywanie różnych grup w społeczeństwie jak na przykład mniejszości etnicznych, seksualnych, kobiet, dzieci czy również bytów pozaspołecznych jak zwierzęta. Posłać należy je w kąt jako na dłuższą skalę czasu szkodliwe wymysły o konsekwencjach katastrofalnych na dłuższą metę. Z hierarchiczności społeczeństwa wynika również to, co będzie treścią następnego punktu.
Autorytaryzm contra demokracja
Wyżej wyjaśniłem, że hierarchia to naturalny element konstrukcji społeczeństwa, który czy chcemy, czy nie, będzie tam obecny. Nie istnieje zatem takie coś jak równość, ponieważ po prostu ludzie są różni. Mają również zróżnicowaną inteligencję i zróżnicowane dążenia. W efekcie sama demokracja to fikcja, bo mamy tam do czynienia z różnymi wzajemnie zwalczającymi się grupami, światopoglądami, odpowiednimi lobbystami. Ludzie przy okazji dają się wodzić za nos demagogom, którzy następnie nic pozytywnego nie robią. Optymalną formą władzy byłby zatem autorytaryzm. Taka zoologiczna prawica odrzuca zatem demokrację.
Trzeba również zwrócić uwagę, że tylko autorytaryzm gwarantuje ochronę własności prywatnej, gdyż demokracja jako taka prowadzi do socjalizmu. Stwierdził to klasyk Marks. W demokratyzmie również zaraz znajdują się wszelacy wyrównywacze - a to klasy robotniczej, a to gejowskiej. Naturalną zatem konsekwencją tego ustroju stanowią rządy lewicy. Prawica powinna więc dążyć do zainstalowania autorytaryzmu.
Prawo naturalne contra pozytywizm prawny
Prawica wbrew pozorom zwraca uwagę na prawa jednostki. Uważa, że ma ona prawo do życia i własności. Nikt nie może jej zatem bezkarnie zabić, tak więc odrzucić z miejsca należy aborcję, eutanazję, dyskusyjne jest zapłodnienie in vitro (osobiście jestem jego przeciwnikiem). Ius naturalis przy okazji stanowi jedną z podstaw przepisów antyaborcyjnych. Powinno się przy tym popierać prawo do gospodarowania człowieka swoją własnością i zmniejszać ilość praw w tej dziedzinie, jak głupie przepisy w kodeksie drogowym, dotyczące posiadania groźnych zwierząt itd.
Etnocentryzm contra internacjonalizm
Prawica odrzucając pacyfizm i ideę równości winna być nastawiona bardziej etnocentrycznie. Mniejszości narodowe nie powinny mieć w państwie żadnych przywilejów. Nie należy ich również dopuszczać do zajmowania się polityką, zajmowania wyższych stopni w wojsku i policji, ponieważ mogą współpracować z obcymi wywiadami celem sabotowania przedsięwzięć publicznych, to samo również w przypadku mieszańców multietnicznych. Inna rzecz to przepisy imigracyjne. W przypadku części podejrzanych państw (jak islamskie) należy wprowadzić cenzus wykształcenia i majątku.
Wyżej wymieniłem i opisałem poszczególne determinanty prawicowości. Prawica nie powinna być jakimś dziwnym rozmytym tworem, który nie wiadomo jaki tak naprawdę jest. Na dobrą sprawę nie ma czegoś takiego jak centrum, ponieważ nie można jednocześnie wchodzić na schody i z nich schodzić; to takie rozdwojenie jaźni. Prawica powinna być jasno zdefiniowana i trzymać się pewnego całościowego programu. Inaczej się po prostu nie da.
Poniżej dokonam ich charakterystyki. Swoją drogą jestem ciekaw, co myślą o nich ludzie, którzy uważają się za prawicowców... dopuszczam zatem przy tej okazji taki eksperyment socjologiczny.
Odpowiedzialność za czyny contra nieodpowiedzialność
Prawica zakłada, że ludzie powinni być kowalami swojego losu, zatem państwo nie może im mówić, co mają robić ze swoimi pieniędźmi. Tak więc powinna opowiadać się za prywatyzacją ubezpieczeń, szkolnictwa, służby zdrowia, opieki społecznej. System taki będzie działał niż państwowy monopol. To jest jedna rzecz. Z drugiej strony człowiek powinien sam o siebie dbać i samodzielnie gospodarować swoimi pieniędzmi. Z tego wynika zasada odpowiedzialności. Obywatel sam powinien wiedzieć, czy na przykład posyłać dzieci do szkoły i w jakim wieku, czy na przykład nie uczyć pociech samodzielnie w domu. Tak samo winien dbać o swoje leczenie, ubezpieczenie emerytalne itd. Inna sprawa to popadnięcie w tarapaty. Wówczas nie powinni liczyć na machinę biurokracyjną, tylko na innych ludzi.
Odpowiedzialność rozciąga się na inne sfery życia. W ten sposób można uzasadnić restrykcyjne przepisy antyaborcyjne na przykład, ponieważ ludzie są w stanie zapanować nad swoimi popędami. Druga rzecz to restrykcyjna polityka karna. Prawica uważa, że człowiek może wziąć za siebie odpowiedzialność. Tak więc podejmuje decyzje świadomie i musi zatem ponieść karę. Oznacza to, że karanie za czyny powinno być do nich proporcjonalne.
Własność prywatna contra własność państwowa
Rozpocząłem po części ten wątek wyżej przy okazji szkolnictwa, służby zdrowia, ubezpieczeń et consortes. Wynika z tego, że prawica opowiadać będzie się konsekwentnie za własnością prywatną. Wobec tego jednym z jej postulatów winna być prywatyzacja znacznej części gospodarki, która nie jest potrzebna do utrzymania niepodległości i niezależności państwa. Poza tym prawica będzie bronić prawa swobodnego gospodarowania swoją własnością prywatną.
