Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pornografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pornografia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 sierpnia 2008

O UPR z punktu widzenia dawnego zwolennika

Dnia 21 października zeszłego roku oddałem głos na Ligę Prawicy Rzeczypospolitej. Co prawda, był to twór dosyć mocno eklektyczny, ale liczyłem, że może wejść do Sejmu z poparciem rzędu 7-8%. Tak się nie stało. Poparcie wyniosło 1,7% - wówczas nie liczyłem, że może być aż tak słabo. Przyznam się bez bicia: byłem zwolennikiem drobnej liczącej 500 osób kanapy o nazwie Unia Polityka Realna. Swojego czasu nawet chciałem tam się zapisać; wówczas jednak się rozmyśliłem. A teraz mi to przeszło na amen. Wyżej napisałem jasno, że byłem. Przyczyny tego stanu rzeczy są następujące. Wynikało to po prostu z krytycznej analizy części punktów programu tej partii, które wydają się albo wręcz futurystyczne, albo wzajemnie się wykluczające. I taka jest prawda. Mogą sobie zatwardziali zwolennicy UPR wmawiać różne rzeczy, a co poniektórzy z pewnością już w to uwierzyli. Niestety, tak po prostu jest. Zastanawiące jest również, że członkowie UPR określają siebie mianem konserwatystów albo konserwatywnych liberałów. Nie wiadomo, czy powinni, ale o tym będzie dalej. Niżej postaram się opisać wnioski, do jakich doszedłem, analizując program UPR.


Kwestie gospodarcze.

Problemy związane z gospodarką UPR zawsze stawia na pierwszym miejscu, zapominając przy tym, że prawicowość jest pełną wizją świata, a nie samym wolnym rynkiem. Tego tylko i wyłącznie nie można uznawać za determinant przynależności do prawicy. Wówczas musielibyśmy uznać za szczyt prawicowości taką Ayn Rand (właściwie Alissę Zinowjewnę Rosenbaum), która wymyśliła obiektywizm, popierała aborcję, eutanazję, ogólne zdziczenie i zepsucie społeczeństwa, a do tego była wojującą ateistką. Dla mnie dla takiej osoby niezależnie od poglądów gospodarczy sunie się tylko jedno określenie, a mianowicie słówko lewak. A dla wielu członków UPR z samych względów gospodarczych należy uznać ją za przedstawiciela skrajnej prawicy i ustawiać w jednym rzędzie z ultrakonserwatystami typu Pinocheta czy Franco. Same kwestie ekonomiczne prawicowości nigdy nie determinowały. Prawica jest intelektualną formacją, która jest konserwatywna obyczajowo i liberalna gospodarczo, a cała reszta nie spełniająca tych kryteriów jest lewicą. Może podział tego typu jest manicheistyczny, binarny, ale bardzo dobrze podkreśla pewien istotny fakt. Mając scenę polityczną, to mamy tak naprawdę dwa obozy.

UPR jest wrogiem etatyzmu i welfare state. Tutaj bardzo dobrze i trzeba za to tą partię pochwalić. Przecież ubezpieczenie powinno być dobrowolne, służba zdrowia prywatna, a przymus szkolny zniesiony. Wówczas byłoby lepiej, ponieważ podmioty prywatne wykonałyby wiele rzeczy znacznie lepiej i taniej niż państwowy monopolista. Poza tym można by ograniczyć ten przerost fiskalny. Również gros regulacji należy poznosić, bo tylko utrudniają rozwój przedsiębiorczości. Jednakże tutaj nie można popadać w przesadyzm. UPR chce totalnej prywatyzacji, nie dostrzega, że pewne gałęzie przemysłu mają znaczenie strategiczne i czy chcą, czy nie chcą państwo nie może ich wypuszczać. Inaczej może się to dla nas skończyć uzależnieniem od Rosji i polityką całkowicie sterowaną zza murów Kremla. Oczywiście w UPR tego nie są w stanie pojąć, że na kilkanaście do kilkudziesięciu lat wciągnęli by kraj w ciężkie tarapaty i uzależnienie od Matuszki Rassiji. Część UPR popada już w polityczny futuryzm, który opisałem w swoim poprzednim tekście, o nazwie libertarianizm. Sugerują oni, iż państwo można kompletnie rozbroić oraz uzależnić od większych graczy na scenie politycznej, którzy już ich potem wytemperują. Uzależniony od rosyjskiej ropy i gazu w pełni, JKM tańczyłby jak zagra mu Kreml. Jeżeli jakiś batiuszka Putin czy Miedwiedew stwierdziłby, iż należy wykastrować połowę Polaków, to on by musiał się na to zgodzić. Nie miałby innego wyjścia. UPR kompletnie nie rozumie przy tym, na jakich fundamentach opiera się potęga państwa, a nie tylko na ekonomicznych, bo również militarnych i terytorialnych. Jeśli chce się być wojskową potęgą, to nie można przecież całego sprzętu kupować od Niemców i Amerykanów. Tak samo, jeśli chce się mieć jakieś roszczenia terytorialne, to trzeba być energetycznie niezależnym. Teoretycznie takie państwo rodem z marzeń wielu upeerystów mogłoby zostać bardzo szybko podbite i wchłonięte przez sąsiadów.

