Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antysemityzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antysemityzm. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2009

Psy Pawłowa, polityczna poprawność, no i dlaczego istnieją Żydzi?

Dosyć dawno temu głośna była sprawa pewnego studenta Harvardu. Został on ukarany grzywną za to, że nie chciał powiedzieć "Afroamerykanie z Belgii". Mamy tutaj do czynienia z oczywistym absurdem, ponieważ wymieniony kraj nie znajduje się w Ameryce. Jednakże dla apostołów politycznej poprawności nie ma to żadnego znaczenia. Kierują się oni mottem Hegla - jeśli coś nie zgadza się z rzeczywistością, to tym gorzej dla niej. Sprawa ta pokazuje skalę pewnego zjawiska. Polityczna poprawność poczyniła spustoszenia w ludzkich umysłach. Teraz o pewnych zjawiskach nie można głośno mówić, ponieważ automatycznie zostanie się zaatakowanym za myślozbrodnię. Niech ktoś się spróbuje źle wyrażać o muzułmanach na przykład, że np. nie chcą się asymilować. Zostanie napiętnowany jako "ksenofob" i "rasista".

To jest jednak nic. Jeżeli ktoś źle wyraża się o Żydach, prawdopodobnie policja politycznej poprawności złamie mu życie. Ta nacja traktowana jest jak swoisty Herrenvolk, ponieważ zabicie Żyda znaczy więcej niż uśmiercenie Goja. Przykład to penalizacja kłamstwa oświęcimskiego. Jeżeli ktoś stwierdzi, że np. ludobójstwa Polaków na Wołyniu nie było w 1943 roku, to nic się nie wydarzy. Jeśli natomiast zostanie napisane, że komory gazowe w Auschwitz nigdy nie istniały, osoba, która się tego dopuści, zostanie gorzej potraktowana niż morderca czy pedofil. Wypowiadać się zatem można o Żydach tylko w kategoriach, że to najlepsza nacja na świecie. Każdy, kto zaneguje ten dogmat politpoprawności, zostanie zaatakowany przez rozszalałe psy Pawłowa, które wytropią antysemityzm na poziomie cząstek elementarnych.

Ostatnimi czasy, Artur M. Nicpoń napisał: Swoja drogą, ciekawy jest ten żydowski tropizm do banków, lichwy itp. brzydkich spraw. Później się dziwią, że nimi wściekli ludzie w piecach palą. Niedługo potem pojawił się komentarz Kaśki Pyzol, który zasugerował brak przyzwoitości autora tekstu (ergo antysemityzm).

Ja nie rozumiem, skąd taka histeryczna reakcja. Wystarczy, że padło magiczne słowo na ż. Herrenvolk został obrażony, a tak być nie może! Nie potrafię zrozumieć jednej prostej rzeczy. Przecież ci ludzie wychodzą z założenia, że wszystkie rasy i nacje są równe. Tak więc, dlaczego tak chętnie zakładają, że Żydzi są jakimiś nadludźmi? Czy to nie jest nonsens?

Dodam jeszcze, że Nicpoń miał dużo racji. Zastanówmy się w ogóle, dlaczego Żydzi w ogóle istnieją, a inne ludy starożytne jakoś nie. Nikt nie widział przecież Fenicjan, Asyryjczyków, Hurytów, Babilończyków, Hetytów - oni wszyscy rozpłynęli się w mroku dziejów. To w takim razie, dlaczego Żydzi przetrwali, mimo tego, że od powstania Bar Kochby zmuszeni byli do życia w diasporze. Powiedzmy sobie szczerze, jak to się dzieje, że nikt się nad tym fenomenem nie zastanawiał.