Automatyczną konsekwencją powyższego jest poparcie dla wolnego rynku i zmniejszanie ilości jego regulacji takich jak koncesje, pozwolenia, rolne skupy interwencyjne i dotowanie tego rodzaju działalności, płaca minimalna, prawo antymonopolowe i antydumpingowe jako na dłuższą metę szkodliwych.
Militaryzm contra pacyfizm
Prawica opowiada się za zwiększeniem wydatków na armię oraz większą militaryzacją społeczeństwa. Nie widzi nic złego w możliwości nabywaniu broni przez obywateli, tworzenia organizacji paramilitarnych typu ludowe komitety oporu przez państwo. Również nie należy przeklinać powszechnego poboru wojskowego; a taka postawa jest powszechna wśród konserwatywnych liberałów i monarchistów. Nie wiedzą na przykład, że w starożytnym Rzymie każdy obywatel musiał swoje odsłużyć w armii. Tak samo było w wielu państwach jak na przykład Prusach. Armia wyłącznie zawodowa to pomysł dwudziestowieczny, anarchistyczny i - nie ma co ukrywać tego faktu - lewacki. To właśnie część lewicy broni się jak tylko może przed wzięciem broni do ręki.
Nie powinno być na prawicy również sprzeciwu wobec zbrojeń, posiadania broni masowego rażenia itd. Państwo musi na arenie międzynarodowej liczyć się, a o tym w następnym punkcie.
Mocarstwowość contra wasalizm
Wyżej zaznaczyliśmy, że armia powinna być potężna oraz mieć znaczny budżet. Dlaczego? Ponieważ to jest tak naprawdę podstawa prowadzenia polityki międzynarodowej. Jeżeli armia danego państwa posiada broń jądrową, biologiczną i chemiczną, to na będzie się ono liczyło na szerszym forum. Taka prawda. Posiadanie armii to podstawa polityki mocarstwowej, która na dobrą sprawę jest pragmatyczna. Trzeba dążyć do tego, aby liczyć się w regionie i być możliwie najsilniejszym. W razie czego - tu nie ma złudzeń - dokonywać terytorialnych podbojów. Tu nie ma żadnych złudzeń.
Prawica odrzuca wszelką politykę prowadzącą do wasalizmu, nie chce, aby państwo uzależnione zostało od większych decydentów. Nie powinna kierować się fałszywym pragmatyzmem nakazującym uginać kolana przed silniejszymi. To atrybut lewicy, ponieważ ta musi mieć nad sobą kogoś większego i bez tego nie może wręcz żyć.
Religia contra laicyzm
Odrzucić należy fikcyjne pomysły państwa neutralnego światopoglądowego. Czegoś takiego na dobrą sprawę nie ma, ponieważ na czymś trzeba opierać system prawny. Neutralna światopoglądowo może być co najwyżej anarchia. Prawica natomiast zauważa związek religii z tradycją i uważa, iż powinna ona mieć miejsce w przestrzeni publicznej. Ostatecznie należy się zgodzić, aby istniał zapis w konstytucji dotyczący kultu państwowego, w przypadku Polski katolicyzmu.
Hierarchiczność contra równość
Konieczne jest zrozumienie, iż świat jest urządzony według pewnych zasad. Jedną z nich jest hierarchiczność społeczeństwa. Wynika ona z tego, że ludzie po prostu są różni, głupi, mądrzy, silni, słabi, no i po prostu tak to jest, że jedni znajdują się ponad drugimi. Odrzucić powinno się zatem utopijną ideę równości, która jest nie do zrealizowania, co wynika z różnorodności ludzi. Skończyć powinno się wyrównywanie różnych grup w społeczeństwie jak na przykład mniejszości etnicznych, seksualnych, kobiet, dzieci czy również bytów pozaspołecznych jak zwierzęta. Posłać należy je w kąt jako na dłuższą skalę czasu szkodliwe wymysły o konsekwencjach katastrofalnych na dłuższą metę. Z hierarchiczności społeczeństwa wynika również to, co będzie treścią następnego punktu.
Autorytaryzm contra demokracja
Wyżej wyjaśniłem, że hierarchia to naturalny element konstrukcji społeczeństwa, który czy chcemy, czy nie, będzie tam obecny. Nie istnieje zatem takie coś jak równość, ponieważ po prostu ludzie są różni. Mają również zróżnicowaną inteligencję i zróżnicowane dążenia. W efekcie sama demokracja to fikcja, bo mamy tam do czynienia z różnymi wzajemnie zwalczającymi się grupami, światopoglądami, odpowiednimi lobbystami. Ludzie przy okazji dają się wodzić za nos demagogom, którzy następnie nic pozytywnego nie robią. Optymalną formą władzy byłby zatem autorytaryzm. Taka zoologiczna prawica odrzuca zatem demokrację.
Trzeba również zwrócić uwagę, że tylko autorytaryzm gwarantuje ochronę własności prywatnej, gdyż demokracja jako taka prowadzi do socjalizmu. Stwierdził to klasyk Marks. W demokratyzmie również zaraz znajdują się wszelacy wyrównywacze - a to klasy robotniczej, a to gejowskiej. Naturalną zatem konsekwencją tego ustroju stanowią rządy lewicy. Prawica powinna więc dążyć do zainstalowania autorytaryzmu.
Prawo naturalne contra pozytywizm prawny
Prawica wbrew pozorom zwraca uwagę na prawa jednostki. Uważa, że ma ona prawo do życia i własności. Nikt nie może jej zatem bezkarnie zabić, tak więc odrzucić z miejsca należy aborcję, eutanazję, dyskusyjne jest zapłodnienie in vitro (osobiście jestem jego przeciwnikiem). Ius naturalis przy okazji stanowi jedną z podstaw przepisów antyaborcyjnych. Powinno się przy tym popierać prawo do gospodarowania człowieka swoją własnością i zmniejszać ilość praw w tej dziedzinie, jak głupie przepisy w kodeksie drogowym, dotyczące posiadania groźnych zwierząt itd.