Komuniści i wiele odłamów skrajnej lewicy przeginają w jedną mańkę, czyli nacjonalizacja wszystkich środków produkcji. UPR poszedł w drugą stronę i osiągnął taki sam poziom futuryzmu i utopijności.


Akt drugi: obyczajowość i problemy społeczne

UPR wykazuje wiele elementów konserwatywnych w swoim programie jak na przykład totalny zakaz aborcji (niezależnie od przyczyn zajścia lub powikłań w trakcie ciąży), sprzeciw wobec eutanazji, możliwość posiadania broni palnej, kara śmierci za najcięższe przestępstwa. To są postulaty typowo konserwatywne obyczajowo. Swój konserwatyzm UPR bardzo mocno podkreśla, co widać chociażby po poglądach Janusza Korwin-Mikkego dotyczących kobiet. Ale w innych przypadkach propozycje zgłaszane przez UPR są skrajnie liberalne obyczajowo, widać to chociażby w tym przypadku:



Co więcej, nie patrzy się tutaj na to, jaka jest dynamika zmian ilości narkomanów po legalizacji i przed. Na przykład w Holandii ilość palących marihuanę nie spadła. Przyjrzyjmy się innemu przykładowi, a mianowicie Kalifornii. Tam też ta przysłowiowa trawka jest dozwolona i przy płatnej służbie zdrowia oraz braku obowiązku posiadania jakiegokolwiek ubezpieczenia narkomania się szerzy. Widać, że legalizacja tak naprawdę prowadzi tylko do tego, że ilość narkomanów rośnie. W takim wypadku pozostaje zatem wariant malajski - jak to od jakiegoś czasu określam, czyli kara śmierci albo dożywotniego pozbawienia wolności za posiadanie narkotyków. I nie ma tutaj rozróżnienia na to, czy są miękkie czy twarde, ten podział jest bardzo ogólnikowy. Wszystko zależy od indywidualnej pobudliwości uwarunkowanej genetycznie. To jest tak samo z alkoholem, jednego powali piwo, a innego nie ruszy pół litra wódki. Identyczny przykład stanowią narkotyki. Przynajmniej UPR jest konsekwentny pod tym względem, że nie opowiada się za legalizacją tylko i wyłącznie marihuany, grzybów halucynogennych czy LSD. Ale z drugiej strony ci ludzie zachowują się tak, jakby nie wiedzieli, że narkomania będzie się szerzyć w społeczeństwie, niezależnie od tego, jaki będzie preferowany model ekonomiczny - czy państwo opiekuńcze, czy liberalizm gospodarczy. Co więcej, ma to dużo wspólnego z zapowiedziami architektów nowego socjalistycznego świata o otępianiu społeczeństwa. Masami ogłupionymi przez narkotyki łatwiej jest następnie manipulować. Legalizację tychże zatem można porównywać z użyciem broni psychochemicznej.

UPR również, co zadziwiające wśród prawicy, popiera również prostytucję. Czy zdaje sobie przy tym ze wszystkich społecznych inklinacji takiego posunięcia? Jakoś tam, gdzie sutenerstwo jest legalne, rośnie ogólnie przestępczość, co potwierdza niechlubny casus Holandii. I to nie tylko seksualna. Poza tym, czy oni sobie wyobrażają, jaki to będzie miało wpływ na społeczeństwo, które oni rzekomo tak bardzo chcą konserwować? Przecież to rozłoży rodzinę, a potem zawali się cała społeczność. Nie bez znaczenia jest również możliwość roznoszenia się AIDS, a przez to spadek liczebności populacji. Poza tym z prostytucją związane są gałęzie czarnego rynku - między innymi podziemie aborcyjne. Jak taka kurtyzana zajdzie w ciąże, to znajdzie sposób, żeby się wyskrobać - albo zrobi to jakiś znajomy lekarz, albo użyte zostaną do tego przemycane przez feministki pigułki wczesnoporonne, albo leki, których ubocznym skutkiem może być poronienie. Poza tym na legalizacji prostytucji zarobią producenci środków antykoncepcyjnych wszelkiego typu, więc gdzie tu konserwatyzm. To jest najszybszy sposób, żeby zniszczyć konserwatywne społeczeństwo. Przecież konsekwencją prostytucji ergo wolnego seksu, jest łatwiejszy dostęp do antykoncepcji, a w finalnym efekcie legalizacja aborcji.

