To stwierdzenie jest bardzo smutne, ale przy okazji prawdziwe. Prawica w obecnych czasach została zmuszona do przepraszania za swoje istnienie. Przy każdej możliwej sytuacji druga strona, czyli lewizna wszelkiego sortu, obrzuca ją błotem w postaci różnych wyzwisk. Takie klasyczne stanowi tropienie "faszyzmu" i "totalitaryzmu" po stronie prawicy przez bunkier z Czerskiej. Oni to sobie bardzo upodobali. Tak samo, gdy człowiek o prawicowych poglądach powie coś, co im nie odpowiada, zostanie od razu frontalnie zaatakowany. Lewica natomiast wprost może sobie mówić, że aborcja i eutanazja służy ograniczaniu liczebności chwasta o gatunkowej nazwie Homo sapiens. Pies z kulawą nogą tutaj nie reaguje. Jedynie nieliczni mający łatkę oszołomów piszą, że a to coraz dziwniejsze przepisy budowlane, a to coraz wyższe podatki, że kształt ogórka czy banana urzędowo regulowany. Jakoś ludzie tego nie widzą, zapominają bardzo szybko anatemy rzucane pod adresem biurokracji...
Takie są niestety uroki demokracji z jednej strony. Poza tym lewicowa "argumentacja" z reguły jest bardzo prymitywna i sprowadza się do słów-wytrychów. Dla lewicowca najczęściej dyskusja kończy się przypięciem łatki oraz dyskredytacją przeciwnika. To ma sugerować usunięcie jego poglądów z publicznej dyskusji przez zasugerowania głoszenia totalitaryzmu lub wyśmianie jako zaścianka. Argumentacja ta nie ma nic wspólnego z logiką. Stanowi najczystszej wody erystykę. Ilekroć miałem się okazję o tym przekonać, pisując jeszcze na niesławnym Shalomie24, kiedy to druga strona rzucała tak naprawdę pewnymi hasełkami, traktując je jak pojęcia pierwotne.
Mamy tutaj do czynienia jeszcze z zaburzeniem wręcz psychopatologicznym. Okazuje się, że lewica cierpi na atrybucje i projekcje. Przenosi swoje grzechy na drugą stronę. Nie mówię już tutaj o takich chwytach, że na przykład ludzie nie dorośli. Tak do tej pory bowiem mówi się o komunizmie, wytyka się również cechy charakterologiczne budowniczych tego systemu w różnych częściach świata. Tu chodzi o coś zgoła odmiennego. Lewica bowiem pisząc o "faszyzmie", "totalitaryzmie" et tutti quanti widzi drugą stronę lustra.
Jak to się stało, że na przykład nazizm obecnie uchodzi za skrajną prawicę? To przecież intelektualne szalbierstwo, które dostrzec może co bardziej inteligentny uczeń szkoły średniej. Zasiadając jeszcze w szkolnej ławie, zastanawiało mnie na przykład, jak to jest, że komunizm to lewica, a nazizm to prawica, kiedy są one niemalże identyczne. Podręcznikowa definicja prawicy mówi, że to światopoglądowy konserwatyzm i wolna gospodarka. Pogląd skrajnie prawicowy powinien się zatem cechować ultrakonserwatyzmem i ultrakapitalizmem w jednym. A czy taki jest nazizm? Przecież to był system antykatolicki. Hitler po wygranej wojnie planował się rozprawić z katolicyzmem. Trzecia Rzesza i ZSRR były pierwszymi państwami na świecie, które zalegalizowały aborcję na życzenie. W 1934 roku depenalizacji uległa eutanazja. Również naziści organizowali koedukacyjne, mocno zakrapiane imprezy dla młodzieży, podczas których dochodziło do aktów płciowych. A gospodarce już mówić nie wypada, bo to klasyczne ręczne sterowanie. Pierwotny program zakładał nacjonalizację trustów. Biorąc pod uwagę samego Hitlera - wegetarianina, okultystę, bardzo pasowałby do New Age. Nazizm powinien zatem się podobać współczesnej lewicy. Z prawicą to nie ma nic wspólnego, tylko na siłę jest doń przyszywane przez lewicowych propagandystów.