A przecież jest on oczywisty. Musieli zdradzać na prawo i lewo, żeby przetrwać. Inaczej rozpłynęliby się w ludach, na których terenie przyszło im żyć jak wszystkie inne ludy starożytne. Skąd się brały pogromy Żydów? Nie z nieba, że o to ciemnota chrześcijańska żądzy krwi dostała. To próbuje nam wmawiać laicka lewica, że nasz system wierzeń jest zły itd. Przyczyna była o wiele bardziej prozaiczna: nikt nie toleruje na swoim terenie zdrajców. A Żydzi to naród kosmopolityczny bez przywiązania do jakiejkolwiek ziemi, więc co to oznaczała dla nich zdrada. To było w wielu przypadkach pustosłowie. Ilu carskich kapusiów wiadomego pochodzenia powieszono podczas powstania listopadowego? Ilu potem wysługiwało się Ochranie? A ilu jeszcze potem działało w Komunistycznej Partii Polski?

Żydzi również byli przywiązani do czystości krwi, jak mało który lud w dawnych czasach. Skąd się niby wziął przepis, o tym, że Żydem zostaje się po matce? Po co bowiem taka formalizacja? Czasem celowo indukowali pogromy, traktując je jako formę negatywnej eugeniki i poprawę kondycji rasy. Richard von Coudehouve-Kalergi, na którego kiedyś się powoływałem, uważał, że Europejczycy mimochodem wytworzyli "duchowy naród panów". Ów autor zakładał, że to Żydzi - jako naród bez ojczyzny - będą rządzić rasą o wyglądzie staroegipskiej powstałej z wymieszania się ludów Europy i Azji.

Dlaczego o tym nikt nie pisze? Psy Pawłowa dbają bowiem o to, żeby w dużej mierze urojonym "antysemitom" pozamykać usta. Jeżeli jakieś wydawnictwo opublikowałoby coś takiego, to na pewno zajęłoby się nim stowarzyszenie "Nigdy Więcej". Sekundowaliby różni pożyteczni idioci, którzy na myśl o tym, że ktoś się Żydach niepochlebnie wyrażał, dostaliby białej gorączki. Gdyby coś takiego napisał jakiś historyk, to złamaliby mu życie.

Kiedyś doszedłem do wniosku, że kierując się współczesną polityczną poprawnością, powinno zakazać się korzystania z układu okresowego pierwiastków chemicznych. Wrócić się powinno np. do oktaw Meiera. A dlaczego? Dymitr Mendelejew nie lubił bowiem Żydów, sympatyzował zresztą z Czarną Sotnią. No i gdzie jesteście, apostołowie politpoprawności, skoro tego aktu "antysemityzmu" w każdej książce do chemii nie dostrzegacie?

wtorek, 2 września 2008

Specyfika autoantysemityzmu

Szekspir napisał kiedyś, że są takie rzeczy na świecie, o których się filozofom nie śniło. W dłuższej perspektywie miał rację, ponieważ każde pokolenie uważa pewne rzeczy za niemożliwe, niewykonalne, a potem okazuje się, że ich następcy to realizują. Jednakże nie ogranicza się to tylko do przykładu zwykłego postępu. Czasem mamy do czynienia z pewnymi efektami, które podaje się w wątpliwość, a one istnieją. Co więcej, są niejednokrotnie wykorzystywane.

A teraz przyjrzyjmy się strategiom różnych mniejszości, które walczą o to, żeby mieć prawa. Okazuje się, że najważniejszą rzecz stanowi stworzenie wizerunku uciskanych. Tak teraz działają homoseksualiści, za dwadzieścia lat pewnie stanie się to w przypadku pedofili, a jeszcze w między czasie do gry wkroczą zoofile. Im zależy na udawaniu ofiary z czysto socjotechnicznego punktu widzenia. Opłaca się zatem prowokować, organizując parady równości i inne tego typu demonstracje. Swoją drogą tutaj powinna interweniować policja, bo ulica nie jest od tego, aby jacyś ludzie mający nierówno pod sufitem mogli tam pokazywać swoje glutei maximae. Ale samo zorganizowanie "gejparady" powoduje niesmak. A potem jak są jakieś akty agresji, to homoseksualiści mają dowody na to, jaką to są uciskaną mniejszością. Wtedy ze zdwojoną siłą pewne lobby zaczynają naciskać na to, aby dać im pewne przywileje.