Wyżej wymienione obydwie propozycje UPR - zarówno legalizacja narkotyków jak i prostytucji - najprawdopodobniej nie doprowadzą do konserwowania się pewnych norm cywilizacyjnych, ale wytworzą raczej społeczność postmodernistycznych hedonistów jak z Nowego wspaniałego świata Aldousa Huxleya. Tam wyższe klasy jak chociażby Alfy zadowalały się narkotykami i seksem. Z tym więcej mają wspólnego upeerystowskie propozycje niźli z zoologiczną prawicowością. Poglądy UPR są w tej kwestii wewnętrznie sprzeczne. Podobne propozycje wysuwał nieświętej pamięci LiD, a prawicy nie wypada chyba zniżać się do takiego rynsztoka.

Dalej, skoro UPR mówi, że jest wręcz ultrakonserwatywny - takie określenia czasem padają, to dlaczego nie sprzeciwia się pornografii? Przecież we wszystkich krajach stwierdzono dodatnią korelację między łatwością dostępu do tego typu materiałów, a ilością przestępstw seksualnych. Pragmatycznym posunięcięm byłaby więc całkowita delegalizacja pornografii proponowana chociażby przez Prawicę Rzeczypospolitej. Ale cóż, Korwin może sobie na swoim blogu nazywać to moralną zgnilizną, ale sobie nic wielkiego z tego nie robi. To dlaczego nie proponuje, aby z tym walczyć? Dlaczego nie zauważa tego problemu?

Następna rzecz to podejście UPR do szkolnictwa. Zakłada, że szkoły winny być prywatne - tutaj zgoda, ale że program ma być układany przez nie. A zatem teoretycznie jakaś szkoła podstawowa mogłaby być kinem, gdzie puszczano by hard porno ze spożywaniem odchodów, biczowaniem, torturami... normalnie 120 dni Sodomy, a państwo nie miałoby nic do tego. To co to za konserwatyzm upeerowski, jak z koziej sempiterny trąbka w tym zakresie. Owszem, prywatyzacja szkolnictwa powinna nastąpić, ale państwo nie powinno całkowicie wypuszczać tej dziedziny z ręki. Programy nauczania, mimo wszystko, winny być układane centralnie. Czasem JKM mówi, że najlepsze szkoły to dysedukacyjne. Tutaj ma rację, do tego należy wrócić. A takie nie wiadomo co, że szkoły mogą sobie układać programy, jak sobie tylko zażyczą, to na dłuższą metę może doprowadzić do kompletnego zezwierzęcenia społeczeństwa, wziąwszy chociażby pod uwagę wymieniony wyżej casus.

W przypadku obyczajowo-społecznych problemów warto również zwrócić uwagę na ciekawe podejście partii prawdziwie prawicowej do armii. Otóż, zakłada ona, że wojsko ma być w pełni zawodowe. Ależ przepraszam bardzo... jak przyjrzymy się na historię to we wszystkich zdrowych państwach, czy to starożytny Rzym w okresie najlepszego rozwoju, czy to współczesna Szwajcaria, to przymusowy pobór do wojska był. Nawet w tak lewackim społeczeństwie jak niemieckie każdy mężczyzna musi rok po szkole odsłużyć w armii, bo inaczej nie znajdzie zatrudnienia. A tutaj taka propozycja! Chyba prawica powinna zwracać uwagę na to, że mężczyzna powinien nim być, tak samo z kobietami, a nie dawać takie dziwne propozycje, które prowadzą do tego, że samce Homo sapiens niewieścieją, a samice tego gatunku nabierają cech męskich. Zawodowa armia, owszem, ale tak z pół miliona, i to wojsk lądowych i marynarki, a poza tym poborowi.