Mamy jeszcze kwestię faszyzmu po drodze, który też jest uważany dziwnym trafem za skrajnie prawicowy. A przecież to masowa wizja społeczeństwa, pogląd posklejany z różnych wątków. Przecież Mussolini był zwykłym socjalistą! Wykorzystał tylko rewanżystowskie nastroje w społeczeństwie. Mieszanie faszyzmu do prawicy to też kolejny wymysł lewicowej propagandy.
Inną atrybucją jest totalitaryzm. Jakoś dziwnie się składa, że twórcami systemów totalnych byli lewicowcy. Kim byli Hitler, Stalin, Lenin, Mao? Wspomniałem wyżej nazizm. Totalitaryzm to produkt socjalizmu. Ten ostatni wręcz musi się w pewnym momencie stoczyć w tego typu system. Przecież jak mamy państwową służbę zdrowia, to w końcu musi się zacząć selekcja, kogo wykończyć, a komu pozwolić żyć; jak tam notoryczny brak pieniędzy, to czego się spodziewać. Tak samo z państwowymi ubezpieczeniami. Państwowa edukacja powoduje, że wszyscy są kształceni jednakowym programem. Jej finalnym skutkiem jest, że nie liczą się umiejętności, tylko jakiś papierek wystawiony przez państwo. Przez rozrost jego organów prawo ulega daleko idącej komplikacji. Świętej pamięci Kisiel mówił, że socjalizm walczy z problemami nie istniejącymi w innych ustrojach. Tak też się dzieje. Rośnie ilość przepisów prawnych, a przy okazji biurokracji. Jak można zatem nie zakładać, że socjalizm jest wstępną fazą rozwoju systemu totalitarnego?
Tak się składa, że atakując prawicę, lewica przegląda się w lustrze. Ta druga strona w oczach propagandzistów jest przerażająca, trzeba więc te grzechy na kogoś zrzucić. No i tak się robi. Kozłem ofiarnym okazuje się tutaj prawica zmuszona do przepraszania za swoje istnienie przez lewackich ideologów. Trzeba zatem postawić pytanie, jak długo taki stan rzeczy będzie się utrzymywał?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowa-wytrychy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowa-wytrychy. Pokaż wszystkie posty
sobota, 5 grudnia 2009
Druga strona lustra
Etykiety:
atrybucja,
faszyzm,
lewica,
nazizm,
prawica,
psychopatologia,
słowa-wytrychy,
socjalizm
wtorek, 6 października 2009
Mordercy staruszków
Pewne rzeczy uchodzą za niepodważalne i oczywiste. Wryły się ludziom wręcz w podświadomość i oni nie potrafią sobie wyobrazić, jak wyglądałoby życie, gdyby one nie istniały. Doskonałym przykładem jest przymus edukacyjny czy szczepień. Negowanie tych kończy się posądzeniem o oszołomstwo. Interlokutorzy z reguły twierdzą, że z zaświatów powróciłaby czarna ospa oraz że panowałby analfabetyzm na poziomie 80%. Nie mówię już tutaj o argumentach na bazie Zeitgeist, że pewnych rzeczy są konsekwencją rozwoju we wszystkich płaszczyznach. Innym ewidentnym przypadkiem jest pewna państwowa instytucja wywodząca się jeszcze z czasów sanacji. To nic innego jak ZUS. Nie trzeba mówić iloma przekleństwami jest ona obrzucana przez każdego pracującego obywatela. Również sam akronim został rozwinięty na wiele sposobów - exemplum Zakład Udręki Społecznej lub Zakład Utylizacji Szmalu. Fakt, buduje sobie piękne budynki - w zasadzie pałace - wyłożone drogimi granitami. Jednego urzędnika w tej instytucji utrzymuje aż dziesięciu płatników. Otrzymywane zeń emerytury są głodowe. Legendarna stała się również samowolka tamtejszych urzędników; człowiek, który przyszedł o kulach do nich, nie otrzymał zasiłku pielęgnacyjnego. Powód: przecież dotarł o własnych siłach, więc wysoce prawdopodobne, iż nie jest on mu potrzebny.