Etnocentryzm contra internacjonalizm
Prawica odrzucając pacyfizm i ideę równości winna być nastawiona bardziej etnocentrycznie. Mniejszości narodowe nie powinny mieć w państwie żadnych przywilejów. Nie należy ich również dopuszczać do zajmowania się polityką, zajmowania wyższych stopni w wojsku i policji, ponieważ mogą współpracować z obcymi wywiadami celem sabotowania przedsięwzięć publicznych, to samo również w przypadku mieszańców multietnicznych. Inna rzecz to przepisy imigracyjne. W przypadku części podejrzanych państw (jak islamskie) należy wprowadzić cenzus wykształcenia i majątku.
Wyżej wymieniłem i opisałem poszczególne determinanty prawicowości. Prawica nie powinna być jakimś dziwnym rozmytym tworem, który nie wiadomo jaki tak naprawdę jest. Na dobrą sprawę nie ma czegoś takiego jak centrum, ponieważ nie można jednocześnie wchodzić na schody i z nich schodzić; to takie rozdwojenie jaźni. Prawica powinna być jasno zdefiniowana i trzymać się pewnego całościowego programu. Inaczej się po prostu nie da.
piątek, 12 września 2008
Czy konserwatywny liberalizm to oksymoron?
Prawicę zwykle wiąże się z konserwatyzmem i nacjonalizmem. Tak wielu ludzi pojmuje to pojęcie. W przypadku konserwatyzmu zgadza się jak najbardziej, ten prąd od zawsze znajdował się po prawej stronie sceny politycznej. Jeżeli chodzi o nacjonalizm, to jest kwestia dyskusyjna. Tak naprawdę to bardzo szeroki zestaw poglądów, więc praktycznie nie da się sklasyfikować pod względem prawicowości czy lewicowości. Jest to jednak temat na zupełnie inny artykuł o sporej pojemności. Konserwatyzm jest prawicą najbardziej typową. Jednakże wielu ludzi, którzy się za prawicowców uważają przestaje stosować ten termin. Zamiast niego znaleźli sobie, jak im się wydaje, zamiennik w postaci konserwatywnego liberalizmu. Ma to być konserwatyzm i wolny rynek tak, jakby poszanowanie prywatnej własności nie mieściło się w pojęciu konserwatyzmu. Sama doktryna została stworzona przez Alexisa de Tocqueville'a w 1834 roku; stanowi właśnie połączenie konserwatywnej obyczajowości i liberalizmu gospodarczego. Jednakże czy jest tak na pewno?
Wielu ludzi, gdy słyszy termin "liberalizm konserwatywny" uważa niemal instynktownie, że to jest oksymoron. Z czym innym bowiem kojarzy się im konserwatyzm, a z czym innym liberalizm, z tego powodu dostrzegają sprzeczność. Okazuje się, że zwykły szary człowiek widzący oksymoron w samej nazwie może mieć tutaj dużo racji. Należy się zatem zastanowić, dlaczego? Porównajmy sobie na początek założenia konserwatyzmu i liberalizmu. To jest dobry punkt wyjścia dla rozważań nad nurtem kolibrowym.
Konserwatyzm zakłada, że owszem jednostka ma swoje prawa, ale jest częścią większych struktur jak rodzina, wyznawcy danej religii czy naród. Zatem nie tylko ona będzie podmiotem stanowienia prawa, co przysługuje jej - to ius naturalis będące odbiciem ius aeterna divina (na podstawie doktryny św. Tomasza z Akwinu) - ale również struktury złożone z wielu indywiduów. Innym założeniem jest ułomność i niedoskonałość pojedynczej jednostki. Pojedynczy człowiek nie jest istotą omnipotentną, więc sam z siebie nie może wygenerować żadnej nowej moralności. To jest kwestia oddziałowania wielu ludzi, którzy określają jakie zachowania są dozwolone, a jakie będą piętnowane i/lub karane. Konserwatysta będzie zatem w tworzeniu prawa opierał się na tradycji i wynikającej z niej moralności, ponieważ istnieje bardzo prawdopodobne podejrzenie, że taki system prawny będzie najlepszy. Na jakiej podstawie ma tak prawo uważać? A mianowicie, pewne zasady już się sprawdzają w danej społeczności dłuższy czas, to po co je zmieniać, skoro może to zaowocować kataklizmem. Z tego powodu również popierać będzie restrykcyjną politykę karną, aby odstraszyć potencjalnych kryminalistów. Konserwatyzm nie dostrzega samych jednostek, ale - jak już wyżej napisałem - dostrzega wyższe poziomy organizacji, jak narody, społeczności, kręgi kulturalno-cywilizacyjne. Wynika z tego potrzeba dbania o niepodległość i niezależność swojego państwa, aby nie być zależnym od nikogo pod względem militarnym lub ekonomicznym. W pierwszym przypadku konserwatyzm będzie stawiał na dużą siłę armii, w drugim natomiast opowie się za prywatyzacją, ale poza gałęziami gospodarki określonymi jako strategiczne, czyli na przykład energetyką. Co więcej, konserwatyści - jak już wcześniej napisałem - zakładają, że z różnych przyczyn człowiek jest ułomny. Poza tym ludzie się różnią między sobą. Te dwa czynniki powodują, że według konserwatyzmu społeczeństwo powinno być hierarchiczne i autorytarne, a najlepiej byłoby gdyby było autorytarnie zarządzane. Zatem rasowy konserwatysta winien sprzeciwiać się demokracji.