Następna ciekawostka: UPR nie widzi kraju, z którym mógłby zawiązać sojusz w razie wygranej w wyborach parlamentarnych. Żeby było jeszcze ciekawiej, nie ma takiego nawet w świecie alternatywnym typu Śródziemie Tolkiena. Psioczy za to - i bardzo słusznie - na Unię Europejską. Ale kraj typu Polska powinien myśleć o zawarciu jakiegoś strategicznego sojuszu, chociażby biorąc pod uwagę kalkulacje geopolityczne i wyciągając wnioski z tysiąca lat naszej historii. Póki co, nikt w UPR takich analiz nie przeprowadził.


A na zakończenie...

Unia Polityki Realnej miała szansę stać się jednym z normalniejszych ugrupowań w Polsce. Niestety - i to trzeba przyznać z przykrością sama nałożyła sobie pętelkę na szyję - popadając w sprzeczności (jak w przypadku kwestii obyczajowych) oraz gospodarczy futuryzm. Na własne życzenie uległa marginalizacji. Prowadząc nieudolną politykę kadrową, JKM pogrążył to ugrupowanie jeszcze bardziej. Od czasu do czasu psioczy, że pogrążenie UPR jest wynikiem spisku. Ale kto by się przyjmował taką partią, gdzie połowa to są utopiści i sami wielbiciele dwójki publicystów - konkretnie Korwina i Michalkiewicza. Gdyby UPR miał tak 20% poparcia, to wyliby, jaki to jest straszny. A tak, to co? Nie ma co się przejmować - myślą sobie pewnie, UPR jest traktowany podobnie jak NOP (z którym w 1997 roku razem startował w wyborach parlamentarnych), czyli jako plankton.

Wniosek może być przewrotny, ale po tylu upadkach i sięgnięcia dna UPR nie powinna wspierać leseferyzmu ekonomicznego, tylko winna zacząć czynić to w przypadku utopijnego socjalizmu...

piątek, 25 lipca 2008

Przyczynek do socjocybernetyki: jak ogłupiać społeczeństwo?

Znany klasyk Frederick Bastiat powiedział swojego czasu, iż w społeczeństwie różne grupy walczą o supremację oraz o możliwość wykorzystywania innych. Rzecz jasna, w tym względzie trzeba mu przyznać rację. Są różne grupy o lewicowym zabarwieniu, jakie chcą przejąć władzę nad całym społeczeństwem. Obłudnie jeszcze oni mówią, iż dają nam więcej wolności. Jakieś 99,9% lewicy wierzy w to, że walczy o nią - jak już wielokrotnie podkreślałem to są tzw. pożyteczni idioci. W rzeczywistości ci wszyscy lewacy prowadzą do tego, że jesteśmy stadem bezwładnych zombie, którymi oni mogą kierować według życzenia. Mogą nas pchać w stronę międzynarodowego socjalizmu. Sterują nami jak kukiełkami. Jak to się dzieje?

W niniejszym tekście pozwolę sobie dokonać pewnego przyczynku do socjocybernetyki. O ile klasyczna cybernetyka zajmuje się procesami sterowania w maszynach, biocybernetyka - w organizmach żywych, to socjocybernetyka - analizuje tego typu procesy, ale w skali ludzkich społeczeństw. Jak spojrzymy na tą kwestię z cybernetycznego punktu widzenia, to mamy do czynienia tam z identycznymi procesami co w układach elektronicznych czy systemach nerwowych, a mianowicie szeregami czasowymi, sprzężeniami zwrotnymi, gestaltem oraz układami samoorganizującymi się. Dodam, że do modelowania można wykorzystywać identyczne metody cybernetyki matematycznej. Społeczeństwo można zatem z czysto teoretycznego punktu widzenia traktować jak maszynkę, którą można sterować, panując nad odczuciami poszczególnych osób. Teraz pytanie, a jak to się dokonuje?

Lewica niejednokrotnie twierdzi, że to konserwatyści dążą do ogłupiania społeczeństwa, postulując na przykład prywatyzację szkolnictwa oraz zniesienie obowiązku posyłania dzieci do szkoły. Problem w tym, że to jest zarzut bezpodstawny, bo jak będzie konkurencja na wolnym rynku, to ceny usług edukacyjnych będą nawet tańsze niż obecnie. Poza tym ogłupiać ma sam sposób myślenia w kategoriach konserwatywnych poprzez zawężanie obrazu świata i jego widzenie w rzekomo czarno-białych barwach. A teraz się zwróćmy uwagę na kilka aspektów. Zazwyczaj społeczeństwa degenerowały, gdy odrzucały wartości swoich przodków i pogrążały się w hedonizmie. Pokazuje to chociażby casus starożytnego Rzymu. Od razu został zahamowany wszelki postęp naukowo-techniczny, a państwo zostało w końcu zniszczone przez Germanów. A teraz: czy nie dostrzegamy, że od kiedy lewica stała się dominującą siłą na świecie, to wszelki postęp wyhamował? Mamy tutaj dodatnią korelację.