Czy zatem ZUS musi istnieć? Moim zdaniem należałoby podzielić tego państwowego ubezpieczyciela na kilka mniejszych, które następnie uległyby prywatyzacji. Trzeba przypomnieć konserwatywną wykładnię państwa - jest ono od tego, żeby zapewniać bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, egzekwować i stanowić prawo, no i zajmować się podstawową infrastrukturą. Do takiego stanu rzeczy powinny dążyć wszystkie siły prawicowe. A tymczasem co my mamy? Nikt poza takim drobnym UPR (bardziej opiniotwórczym środowiskiem niż partią) czy pewnymi niezależnymi obserwatorami nie chce zrobić z ZUS porządku. Polityczny główny nurt przyjmuje w tej sprawie status quo tak jak w przypadku kopalń. Traktowane to jest jak śmierdzące jajko, którego nie należy ruszać. Te partie jak ognia obawiają się pewnych społecznych niepokojów, jakie mogłyby usunąć je z parlamentu. Z drugiej strony taki ZUS czy inna państwowa firma jest bardzo dobrym miejscem, żeby umieszczać tam znajomych królika. Po co zatem go prywatyzować? Więcej, taki postulat jest odbierany przez nich jako pozbawianie gaży swoich partyjnych kolegów!
A teraz wykonajmy taki eksperyment myślowy. Jakimś cudem do władzy dochodzi prawicowa par excellence partia polityczna. Również dziwnym trafem ma tyle miejsc w parlamencie, że może rzeczywiście coś zdziałać. Przechodzi ona również do działania. Zaczyna likwidować wszystkie instytucje państwa opiekuńczego. W końcu przychodzi kolej na ZUS i inne ubezpieczenia społeczne. Co się wówczas dzieje?
Nagle odżywają wszystkie środowiska lewicowe, dwoją się i troją, żeby ludzi przekonać do swojego stanowiska. Ponieważ ta niedobra prawicowa władzuchna chce sprywatyzować ZUS, NFZ, KRUS itd., to jaki wyciągają argument? Rządzą nami mordercy staruszków i osób niepełnosprawnych. Lewacy mówią, że ci ludzie nie są w ogóle czuli na ludzkie cierpienia. Wyciągają argumenty o socjopatii. W końcu sięgają po największy znany im kaliber, czyli kuferek faszyzmu i nazizmu. Porównują poczynania członków tej partii z nazistami. Nagle przypomina im się akcja T4 czy ustawy sterylizacyjne. Powstają reklamówki ze swastykami mające wykazywać związek postulatów hipotetycznej Partii Konserwatywnej oraz niemieckiego narodowego socjalizmu. Na światło dzienne wyciąga się faszyzm, eugenikę oraz darwinizm społeczny. Ludzie zaczynają wierzyć, że nasi prawicowcy par excellence chcą im takie rzeczy robić. Organizowane są wielkie kontrmanifestacje. Do czego zatem dochodzi? Przychodzą następne wybory, które jakiś odpowiednik Polskiej Partii Pracy wygrywa przeważającą ilością głosów. Wiadomo, że zaczynają dziać się mało ciekawe rzeczy, ale działania skrajnej lewicy to temat na porównywalnej wielkości artykuł.