Natomiast jak ma się do tego liberalizm. Ten czyni założenie, że jednostka jest wszechmocna i omnipotentna. Tak więc według liberalizmu głównym podmiotem prawa będzie pojedynczy człowiek. Co z tym się wiąże? A mianowicie maksymalne nadanie tej jednostce wolności tak, że przeważy wszystko inne. Według liberałów nie liczą się takie rzeczy jak rodzina czy naród. To dla nich sztuczne struktury, które można definiować na wiele sposobów i które wobec tego nie istnieją. W czym się natomiast wyraża maksymalizacja wolności jednostki? Polega na odrzuceniu ius naturalis i zastąpieniu ich prawnym pozytywizmem. Wobec tego najczęściej feruje się podejście empatocentryczne. Liberalizm zatem będzie godził się na aborcję, eutanazję i ortotanazję, czemu sprzeciwiać się będą konserwatyści. Liberałowie nie będą widzieli nic złego w legalizacji narkotyków, pornografii, prostytucji, a także zrównaniu statusu heteroseksualistów oraz homoseksualistów; w przypadku tego ostatniego związki monopłciowe mają mieć takie same uprawnienia jak heteropłciowe złożone z jednego mężczyzny i jednej kobiety. Dla liberalizmu wszystkie inne większe struktury niż jednostka nie mają racji bytu, tak więc można uchwalić dowolne prawo, jeśli będzie ono dobre dla pojedynczych ludzi niezależnie od ich skłonności. Pojęcie społecznej szkodliwości zatem nie istnieje, tak samo opierania się na tradycji czy moralności. To są zdaniem liberałów pojęcia czysto względne. Jakie liberalizm będzie popierał podejście do gospodarki? Wolny rynek stanie się tam absolutem. Konserwatyści uważają, że jest to po prostu lepszy i efektywniejszy mechanizm dystrybucji dóbr niż centralne planowanie. Ponieważ liberałowie nie dostrzegają narodów i ich dążeń, to i dlatego pełna niezależność państwa od czynników zewnętrznych - kolokwialnie mówiąc - zwisa im. Ważniejsze jest to, że będzie można popełnić eutanazję lub palić marihuanę, a to od kogo się uzależnią czy kto im będzie dyktował warunki, to już jest kompletnie nieważne. Liberał uważa, że jednostka jest omnipotentna, a jeśli tak nie myśli, to czyni takie założenie, tak więc odrzuca instytucję autorytetu. Społeczeństwo według liberalizmu nie jest strukturą hierarchiczną. Propagują zatem demokrację jako formę władzy i odrzucają wszelki autorytaryzm.
Wyżej omówiliłem główne postulaty zarówno konserwatyzmu jak i liberalizmu. Odnieśmy się teraz do filozofii określanej mianem con-lib. Ma ona stanowić twórcze połączenie tez konserwatyzmu i liberalizmu, a czy to jest w ogóle możliwe?
Konserwatywni liberałowie, chociażby spod znaku UPR, niejednokrotnie zwracają uwagę na niepodległość. Słusznie atakowany jest przezeń moloch o nazwie Unia Europejska. Tak samo nie chcą się podporządkowywać innym nacjom. Zwróćmy uwagę, że mają na ustach ciągle niepodległość. Ale jakie jest ich myślenie o gospodarce? Liberałowie konserwatywni domagają się sprywatyzowania wszystkiego poza aparatem represji, a ci najbardziej radykalni o podejściu libertariańskim, anarchokapitalistycznym uważają, że w ogóle nie potrzebują do życia państwa. Dziwne, ale nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób uzależniliby swój kraj od czyjejś dobrej woli. Gdyby na przykład Rosja przejęła strategiczne gałęzie naszej gospodarki, to do czego by doszło? Dyktowaliby oni nam wszystkie warunki. Rosyjska ambasada byłaby ponownie złowrogim budynkiem, z które płynął wszystkie dyrektywy. Co zatem idzie? Tak naprawdę narzucaliby oni nam całość polityki, zarówno zagranicznej jak i krajowej. No i czy taki kraj byłby rzeczywiście w pełni niezależny. Tak naprawdę konserwatywny liberał, mówiąc o niepodległości, wyciera sobie tym słowem siedzenie. Już to wskazuje, że nurt myśli politycznej stworzony przez Tocqueville'a jest wewnętrznie sprzeczny. Widzimy tutaj dwa zszyte ze sobą wzajemnie sprzeczne elementy. Ale tego wszystkiego jest więcej.
Ideologia kolibrowa niby zwraca uwagę na układy złożone z większej ilości jednostek, ale mimochodem stwierdza, że mimo wszystko jednostka jest absolutem tak samo, jak w klasycznym liberalizmie. Można się zatem zastanawiać, czy w określeniu "konserwatywny liberalizm" epitet "konserwatywny" nie jest jedynie ozdobnikiem, ponieważ mamy do czynienia ze specyficzną odmianą klasycznego liberalizmu. A z jakiego powodu? Ci konserwatywni liberałowie niejednokrotnie wykazują indyferentyzm moralno-etyczny w takich kwestiach jak prostytucja, narkotyki, pornografia. Jedyną regulacją, jaką postulują, to, żeby do tego nie mieli dostępu nieletni. Przecież ta triada, jaką wyżej wymieniłem, jest ewidentnie szkodliwa w skali społecznej, przyczynia się do wzrostu przestępczości i zachorowań na AIDS. Z tego zatem nie wynika nic, co można określać mianem pozytywnego. Należy to zatem zdelegalizować. Kolibry się jednak na to nie zdecydują, mimo deklarowanego katolicyzmu, przywiązania do tradycyjnych wartości, a mamy tutaj liberalizm obyczajowo-światopoglądowy a la Zapatero skradający się tylnymi drzwiami. Podobnie jak w przypadku niepodległości, nimi też podcierają sobie pośladki. Czy nie jest to swoiste dwójmyślenie, jakby to określił Orwell? Mówi się o jednym, a robi się drugie? Na tym przykładzie okazuje się, że konserwatywny liberalizm to najzwyklejsza hipokryzja. Znowu widać, że jest wewnętrznie sprzeczny.