Przejdźmy jednak ad rem. Jest jeden naród na świecie, z którym to trzeba obchodzić się jak z jajkiem. Rzecz jasna, to Żydzi. Bardzo mocno zadbali oni o wizerunek uciskanej mniejszości, która przez dwa tysiące lat musiała znosić prześladowania innych ludów. Również spopularyzowali Holocaust tak, że wydaje się, iż to jedyna rzecz, która wydarzyła się w czasie drugiej wojny światowej. Wszędzie przedstawiciele - jak sami siebie postrzegają - narodu wybranego tropią antysemityzm. Podejrzewam, że znaleźliby go nawet na poziomie fotonów, fononów i elektronów, gdyby tylko chcieli. Jeszcze jedno. Oskarżają oni całe grupy etniczne o antysemityzm. Na przykład wszyscy Polacy ich zdaniem to antysemici; nie ważne czy niemowlę czy starzec, to nie lubi Żydów, ma to wdrukowane w podświadomość. Słuchając takich twierdzeń aż ciężko się nadziwić, jak to w ogóle możliwe, że oni się tutaj od czasów Kazimierza Odnowiciela uchowali, a Najjaśniejsza Rzeczpospolita w XVII nawet nosiła miano żydowskiego raju. Przecież ta cała paplanina, jacy jesteśmy antysemiccy, stanowi oczywisty nonsens.

Antysemityzm się jednak opłaca. Z jednej strony chodzi o pieniądze, które można ściągnąć dzięki szantażowi. Od nas zarządano 65 miliardów dolarów, a Israel Singer, szef JWC, stwierdził jasno w 1996 roku. Jeżeli nie zapłacimy tego haraczu, to będziemy obmawiani i szkalowani. No i w ten sposób przylepiono nam łatkę antysemitów. Takie generowanie zjawiska antysemityzmu jest bardzo opłacalne. Jednakże poza samym przylepianiem łatek istnieje inny mechanizm, o którym warto tutaj wspomnieć.

Jest to autoantysemityzm. Polega na tym, że Żydzi sami przeciwko sobie szczują Gojów. W obecnych czasach mogą odnosić z tego powodu wymierne korzyści, ponieważ organizacje typu ADL czy JWC mogą twierdzić, że w jakimś kraju jest antysemityzm. Nie zdziwiłbym się, gdyby na przykład taki Leszek Bubel okazał się przedstawicielem wiadomej nacji. Takie przypadki już w historii się zdarzały.

Autoantysemityzm istniał również w przeszłości. Mówi się wiele o pogromach Żydów na przykład, że w Kolonii w XII w. palono ich żywcem. Jest to przedstawiane w ten sposób, jakby to była ślepa furia Gojów w żaden logiczny sposób nie do uzasadnienia. Okazuje się, że Żydzi indukowali pogromy na siebie w dawnych wiekach. Przytoczyć tutaj trzeba przykład wielkiego inkwizytora Hiszpanii, dominikanina Tomasa de Torquemady. Otóż, był to maranin, czyli nawrócony Żyd z dawnych muzułmańskich terytoriów na Półwyspie Iberyjskim. Prowadził on jawnie antysemicką nagonkę, gnębiąc przedstawicieli swojej nacji, jak tylko można. Żydzi postrzegali to jako swoistą formę negatywnej eugeniki. Przedstawiciele Gojów robili tylko całą brudną robotę. A Żydzi podali jasno, że czasem trzeba poświęcić część swojej społeczności, aby osiągnąć pewne cele. Richard Nikolaus graf von Coudenhouve-Kalergi, niemiecko-żydowsko-japoński mieszaniec, stwierdził jasno: Europa chciała przez ponad tysiąc lat zniszczyć Żydów, ale tylko ją uszlachetniła, tworząc "duchowy naród panów".