Czy to jest taki nierealny scenariusz? Moim zdaniem nie. Lewica uznałaby bowiem prywatyzację ubezpieczeń społecznych za swoisty darwinizm społeczny. Nie obchodziłyby ich nic lepszej jakości usługi wykonywane przez prywatne firmy konkurujące ze sobą na wolnym rynku. Oni wyciągnęliby przypadki, że ktoś tam umrze bez emerytury lub zasiłku pielęgnacyjnego. Potem byłaby klasyczna lewicowa argumentacja ad auditorem: czy mamy dopuszczać jako społeczeństwo do tego, że niektórzy z nas nie mają szansy na godne życie? Wątek darwinizmu społecznego zostałby przez nich dociągnięty do końca. Uznaliby oni, że ta okropna prawica chce kształtować społeczeństwo ludzi pięknych, zdrowych,silnych i mądrych, a planuje brzydkich, chorowitych, słabych i głupich odizolować albo wyeliminować. Przy tej okazji pojawiłyby się nawiązania do projektów eugenicznych. Dodam, że taka argumentacja na lewicy jest bardzo często spotykana. Wiele razy w swoich tekstach powoływałem się na pamiętny występ Janusza Korwin-Mikkego we Wrześni. Miał on rację, jednak lewicowe środowiska zrobiły z igły widły. Odpowiednio zmanipulowali wypowiedź rzeczonego publicysty, więc uznano go za kryptoeugenika i darwinistę społecznego. Sam również byłem atakowany z tej pozycji przez niektórych lewicowych bądź centrolewicowych interlokutorów. Twierdzili oni, że traktuję ludzi jak zwierzęta w dżungli.
Argumentację tego typu spotykaną nagminnie u lewicowców można wyprowadzić z jednego faktu. Dla nich chadecja to centrum bądź centroprawica, konserwatyzm jest prawicą umiarkowaną, natomiast miejsce skrajnej zajmują ruchy neofaszystowskie i neonazistowskie. Takim oni operują z reguły podziałem, który jest błędny. Chadecja bowiem zeszła kompletnie na lewo, a konserwatyzm jest prawicą par excellence. Tak więc przedstawicielem ultraprawicy może zostać skrajny konserwatysta, a nie jakiś faszysta czy nazista z ogoloną czaszką. Traktowanie nazizmu i faszyzmu jako skrajnej prawicy jest jednym z największych mitów współczesności. To były ruchy lewicowe, nasi przeciwnicy ideowi odrzucają je jednak jak zgniłe jajko. Z punktu widzenia dyskusji jest to założenie bardzo trafne z ich strony. Mogą wówczas do woli porównywać poczynania prawicy do działań faszystów bądź nazistów. Z ich punktu widzenia konserwatyzm, faszyzm, nazizm to jeden zbiór, gdzie kolejne są skrajniejsze niż poprzednie.
Poza tym również prawo Godwina zakładające, że powołanie się na nazizm zamyka dyskusję, nie jest mieczem obosiecznym. Lewicowiec oskarżony o powiązania z faszyzmu automatycznie będzie się nim zasłaniać. Człowiek prawicy ma natomiast z pokorą dźwigać brzemię "faszysty" bądź "nazisty", czasami z przedrostkiem "neo-". Gdyby oni byli intelektualnie uczciwi, straciliby taki oręż. Jeżeli uznaliby faszyzm i nazizm za ruchy lewicowe, nie mogliby bez przerwy porównywać do nich prawicy. Nie jest im to w ogóle na rękę, ponieważ nie mogą dowodzić, że świnie potrafią latać. Przyznanie się, że miejsce ruchów faszystowskich i parafaszystowskich jest na lewicy, nie pozwoliłoby im stosować szeregu chwytów erystycznych.
Wracając ad rem. ZUS nie zostanie ruszony. Od razu bowiem zostaną wyciągnięte argumenty o mordercach staruszków. Media rozszarpałyby taką formację polityczną, która nawet o tym raczyłaby się zająknąć. W dodatku straciłaby ona słupki poparcia. Wybory wygrałoby jakieś lewactwo, które ruszyłoby w bój przeciwko urojonym "faszystom". No i to byłby finał... Takie są niestety prawa demokracji.