Co więcej, w konserwatywnym liberalizmie często obok siebie goszczą postulaty skrajnie liberalne obyczajowo i ultrakonserwatywne, wręcz autorytatne. Raz na przykład Korwin-Mikke pisze o tym, że kobiety są bardziej konformistyczne od mężczyzn i topi wszystkie feministyczne mity. Za drugim razem natomiast broni wolności do zażywania narkotyków. No i czy nie mamy tutaj swoistego absurdu? Pokazuje to, żealbo idzie się w jedną stronę, albo w drugą. Na środku stać się nie da w tym wypadku. Tutaj nie ma miejsca na stany pośrednie. A konserwatywny liberalizm jest jak agnostycyzm według Dawkinsa - jednocześnie schodzenie ze schodów i wchodzenie na nie. Nie da się być bowiem jednocześnie i konserwatystą, i liberałem.
Konserwatywny liberalizm jest poglądem wewnętrznie sprzecznym, przypomina potwora Frankensteina pozszywanego z niepasujących do siebie elementów. Stanowi oksymoron. Najgorsze to, że ta niespójna idea uwiodła tak wiele umysłów na prawicy...
...którzy myślą, że stanowią jej skraj.
Wielu ludzi, gdy słyszy termin "liberalizm konserwatywny" uważa niemal instynktownie, że to jest oksymoron. Z czym innym bowiem kojarzy się im konserwatyzm, a z czym innym liberalizm, z tego powodu dostrzegają sprzeczność. Okazuje się, że zwykły szary człowiek widzący oksymoron w samej nazwie może mieć tutaj dużo racji. Należy się zatem zastanowić, dlaczego? Porównajmy sobie na początek założenia konserwatyzmu i liberalizmu. To jest dobry punkt wyjścia dla rozważań nad nurtem kolibrowym.
Konserwatyzm zakłada, że owszem jednostka ma swoje prawa, ale jest częścią większych struktur jak rodzina, wyznawcy danej religii czy naród. Zatem nie tylko ona będzie podmiotem stanowienia prawa, co przysługuje jej - to ius naturalis będące odbiciem ius aeterna divina (na podstawie doktryny św. Tomasza z Akwinu) - ale również struktury złożone z wielu indywiduów. Innym założeniem jest ułomność i niedoskonałość pojedynczej jednostki. Pojedynczy człowiek nie jest istotą omnipotentną, więc sam z siebie nie może wygenerować żadnej nowej moralności. To jest kwestia oddziałowania wielu ludzi, którzy określają jakie zachowania są dozwolone, a jakie będą piętnowane i/lub karane. Konserwatysta będzie zatem w tworzeniu prawa opierał się na tradycji i wynikającej z niej moralności, ponieważ istnieje bardzo prawdopodobne podejrzenie, że taki system prawny będzie najlepszy. Na jakiej podstawie ma tak prawo uważać? A mianowicie, pewne zasady już się sprawdzają w danej społeczności dłuższy czas, to po co je zmieniać, skoro może to zaowocować kataklizmem. Z tego powodu również popierać będzie restrykcyjną politykę karną, aby odstraszyć potencjalnych kryminalistów. Konserwatyzm nie dostrzega samych jednostek, ale - jak już wyżej napisałem - dostrzega wyższe poziomy organizacji, jak narody, społeczności, kręgi kulturalno-cywilizacyjne. Wynika z tego potrzeba dbania o niepodległość i niezależność swojego państwa, aby nie być zależnym od nikogo pod względem militarnym lub ekonomicznym. W pierwszym przypadku konserwatyzm będzie stawiał na dużą siłę armii, w drugim natomiast opowie się za prywatyzacją, ale poza gałęziami gospodarki określonymi jako strategiczne, czyli na przykład energetyką. Co więcej, konserwatyści - jak już wcześniej napisałem - zakładają, że z różnych przyczyn człowiek jest ułomny. Poza tym ludzie się różnią między sobą. Te dwa czynniki powodują, że według konserwatyzmu społeczeństwo powinno być hierarchiczne i autorytarne, a najlepiej byłoby gdyby było autorytarnie zarządzane. Zatem rasowy konserwatysta winien sprzeciwiać się demokracji.
Natomiast jak ma się do tego liberalizm. Ten czyni założenie, że jednostka jest wszechmocna i omnipotentna. Tak więc według liberalizmu głównym podmiotem prawa będzie pojedynczy człowiek. Co z tym się wiąże? A mianowicie maksymalne nadanie tej jednostce wolności tak, że przeważy wszystko inne. Według liberałów nie liczą się takie rzeczy jak rodzina czy naród. To dla nich sztuczne struktury, które można definiować na wiele sposobów i które wobec tego nie istnieją. W czym się natomiast wyraża maksymalizacja wolności jednostki? Polega na odrzuceniu ius naturalis i zastąpieniu ich prawnym pozytywizmem. Wobec tego najczęściej feruje się podejście empatocentryczne. Liberalizm zatem będzie godził się na aborcję, eutanazję i ortotanazję, czemu sprzeciwiać się będą konserwatyści. Liberałowie nie będą widzieli nic złego w legalizacji narkotyków, pornografii, prostytucji, a także zrównaniu statusu heteroseksualistów oraz homoseksualistów; w przypadku tego ostatniego związki monopłciowe mają mieć takie same uprawnienia jak heteropłciowe złożone z jednego mężczyzny i jednej kobiety. Dla liberalizmu wszystkie inne większe struktury niż jednostka nie mają racji bytu, tak więc można uchwalić dowolne prawo, jeśli będzie ono dobre dla pojedynczych ludzi niezależnie od ich skłonności. Pojęcie społecznej szkodliwości zatem nie istnieje, tak samo opierania się na tradycji czy moralności. To są zdaniem liberałów pojęcia czysto względne. Jakie liberalizm będzie popierał podejście do gospodarki? Wolny rynek stanie się tam absolutem. Konserwatyści uważają, że jest to po prostu lepszy i efektywniejszy mechanizm dystrybucji dóbr niż centralne planowanie. Ponieważ liberałowie nie dostrzegają narodów i ich dążeń, to i dlatego pełna niezależność państwa od czynników zewnętrznych - kolokwialnie mówiąc - zwisa im. Ważniejsze jest to, że będzie można popełnić eutanazję lub palić marihuanę, a to od kogo się uzależnią czy kto im będzie dyktował warunki, to już jest kompletnie nieważne. Liberał uważa, że jednostka jest omnipotentna, a jeśli tak nie myśli, to czyni takie założenie, tak więc odrzuca instytucję autorytetu. Społeczeństwo według liberalizmu nie jest strukturą hierarchiczną. Propagują zatem demokrację jako formę władzy i odrzucają wszelki autorytaryzm.