Tak więc, jaki z tego mamy wniosek. Kto ogłupia społeczeństwo? Oczywiście, że lewica. A teraz przeanalizujmy wszystkie techniki, jakie ta formacja wykorzystuje, aby mieć społeczeństwo niewolników.

Aby móc sterować społeczeństwem z taką samą łatwością jak samochodem, należy zadbać o to, żeby ludzie za dużo nie myśleli. A jak to się robi? Po prostu należy się tutaj grać na najniższych popędów człowieka, między innymi do libido. Przy okazji winno się zadbać, aby ludzie jak najwięcej myśleli o seksie, ale nie w celach reprodukcyjnych, tylko żeby nauczyli się go traktować jako przyjemność. To już bardzo dużo daje, ponieważ czas, który normalnie ludzie poświęciliby na wymyślenie czegoś konstruktywnego, zostanie spędzony na myśleniu właśnie o tego typu czynnościach. Władza zyskuje przy tej okazji bardzo wielki atut: uchodzi w świetle społeczeństwa za bardzo prowolnościową i tolerancyjną. Z drugiej strony wie, że maleje potencjalna ilość jej konkurentów, ponieważ ludzie myślą, jak zaspokoić swoje libido. Krytycyzm społeczeństwa zostaje zatem ostudzony. A jak sprawić, aby ludzie zaczęli myśleć w kategoriach wyłącznie hedonistycznych? Z punktu widzenia lewicowych inżynierów społecznych nie jest to wcale takie trudne. Najpierw należy zalegalizować pornografię. To jest pierwszy etap. Wówczas w społeczeństwie rozwinie się kult pięknego ciała, w związku z tym młodego. Następuje modyfikacja sposobu myślenia - i to w skali ogólnospołecznej. Przy okazji rośnie ilość przestępstw na tle seksualnym, ale to mniejsza z tym. Inżynierów społecznych to nie obchodzi. Następuje swoiste zdziecinnienie całości społeczności, a w związku z tym dalsza zmiana percepcji. Seks zaczyna być odbierany jako przyjemność, a nawet sport. Oswald Spengler w swoim Zmierzchu Zachodu był prorokiem. Napisał on, iż czeka nas faza cywilizacji Erosa oraz zdziecinnienia. To się właśnie dzieje na naszych oczach. No i cóż, ideałem przestał być człowiek inteligentny i zaradny, a stał się człowiek młody niezależnie od zawartości głowy.

Co obok pornografii warto wspierać i bronić? Rzecz jasna wolny seks. Umożliwi on dekonstrukcję rodziny i dalsze traktowanie czynności związanych z rozrodem jako przyjemności. W tym zakresie należy również wspierać wszystkich seksualnych dewiantów, jacy tylko istnieją - homoseksualistów, a wkrótce również poliamorystów, pedofili i zoofili. Z punktu widzenia lewicy rodzina jest pewną formą niezależności, a tą należy zwalczać, więc jak to się robi. Promuje się wolny seks bez żadnych zobowiązań. W efekcie, jeżeli zwalcza się rodzinę, to rośnie atomizacja społeczeństwa. Zagubieni ludzie chętniej się poddają woli lewicowej władzy, która obiecuje coraz więcej rzekomej wolności bez żadnej odpowiedzialności. Opór wobec niej maleje.