Czy zatem ZUS musi istnieć? Moim zdaniem należałoby podzielić tego państwowego ubezpieczyciela na kilka mniejszych, które następnie uległyby prywatyzacji. Trzeba przypomnieć konserwatywną wykładnię państwa - jest ono od tego, żeby zapewniać bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, egzekwować i stanowić prawo, no i zajmować się podstawową infrastrukturą. Do takiego stanu rzeczy powinny dążyć wszystkie siły prawicowe. A tymczasem co my mamy? Nikt poza takim drobnym UPR (bardziej opiniotwórczym środowiskiem niż partią) czy pewnymi niezależnymi obserwatorami nie chce zrobić z ZUS porządku. Polityczny główny nurt przyjmuje w tej sprawie status quo tak jak w przypadku kopalń. Traktowane to jest jak śmierdzące jajko, którego nie należy ruszać. Te partie jak ognia obawiają się pewnych społecznych niepokojów, jakie mogłyby usunąć je z parlamentu. Z drugiej strony taki ZUS czy inna państwowa firma jest bardzo dobrym miejscem, żeby umieszczać tam znajomych królika. Po co zatem go prywatyzować? Więcej, taki postulat jest odbierany przez nich jako pozbawianie gaży swoich partyjnych kolegów!
A teraz wykonajmy taki eksperyment myślowy. Jakimś cudem do władzy dochodzi prawicowa par excellence partia polityczna. Również dziwnym trafem ma tyle miejsc w parlamencie, że może rzeczywiście coś zdziałać. Przechodzi ona również do działania. Zaczyna likwidować wszystkie instytucje państwa opiekuńczego. W końcu przychodzi kolej na ZUS i inne ubezpieczenia społeczne. Co się wówczas dzieje?
Nagle odżywają wszystkie środowiska lewicowe, dwoją się i troją, żeby ludzi przekonać do swojego stanowiska. Ponieważ ta niedobra prawicowa władzuchna chce sprywatyzować ZUS, NFZ, KRUS itd., to jaki wyciągają argument? Rządzą nami mordercy staruszków i osób niepełnosprawnych. Lewacy mówią, że ci ludzie nie są w ogóle czuli na ludzkie cierpienia. Wyciągają argumenty o socjopatii. W końcu sięgają po największy znany im kaliber, czyli kuferek faszyzmu i nazizmu. Porównują poczynania członków tej partii z nazistami. Nagle przypomina im się akcja T4 czy ustawy sterylizacyjne. Powstają reklamówki ze swastykami mające wykazywać związek postulatów hipotetycznej Partii Konserwatywnej oraz niemieckiego narodowego socjalizmu. Na światło dzienne wyciąga się faszyzm, eugenikę oraz darwinizm społeczny. Ludzie zaczynają wierzyć, że nasi prawicowcy par excellence chcą im takie rzeczy robić. Organizowane są wielkie kontrmanifestacje. Do czego zatem dochodzi? Przychodzą następne wybory, które jakiś odpowiednik Polskiej Partii Pracy wygrywa przeważającą ilością głosów. Wiadomo, że zaczynają dziać się mało ciekawe rzeczy, ale działania skrajnej lewicy to temat na porównywalnej wielkości artykuł.
Czy to jest taki nierealny scenariusz? Moim zdaniem nie. Lewica uznałaby bowiem prywatyzację ubezpieczeń społecznych za swoisty darwinizm społeczny. Nie obchodziłyby ich nic lepszej jakości usługi wykonywane przez prywatne firmy konkurujące ze sobą na wolnym rynku. Oni wyciągnęliby przypadki, że ktoś tam umrze bez emerytury lub zasiłku pielęgnacyjnego. Potem byłaby klasyczna lewicowa argumentacja ad auditorem: czy mamy dopuszczać jako społeczeństwo do tego, że niektórzy z nas nie mają szansy na godne życie? Wątek darwinizmu społecznego zostałby przez nich dociągnięty do końca. Uznaliby oni, że ta okropna prawica chce kształtować społeczeństwo ludzi pięknych, zdrowych,silnych i mądrych, a planuje brzydkich, chorowitych, słabych i głupich odizolować albo wyeliminować. Przy tej okazji pojawiłyby się nawiązania do projektów eugenicznych. Dodam, że taka argumentacja na lewicy jest bardzo często spotykana. Wiele razy w swoich tekstach powoływałem się na pamiętny występ Janusza Korwin-Mikkego we Wrześni. Miał on rację, jednak lewicowe środowiska zrobiły z igły widły. Odpowiednio zmanipulowali wypowiedź rzeczonego publicysty, więc uznano go za kryptoeugenika i darwinistę społecznego. Sam również byłem atakowany z tej pozycji przez niektórych lewicowych bądź centrolewicowych interlokutorów. Twierdzili oni, że traktuję ludzi jak zwierzęta w dżungli.