Wyżej omówiliłem główne postulaty zarówno konserwatyzmu jak i liberalizmu. Odnieśmy się teraz do filozofii określanej mianem con-lib. Ma ona stanowić twórcze połączenie tez konserwatyzmu i liberalizmu, a czy to jest w ogóle możliwe?
Konserwatywni liberałowie, chociażby spod znaku UPR, niejednokrotnie zwracają uwagę na niepodległość. Słusznie atakowany jest przezeń moloch o nazwie Unia Europejska. Tak samo nie chcą się podporządkowywać innym nacjom. Zwróćmy uwagę, że mają na ustach ciągle niepodległość. Ale jakie jest ich myślenie o gospodarce? Liberałowie konserwatywni domagają się sprywatyzowania wszystkiego poza aparatem represji, a ci najbardziej radykalni o podejściu libertariańskim, anarchokapitalistycznym uważają, że w ogóle nie potrzebują do życia państwa. Dziwne, ale nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób uzależniliby swój kraj od czyjejś dobrej woli. Gdyby na przykład Rosja przejęła strategiczne gałęzie naszej gospodarki, to do czego by doszło? Dyktowaliby oni nam wszystkie warunki. Rosyjska ambasada byłaby ponownie złowrogim budynkiem, z które płynął wszystkie dyrektywy. Co zatem idzie? Tak naprawdę narzucaliby oni nam całość polityki, zarówno zagranicznej jak i krajowej. No i czy taki kraj byłby rzeczywiście w pełni niezależny. Tak naprawdę konserwatywny liberał, mówiąc o niepodległości, wyciera sobie tym słowem siedzenie. Już to wskazuje, że nurt myśli politycznej stworzony przez Tocqueville'a jest wewnętrznie sprzeczny. Widzimy tutaj dwa zszyte ze sobą wzajemnie sprzeczne elementy. Ale tego wszystkiego jest więcej.
Ideologia kolibrowa niby zwraca uwagę na układy złożone z większej ilości jednostek, ale mimochodem stwierdza, że mimo wszystko jednostka jest absolutem tak samo, jak w klasycznym liberalizmie. Można się zatem zastanawiać, czy w określeniu "konserwatywny liberalizm" epitet "konserwatywny" nie jest jedynie ozdobnikiem, ponieważ mamy do czynienia ze specyficzną odmianą klasycznego liberalizmu. A z jakiego powodu? Ci konserwatywni liberałowie niejednokrotnie wykazują indyferentyzm moralno-etyczny w takich kwestiach jak prostytucja, narkotyki, pornografia. Jedyną regulacją, jaką postulują, to, żeby do tego nie mieli dostępu nieletni. Przecież ta triada, jaką wyżej wymieniłem, jest ewidentnie szkodliwa w skali społecznej, przyczynia się do wzrostu przestępczości i zachorowań na AIDS. Z tego zatem nie wynika nic, co można określać mianem pozytywnego. Należy to zatem zdelegalizować. Kolibry się jednak na to nie zdecydują, mimo deklarowanego katolicyzmu, przywiązania do tradycyjnych wartości, a mamy tutaj liberalizm obyczajowo-światopoglądowy a la Zapatero skradający się tylnymi drzwiami. Podobnie jak w przypadku niepodległości, nimi też podcierają sobie pośladki. Czy nie jest to swoiste dwójmyślenie, jakby to określił Orwell? Mówi się o jednym, a robi się drugie? Na tym przykładzie okazuje się, że konserwatywny liberalizm to najzwyklejsza hipokryzja. Znowu widać, że jest wewnętrznie sprzeczny.
Co więcej, w konserwatywnym liberalizmie często obok siebie goszczą postulaty skrajnie liberalne obyczajowo i ultrakonserwatywne, wręcz autorytatne. Raz na przykład Korwin-Mikke pisze o tym, że kobiety są bardziej konformistyczne od mężczyzn i topi wszystkie feministyczne mity. Za drugim razem natomiast broni wolności do zażywania narkotyków. No i czy nie mamy tutaj swoistego absurdu? Pokazuje to, żealbo idzie się w jedną stronę, albo w drugą. Na środku stać się nie da w tym wypadku. Tutaj nie ma miejsca na stany pośrednie. A konserwatywny liberalizm jest jak agnostycyzm według Dawkinsa - jednocześnie schodzenie ze schodów i wchodzenie na nie. Nie da się być bowiem jednocześnie i konserwatystą, i liberałem.
Konserwatywny liberalizm jest poglądem wewnętrznie sprzecznym, przypomina potwora Frankensteina pozszywanego z niepasujących do siebie elementów. Stanowi oksymoron. Najgorsze to, że ta niespójna idea uwiodła tak wiele umysłów na prawicy...