Hannah Arendt twierdziła w książce Eichmann w Jerozolimie, że również Holocaust mógł być efektem autoantysemityzmu. Sama określała tą nieprawdopodobną rzeź jako zabójstwo Kainowe. Żydzi sefardyjscy przecież uważali, że Aszkenazyjczycy to hołota i swołocz. Znana jest wypowiedź Israela Gutmanna, że przed drugą wojną światową osiemdziesiąt procent światowej populacji Żydów to bydło. A co jest dziwne w tym wszystkim? Wielu przedstawicieli ruchu nazistowskiego to byli Żydzi lub pół-Żydzi. Poza tym Sefardyjczycy z USA finansowali Niemców do ataku na Pearl Harbor, czyli w momencie przystąpienia Stanów Zjednoczonych do drugiej wojny światowej. Jakoś nie nalegali, aby zbombardować Oświęcim lub przynajmniej linię kolejową prowadzącą do tego obozu zagłady. Udawali, że problem zagłady Żydów nie istnieje. W 1943 roku Szmul Zygielbojm popełnił samobójstwo, żeby zwrócić uwagę na to ludobójstwo. Za to po drugiej wojnie światowej ten akt Kainowego zabójstwa, stosując określenie Arendt, został skrzętnie wykorzystany przez żydowskie organizacje właśnie ze Stanów Zjednoczonych. Znamy to obecnie pod nazwą przedsiębiorstwa Holocaust. Czy to nie jest akt odrażającej nekrofilii?

Autoantysemityzm pozostaje jednak swoistym fenomenem. Żaden naród nigdy decydował się na zwalczanie samego siebie. Żydzi byli, są i będą żądni władzy. Uważają siebie za swoistych nadludzi przeznaczonych do władania światem. Wystarczy przytoczyć słowa laureata Pokojowej Nagrody Nobla Menachema Begina:

Nasza rasa jest Rasą Mistrzów. Jesteśmy świętymi bogami na tej planecie. Różnimy się od niższych ras ponieważ wywodzą się one od insektów. Faktycznie porównując je do naszej rasy, inne rasy to bestie i zwierzęta, owce w najlepszym przypadku. Inne rasy są uważane jako ludzkie odchody. Naszym przeznaczeniem jest rządzenie ponad niższymi rasami. Nasze ziemskie królestwo będzie rządzone poprzez naszych liderów za pomocą rózgi żelaznej. Masy będą lizać nasze stopy i służyć nam jako nasi niewolnicy.

Zacytowany fragment został umieszczony w wydanych w 1982 roku pamiętnikach prezydenta Jimmy'ego Cartera. Widać, jaki obrali sobie nadrzędny cel. Realizują go z żelazną konsekwencją. Przy okazji stosują makiaweliczną regułę, że cel uświęca środki. Nie widzą zatem nic zdrożnego w poświęceniu części populacji, jeżeli ma zostać osiągnięty. Autoantysemityzm jest zatem mechanizmem stosowanym w celu zwiększenia zakresu i/lub zdobywania władzy. Trzeba również przyznać, że doskonale spełnia to zadanie.

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Czy Żydzi są nadludźmi?