Argumentację tego typu spotykaną nagminnie u lewicowców można wyprowadzić z jednego faktu. Dla nich chadecja to centrum bądź centroprawica, konserwatyzm jest prawicą umiarkowaną, natomiast miejsce skrajnej zajmują ruchy neofaszystowskie i neonazistowskie. Takim oni operują z reguły podziałem, który jest błędny. Chadecja bowiem zeszła kompletnie na lewo, a konserwatyzm jest prawicą par excellence. Tak więc przedstawicielem ultraprawicy może zostać skrajny konserwatysta, a nie jakiś faszysta czy nazista z ogoloną czaszką. Traktowanie nazizmu i faszyzmu jako skrajnej prawicy jest jednym z największych mitów współczesności. To były ruchy lewicowe, nasi przeciwnicy ideowi odrzucają je jednak jak zgniłe jajko. Z punktu widzenia dyskusji jest to założenie bardzo trafne z ich strony. Mogą wówczas do woli porównywać poczynania prawicy do działań faszystów bądź nazistów. Z ich punktu widzenia konserwatyzm, faszyzm, nazizm to jeden zbiór, gdzie kolejne są skrajniejsze niż poprzednie.
Poza tym również prawo Godwina zakładające, że powołanie się na nazizm zamyka dyskusję, nie jest mieczem obosiecznym. Lewicowiec oskarżony o powiązania z faszyzmu automatycznie będzie się nim zasłaniać. Człowiek prawicy ma natomiast z pokorą dźwigać brzemię "faszysty" bądź "nazisty", czasami z przedrostkiem "neo-". Gdyby oni byli intelektualnie uczciwi, straciliby taki oręż. Jeżeli uznaliby faszyzm i nazizm za ruchy lewicowe, nie mogliby bez przerwy porównywać do nich prawicy. Nie jest im to w ogóle na rękę, ponieważ nie mogą dowodzić, że świnie potrafią latać. Przyznanie się, że miejsce ruchów faszystowskich i parafaszystowskich jest na lewicy, nie pozwoliłoby im stosować szeregu chwytów erystycznych.
Wracając ad rem. ZUS nie zostanie ruszony. Od razu bowiem zostaną wyciągnięte argumenty o mordercach staruszków. Media rozszarpałyby taką formację polityczną, która nawet o tym raczyłaby się zająknąć. W dodatku straciłaby ona słupki poparcia. Wybory wygrałoby jakieś lewactwo, które ruszyłoby w bój przeciwko urojonym "faszystom". No i to byłby finał... Takie są niestety prawa demokracji.
Etykiety:
faszyzm,
lewica,
prawica,
prawo Godwina,
słowa-wytrychy,
socjalizm,
ubezpieczenia społeczne,
ZUS
poniedziałek, 6 lipca 2009
Oczy Heisenberga
Lewica cierpi na pewne projekcje. Lubi mianowicie przenosić swoje grzechy na swoich ideologicznych oponentów. Widać to na przykładzie tego, co obecnie niejednokrotnie określane jest lub kojarzy się ze skrajną prawicą. Mamy mianowicie ogolone czaszki, brunatne koszule, salut rzymski itp. Mało kto pamięta przy tej okazji, że są to socjaliści, zatem ex definitione do prawicy się nie mogą zaliczać. Przedstawieni zostali jednak jako wręcz "skrajni", a ludzie to kupują. Wobec tego nazizm, faszyzm oraz pochodne uchodzą za ultraprawicę. Nie jest to jednak jedyny taki przypadek.