...którzy myślą, że stanowią jej skraj.
sobota, 26 lipca 2008
Ateizm religią niewolników
Azjaci są tradycyjnie kolektywistami. W tych społeczeństwach, zupełnie jak w komunizmie, jednostka nie znaczy nic. Tamtejsze systemy religijne świetnie odzwierciedlają sytuację pojedynczego człowieka. Islam jest nieodłącznie związany z kolektywizmem, tak samo jak buddyzm i hinduizm. Szczególnie ciekawe są te dwa ostatnie. Tam człowiek już za życia jest trupem, nie ma żadnego obowiązku doskonalenia się. Jest niczym innym tylko i wyłącznie górą mięsa. Dlatego stara się być całkowicie poddany władzy i w stosunku do niej jest bezkrytyczny. Trzeba mu mówić, co ma myśleć. Nic dziwnego, że w całej Azji praktycznie nie było postępu technicznego. Ktoś mi powie w tym momencie, że Chińczycy wynaleźli proch i rakietę. Ale czy to oni zbudowali armatę i czy to oni pierwsi wysłali człowieka w kosmos. Czy oni na przykład wymyślili wszystkie prawa fizyki, chemii, biologii? Nie. To zrobił biały człowiek. Ci ludzie nie byliby w stanie tego zrobić. Powiedzmy sobie szczerze: gdyby nie cywilizacja chrześcijańskiego Zachodu, to zarówno Chińczycy, Hindusi, Arabowie żyliby na poziomie średniowiecza. Nic też dziwnego, że bez trudu w XIX w. Europejczycy większość z nich podbili, a również Chiny mogłyby zostać podzielone między kolonialne mocarstwa. Z obecnego punktu widzenia bardzo źle, że się tak nie stało.
Teraz należy się zastanowić, czemu ta nasza cywilizacja zawdzięcza takie sukcesy? Odpowiedź będzie bardzo niepoprawna politycznie. A mianowicie chrześcijaństwu i wywodzącej się z niego podmiotowości jednostki. To właśnie cywilizacja Zachodu stworzyła doktrynę ius naturalis. No i co dzięki temu mamy? Naukę, technikę i technologię, dzięki którym popychaliśmy cały glob na przód. Nie kto inny, tylko my.
Oczywiście znalazła się w XVIII w. grupa ludzi, która od tamtego momentu chce rządzić światem w postaci masonów, jacy następnie stworzyli lewicę. Obok tego stworzyli oni system religijny taki, aby z ludzi uczynić podobnych niewolników do członków azjatyckich społeczeństw. To, co oni wypichcili, to nic innego jak ateizm.
Zwracam tutaj uwagę na to, co nazywam religią. A mianowicie, jest to system filozoficzny mówiący o naturze bytów transcendentnych, więc również wypowiadający się na temat tego, czy istnieją. Zatem ateizm można traktować jako pewnego rodzaju zdegenerowaną religię.
Przedstawia się ten system religijny bez Boga jako gołąbka pokoju i jutrzenkę wolności. A w rzeczywistości to, co to jest? Nie będę już wspominać, że dziewiętnastowieczni liberałowie nienawidzili religii i nacjonalizowali majątki kościelne, a także gnębili wierzących. Tacy to wielbiciele wolności... A co robił na przykład Stalin w ZSRR, ile ludzi zarobiło kulę w potylicę za to, że uznawali jakąś formę transcendencji? Ateizm zawsze sobie rościł monopol na prawdę, będąc przy tym brutalną siłą nietolerującą żadnej konkurencji. A dlaczego teraz ukazuje się jako taki pokojowy? Chodzi o to, aby zrobić z ludzi niewolników niezdolnych do żadnej obrony przed zakusami władzy. Mówi się ludziom, że tradycyjne systemy religijne ich niewolą, odpowiadają za rasizm, militaryzm, imperializm. A przepraszam bardzo, ci pożyteczni idioci chodzący na łańcuszku planistów nowego socjalistycznego świata nie znają historii. A czy wiedzą, kim był ateista i wojujący bezbożnik znany jako Józef Wissarionowicz Stalin? Otóż był on właśnie rasistą, militarystą i imperialistą, i to takim, że mało tego typu indywiduów widział do tej pory świat. Jeszcze inny ateista, który doprowadził do dobrej społecznej percepcji homoseksualizmu, Alfred Kinsey - taki sam rasista.
Poza tym ateizm mówi człowiekowi, że jest niczym innym tylko kupą mięsa. A do czego takie rozumowanie prowadzi? Oczywiście pojawia się tutaj wartościowanie życia ludzkiego. Płód, osoba starsza czy niepełnosprawna nie jest takim samym człowiekiem, jak wszyscy pełnosprawni i już narodzeni. Można je zatem mordować do woli. Ateizm zezwala zatem na aborcję, eutanazję i eugenikę. Kropkę nad i stawia tutaj australijski filozof Peter Singer. Dekretuje zatem inżynierię społeczną i urabianie ludzi na niewolników lewackiej władzy. Jest przy tym niejako ideologią dorobioną do ich nieczystych zamiarów lepienia nowego społeczeństwa.
Śmieszne jest również określanie się ateistów mianem wolnomyślicieli. Przecież to określenie sugeruje wolność myśli, a oni powtarzają te same slogany po takich lewicowych ideologach jak Dennet, Dawkins czy Singer. No i co to jest za wolność rozumowania. W takim razie papugę można nauczyć kilku fraz z tych książek, no i będzie ona wolnomyślicielem. Słowo wolnomyśliciel powinno zmienić znaczenie, bo winno oznaczać ludzi sprzeciwiających się mainstreamowi. Tak więc na tej podstawie mogę twierdzić, że prędzej tacy jak ja są wolnomyślicielami, a nie stado konformistów idących jak barany na rzeź. Szkoda, że nie wiedzą, że przyszli władcy nowego socjalistycznego świata ich pierwszych wyrzucą na śmietnik.
Powinniśmy również zauważyć, że od kiedy laickie lewactwo, a w tym ateizm, uzyskały znaczne wpływy w społeczeństwie, to postęp naukowo-techniczny spowalnia. Po prostu cywilizacja Zachodu staje się kolektywno-niewolnicza zbliżona do azjatyckiej. Ateizm jako państwowa ideologia zupełnie nie przejmuje się prawami naturalnymi. Obstawia za pozytywizmem prawnym - w efekcie zgadza się na depopulację i rozkład społeczeństw.