W obecnych czasach, kiedy multikulturalizm i relatywizm stały się panującymi kultami, zwykło się wszystkie kręgi cywilizacyjne traktować jako równe i tak samo ważne. Wielka w tym wątpliwa zasługa pionierów antropologii kulturowej takich jak Franz Boas czy Margaret Mead. Pozornie wszyscy są równi, ale tak się dzieje tylko na papierze. W rzeczywistości nasza chrześcijańska cywilizacja Zachodu otrzymuje bardzo mocne cięgi. Mówi się o oświeconych Arabach, o potrzebie ratowania ginących kultur oraz o wielu innych tego typu rzeczach. Jednakże jakoś przy tym wszystkim zapomina się o swojej kulturze traktowanej jako coś gorszego i mniej wartościowego od jedzenia mózgów zmarłych przez plemię Fore - ot, taki skromny przykład. Wychodzi na to, że biali Europejczycy i Amerykanie to są najgorsi ludzie na świecie, a wszystko ktoś wymyślił przed nami. Tu piszą, że już starożytni Babilończycy budowali ogniwa galwaniczne, jeszcze gdzie indziej o chińskich szybkostrzelnych kuszach i rakietach. Jakby się temu przyjrzeć, to kto tak naprawdę rozwinął elektrochemię, a kto wysłał człowieka w kosmos czy zbudował broń maszynową. Cała ta propaganda jest robiona po to, abyśmy się czuli się gorsze. Wynika to z niewytłumaczalnego uwielbienia dla wszystkiego, co obce, typowego dla współczesnej laickiej lewicy. Obok tego pojawia się jeszcze inny bardzo ciekawy wątek, a mianowicie święte krowy, o których złego słowa nie można powiedzieć. Automatycznie bowiem rozpoczyna się ślepy atak różnych dziwnych stowarzyszeń typu "Nigdy więcej".

Jedną z takich świętych krów w społeczeństwie są Żydzi. Każde negatywne wyrażanie się na ich temat jest traktowane jako antysemityzm. Nawet szkolne lektury, w których doskonale opisano mentalność tej nacji, jak Lalka czy Nie-Boska Komedia traktowane są jako antysemickie, przynajmniej od czasu, kiedy zaczęła rządzić Partia Obietnic. Obecnie niechęć do Żydów tropi się chyba nawet na poziomie cząstek elementarnych. To jest po prostu niebywałe.

Wykonajmy sobie przy tej okazji taki bardzo prosty eksperyment myślowy:

Ja nie mogę, jak ci Eskimosi w ogóle mogą żyć. Te kościane harpuny, igloo, w których jest zimno jak diabli. Do tego ten ich język jest nie do nauczenia się dla normalnego człowieka. Jak śnieg można określać aż dwustoma wyrazami, dla mnie to po prostu jest śnieg. Jeszcze co oni jedzą... to mięso fok i padłych wielorybów. Przecież normalny człowiek porządnie polałby to keczupem, zanim wziąłby do ust. Ohyda! Co więcej, brytyjscy, amerykańscy, rosyjscy i duńscy wielorybnicy ich w XVIII i XIX w. trochę zabili. Nie mogli ich aż tak mocno przetrzebić. Poza tym, biorąc pod uwagę historię całego tamtego okresu, morderstwa dokonane na Eskimosach przez załogi statków wielorybników są tylko pojedynczym epizodem...

Mamy taką przykładową wypowiedź. Czy zostałaby ona po publikacji w jakimś czasopiśmie uznana za bliżej nieokreślony antyinnuityzm (Eskimosów poprawnie winno się określać Innuitami, spopularyzowana i często stosowana nazwa jest dla nich obraźliwa)? A skądże znowu. Powiedziano by, że to jest obiektywna relacja człowieka wychowanego w dobrych warunkach w Europie albo Ameryce Północnej. Przecież taki człowiek nigdy nie jadł mięsa foki albo walenia, więc wydawałoby mu się to obrzydliwe. Podobnie uznałby taką eskimoską społeczność za szczyt egzotyki. Gdyby dowiedział się o tym, że wielorybnicy ich mordowali, stwierdziłby, iż to niewiele znaczyło w świetle na przykład podbojów kolonialnych dokonywanych w Azji i Afryce.