Jeśli się sprawi, że ludzie gros czasu będą poświęcali na myślenie o kopulacji, to ludzie nie pomyślą nawet o wielu innych rzeczach. Wynika to po prostu z piramidy potrzeb Maslowa. Takie sprawy, jak jedzenie czy reprodukcja mają większy priorytet niż na przykład kombinowanie, jak tu obalić lewacką władzunię. Jednak to lewicowym inżynierom społecznym nie wystarcza. Oni dążą do uczynienia ludzi istnymi zombie. W tym celu legalizuje się narkotyki. Znamienna natomiast wydaje się walka z tytoniem. Ten, owszem, uzależnia, ale nie wywołuje tak silnych zmian osobowości jak wiele substancji narkotycznych. Przecież nikt mi nie powie, że np. marijuana nie wywołuje zaburzeń w postrzeganiu rzeczywistości. Podobnie rzecz ma się w przypadku grzybów halucynogennych. Lewactwo mówi nam, że legalizacja ma posłużyć ograniczeniu ilości narkomanów. W rzeczywistości ich ilość ma rosnąć, aby po pewnym czasie mieć społeczeństwo kompletnie otępiałe i całkowicie bezkrytycznie podchodzące do wielu kwestii. Narkotyki mają mieć podobne zadanie jak soma w Nowym wspaniałym świecie Aldousa Huxleya. To jest czynnik zniewolenia, a nie żadnej wolności. Skrajni socjaliści, jak chociażby pedofil Bertrand Russel, uważali, iż należy nawet dodawać rtęć do szczepionek, aby uczynić ludzi głupszymi. Z punktu widzenia władzy bilans legalizacji narkotyków jest bardzo korzystny. To jak użycie broni psychochemicznej. Lewacka władza już wie, że ludzie nie podniosą na nią ręki.

Dochodzi obok tego tutaj jeszcze jeden aspekt związany z tym, o czym wyżej była mowa. Kwestie aborcji i eutanazji. Mało kto podchodzi do tego, jako możliwości ogłupiania społeczeństwa, ale jednak. Przecież aborcja prowadzi w stosunkowo krótkim czasie do przetrzebienia klasy średniej, która jest głównym czynnikiem rozwoju państwa. W efekcie, po pewnym czasie zamiast mieć społeczeństwo wieloklasowe, mamy takie z tylko dwoma grupami, u góry cała ta lewacka kamaryla, a u dołu ludzie, którzy nawet nie wiedzą specjalnie, co się wokół nich dzieje. A eutanazja? W dawnych czasach ludzie starsi byli skarbnicą wiedzy i mieli w społeczeństwie autorytet. A teraz marksizm kulturowy doprowadził do tego, że są przezeń traktowane jako balast. Wychodzi na to, że człowiek ma się urodzić, jeżeli mu się pozwoli na to - rzecz jasna, potem ma tylko jeść, wydalać i cudzołożyć, a jak do tego będzie już niezdatny, czy to na skutek wieku, czy wypadku, to ma popełnić wspomagane samobójstwo. Ergo: eutanazja ma niszczyć związki między pokoleniami oraz przyczyniać się do dalszego rozpadu rodziny. Jaki jest z tego dalszy wniosek: oczywiście niszczenie wszelkich form niezależności, co sprzyja dalszemu otępianiu społeczeństwa.

Mamy jeszcze jeden bardzo istotny czynnik, dzięki któremu społeczeństwo można czynić głupszym. A mianowicie odpowiedni system edukacji, który nie uczy logicznego myślenia. Człowiek, opuszczając szkołę, jest niedouczony i nie może dokonać najprostszego wnioskowania na temat otaczającego go świata. Staje się zatem mniej odporny na propagandę i nie jest w stanie dostrzec swojej niewolniczej pozycji odartej z wszelkiej duchowości, a zredukowanej tylko do biologii. Jeżeli chce się mieć społeczeństwo niewolników, należy ze szkół wypuszczać wykształciuchów. Łatwiej wtedy siać zamęt w populacji; ludzie są skłonni uwierzyć we wszystkie głupoty, jakie im się wciśnie. Jeżeli lewacy zdecydują się na przykład wszczepić wszystkim chipy pod skórę, to skołowany lud uzna, że to w trosce o jego bezpieczeństwo.

Na naszą niekorzyść lewactwo świetnie opanowało socjocybernetykę. Ludziom naprawdę wydaje się, że mają więcej wolności niż kiedyś, że mogą robić pewne rzeczy, jakie dawniej były zabronione. Ale tak nie jest. Co więcej, uważają, że obecnie stosowane regulacje, jak fotoradary, kary za przekraczanie prędkości na drodze... że to wszystko jest dobre. Taka prawda. Społeczeństwa są coraz bardziej lewicowe i traktują to, co się z nimi robi, że to ku lepszemu jutru. Sprawdza się przy tym myśl Davili: Być lewicowcem, to traktować zwiastuny katastrofy, jako pomyśloności. Lewicowi inżynierowie społeczni, nieliczna pośród lewactwa kasta uświadomionych, być może nie wiedzą, że jak z pragnienia władzy zniszczą dorobek cywilizacji Zachodu, to być może sami na siebie sprowadzą koniec.