Jaki może być z tego wniosek. Ateizm jest religią niewolników zakrywającą pod płaszczykiem szczytnych ideałów plan budowy nowego totalitaryzmu. Ci ludzie pozwolą, żeby analizować każdy ich ruch, a w razie czego żeby ich mordować i sterylizować. Jakobini w XVIII w. się nie mylili, aby zapanować w pełni na społeczeństwem, trzeba zniszczyć religię. A najłatwiej się to robi, reklamując jej ersatz.
Teraz należy się zastanowić, czemu ta nasza cywilizacja zawdzięcza takie sukcesy? Odpowiedź będzie bardzo niepoprawna politycznie. A mianowicie chrześcijaństwu i wywodzącej się z niego podmiotowości jednostki. To właśnie cywilizacja Zachodu stworzyła doktrynę ius naturalis. No i co dzięki temu mamy? Naukę, technikę i technologię, dzięki którym popychaliśmy cały glob na przód. Nie kto inny, tylko my.
Oczywiście znalazła się w XVIII w. grupa ludzi, która od tamtego momentu chce rządzić światem w postaci masonów, jacy następnie stworzyli lewicę. Obok tego stworzyli oni system religijny taki, aby z ludzi uczynić podobnych niewolników do członków azjatyckich społeczeństw. To, co oni wypichcili, to nic innego jak ateizm.
Zwracam tutaj uwagę na to, co nazywam religią. A mianowicie, jest to system filozoficzny mówiący o naturze bytów transcendentnych, więc również wypowiadający się na temat tego, czy istnieją. Zatem ateizm można traktować jako pewnego rodzaju zdegenerowaną religię.
Przedstawia się ten system religijny bez Boga jako gołąbka pokoju i jutrzenkę wolności. A w rzeczywistości to, co to jest? Nie będę już wspominać, że dziewiętnastowieczni liberałowie nienawidzili religii i nacjonalizowali majątki kościelne, a także gnębili wierzących. Tacy to wielbiciele wolności... A co robił na przykład Stalin w ZSRR, ile ludzi zarobiło kulę w potylicę za to, że uznawali jakąś formę transcendencji? Ateizm zawsze sobie rościł monopol na prawdę, będąc przy tym brutalną siłą nietolerującą żadnej konkurencji. A dlaczego teraz ukazuje się jako taki pokojowy? Chodzi o to, aby zrobić z ludzi niewolników niezdolnych do żadnej obrony przed zakusami władzy. Mówi się ludziom, że tradycyjne systemy religijne ich niewolą, odpowiadają za rasizm, militaryzm, imperializm. A przepraszam bardzo, ci pożyteczni idioci chodzący na łańcuszku planistów nowego socjalistycznego świata nie znają historii. A czy wiedzą, kim był ateista i wojujący bezbożnik znany jako Józef Wissarionowicz Stalin? Otóż był on właśnie rasistą, militarystą i imperialistą, i to takim, że mało tego typu indywiduów widział do tej pory świat. Jeszcze inny ateista, który doprowadził do dobrej społecznej percepcji homoseksualizmu, Alfred Kinsey - taki sam rasista.
Poza tym ateizm mówi człowiekowi, że jest niczym innym tylko kupą mięsa. A do czego takie rozumowanie prowadzi? Oczywiście pojawia się tutaj wartościowanie życia ludzkiego. Płód, osoba starsza czy niepełnosprawna nie jest takim samym człowiekiem, jak wszyscy pełnosprawni i już narodzeni. Można je zatem mordować do woli. Ateizm zezwala zatem na aborcję, eutanazję i eugenikę. Kropkę nad i stawia tutaj australijski filozof Peter Singer. Dekretuje zatem inżynierię społeczną i urabianie ludzi na niewolników lewackiej władzy. Jest przy tym niejako ideologią dorobioną do ich nieczystych zamiarów lepienia nowego społeczeństwa.
Śmieszne jest również określanie się ateistów mianem wolnomyślicieli. Przecież to określenie sugeruje wolność myśli, a oni powtarzają te same slogany po takich lewicowych ideologach jak Dennet, Dawkins czy Singer. No i co to jest za wolność rozumowania. W takim razie papugę można nauczyć kilku fraz z tych książek, no i będzie ona wolnomyślicielem. Słowo wolnomyśliciel powinno zmienić znaczenie, bo winno oznaczać ludzi sprzeciwiających się mainstreamowi. Tak więc na tej podstawie mogę twierdzić, że prędzej tacy jak ja są wolnomyślicielami, a nie stado konformistów idących jak barany na rzeź. Szkoda, że nie wiedzą, że przyszli władcy nowego socjalistycznego świata ich pierwszych wyrzucą na śmietnik.
Powinniśmy również zauważyć, że od kiedy laickie lewactwo, a w tym ateizm, uzyskały znaczne wpływy w społeczeństwie, to postęp naukowo-techniczny spowalnia. Po prostu cywilizacja Zachodu staje się kolektywno-niewolnicza zbliżona do azjatyckiej. Ateizm jako państwowa ideologia zupełnie nie przejmuje się prawami naturalnymi. Obstawia za pozytywizmem prawnym - w efekcie zgadza się na depopulację i rozkład społeczeństw.
Jaki może być z tego wniosek. Ateizm jest religią niewolników zakrywającą pod płaszczykiem szczytnych ideałów plan budowy nowego totalitaryzmu. Ci ludzie pozwolą, żeby analizować każdy ich ruch, a w razie czego żeby ich mordować i sterylizować. Jakobini w XVIII w. się nie mylili, aby zapanować w pełni na społeczeństwem, trzeba zniszczyć religię. A najłatwiej się to robi, reklamując jej ersatz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)