A teraz, gdyby ktoś napisał taki tekst o Żydach w podobnym tonie, to co by się stało. Oczywiście, zaatakowano by jego autora, że jest faszystą, antysemitą oraz potraktowano by go garścią niewybrednych epitetów. Policja politycznej poprawności byłaby czujna. Przy okazji wyszłaby cała absurdalność kryminalizacji kłamstwa oświęcimskiego? Jeżeli ktoś stwierdza, że nie mordowano Eskimosów w ogóle albo że ofiar tychże mordów było znacznie mniej niż się powszechnie podaje, przeszłoby to bez większego echa. Jeśli natomiast ktoś zechciałby zanegować Holocaust lub stwierdzić, iż w jego wyniku zginęło znacznie mniej Żydów, to zostałby zaraz postawiony pod sąd. Czy to nie jest jakiś absurd? Wychodzi na to, że Żydzi są ludźmi o kilka rzędów wielkości lepszymi od każdej innej nacji, więc morderstwo dokonane na osobie o pochodzeniu żydowskim jest czymś gorszym niż gdyby zostało popełnione na przedstawicielu innej grupy etnicznej.

Można tutaj stosować argument, że mordy dokonywane na Eskimosach nie były planowane na tak wielką skalę jak Holocaust i wynikały tylko z widzimisię załóg statków wielorybniczych. Ale to też pada. Dawniej w historii też dokonywano planowego ludobójstwa. W XIII w. Czyngis-chan wymordował starożytny lud Tocharów. Jakoś jak ktoś zaprzeczy temu, że tak się stało, nikt nie oskarży go o kłamstwo tocharskie. Tak samo w V w.n.e. spacyfikowany został lud Gepidów. Per analogiam nikt, kto jest przy zdrowych zmysłach, nie będzie mówić o kłamstwie gepidzkim, jeśli ktoś podda w wątpliwość dokonanie takiego ludobójstwa. Rzymianie po trzeciej wojnie punickiej zaorali Kartaginę, część mieszkańców wymordowali, a resztę sprzedali na targach niewolników, jakie funkcjonowały wówczas na Sycylii. No i co? Nie ma czegoś takiego jak kłamstwo kartagińskie. Tak więc kryminalizacja Holocaust revisionism jest po prostu prawnym bublem. To najzwyklejszy w świecie absurd. Wychodzi na to, że Żydzi są lepsi od całej reszty, co zawsze i wszędzie starają się podkreślać. Dodam, że można bez problemu zaniżać ilość Polaków pomordowanych przez OUN-UPA w 1943 roku i żaden sąd nie wyda wyroku w tej sprawie. Z kolei w przypadku Holocaustu będzie tak jak w powiedzeniu - uderz w stół, a nożyce się odezwą.

Widziałem swojego czasu taką książkę Wiek żydostwa. Napisana została z pozycji skrajnie syjonistycznych, a przesłanie jej było bardzo jasne. Wynikało z niej, że bez Żydów nie mielibyśmy nawet na co pójść do kina! A ja sobie wyobrażam już, co by było, gdyby książkę w podobnym tonie opublikował przedstawiciel środowisk konserwatywnych albo narodowych. Zaraz podniosłaby się wrzawa, iż jest to właśnie ten mitologiczny antysemityzm. Wychodzi na to też, że Żydzi o sobie rozliczne prawdy mogą ujawniać, patrząc się na resztę ludzkości, jak na przymulonych tłumoków. Z kolei, jeśli jakiś konserwatysta albo narodowiec opisałby to wszystko, stałby się z miejsca wrogiem publicznym numer jeden, któremu poświęcać należy godziny nienawiści.

Powinniśmy zatem skończyć z tym dziwnym prawodawstwem łechtającym Żydów. W państwie nie może być tak, że jakakolwiek mniejszość etniczna jest uprzywilejowana. Z tym kłamstwem oświęcimskim to jest tak, jakbyśmy dawali Żydom fory w przyjmowaniu ich na uczelnie w postaci dodatkowych punktów lub korzystnych przeliczników. Identyczna sytuacja. Dlatego takie prawo powinno zostać zniesione. Tak samo nie powinno blokować się publikacji uznawanych za antysemickie - jak na przykład Mein Kampf, ewentualnie nie sprzedawać ich osobom nieletnim. Skoro Żydzi mogą to o sobie pisać, to dlaczego my nie możemy o nich? Ale, niestety, polityczna poprawność, internacjonalizm i multikulturalizm chyba wyżarły ustawodawcom resztki rozumu.