Nasi ideologiczni przeciwnicy przywykli również do operowania innym argumentem. Zarzucają nam bardzo często eugeniczne zapędy. Gdy ze strony prawicy padnie krytyka szkół integracyjnych, to zaraz lewica się uaktywnia, iż dążymy do społecznej segregacji. Pamiętny był skandal we Wrześni rozpętany przez LSD i Partię Zboczonych Kobiet. Próbowali oni udowodnić, że Korwin-Mikke to zwolennik eugeniki. W sumie miał rację - to rodzice powinni decydować, do jakiej szkoły posyłają dziecko i czy w ogóle to czynią, niezależnie od stopnia sprawności bądź niepełnosprawności. Z osobistych potyczek na tle ideologicznym, to pamiętam, jak moi dyskutanci zarzucali mi traktowanie ludzi jak zwierząt w dżungli. Przy okazji mamy tutaj do czynienia z jednym z tryków stosowanych przez lewicowców w dyskusjach, a mianowicie operowaniem słowami-wytrychami. Oni uważają, że za pomocą jednego chwytliwego hasełka są w stanie zamknąć dyskusję na swoją korzyść. Czy stety czy niestety - zależy, z której strony barykady się stoi - mylą się.
W przypadku eugeniki mamy do czynienia z klasycznym przerzucaniem zgniłego jaja. Często samo sformułowanie nie pada, tylko jest traktowane jako podzbiór większego zbioru o nazwie "faszyzm" albo "nazizm". Wiadomo jednak, o co chodzi. Zacznijmy od tego, kto postulował rozwiązania eugeniczne. Bardzo często byli to socjaliści lub liberałowie. Przed rządami nazistów w Niemczech najgłośniej eugenikę popierała socjaldemokratyczna SPD. W Szwecji w 1934 roku ustawę sterylizacyjną przeforsował socjalistyczny gabinet. W przedwojennej Polsce eugenika popierana była przez środowiska, które można najkrócej określić jako postępowe, między innymi ówczesne feministki. W USA eugenizm lansowała między innymi słynna aborcjonistka Margaret Sanger. W tamtejszym ruchu eugenicznym ważną postacią był ówczesny ekologista Madison Grant. Postulował on wręcz eksterminację ludzi uznanych za niezdatnych. Postulaty dotyczące eutanazji nie są również niczym nowym. Pojawiły się one na początku dwudziestego stulecia. Już wtedy Kościół katolicki był atakowany przez środowiska postępowe za wsteczność, ponieważ się na takie praktyki nie godził.
Eugenikę również lewica stosowała. We wspomnianej wyżej Szwecji - tak, tym socjalistycznym raju - w latach 1934-1976 wysterylizowano 80 tysięcy ludzi, którym dopiero pod koniec zeszłego stulecia zaczęto wypłacać odszkodowania. Wspomnienie o wybrykach nazistów jest tutaj truizmem. Pierwszą ustawę, jaką oni uchwalili, to było prawo sterylizacyjne. Później przeprowadzana była akcja T4. Bardzo często powielanym błędem jest mówienie, że to nacjonalizm doprowadził do powstania obozów zagłady. Nieprawda - tutaj głównym motorem całego przedsięwzięcia była eugenika. Rzadko się mówi również, że pierwsza ustawa legalizująca aborcję na terenie Polski pochodzi z 1943 roku - a była ona motywowana właśnie względami eugenicznymi. Pojawiają się również czasem głosy, że komunizm nie był eugeniczny. To jest oczywista nieprawda. Lejba Dawidowicz Bronstein, znany pod artystycznym pseudonimem Lew Trocki, uważał, że aborcja wraz z przymusową sterylizacją doprowadzą w krótkim czasie do powstania radzieckiego nadczłowieka. W latach trzydziestych zeszłego stulecia przeprowadzano przymusowe aborcje i sterylizacje wśród niektórych drobnych nacji w ZSRR np. u Kałmuków i Czeczenów.
Po drugiej wojnie światowej eugenika została skompromitowana. Dla przykładu dawna Liga Kontroli Urodzeń stała się Planned Parenthood. Lewica musiała się bardzo mocno natrudzić, żeby ten cały interes ukryć pod dywanem oraz sprawić, żeby kojarzył się on z prawicą. Tutaj już wcześniej o kreację faszyzmu i nazizmu jako prawicowych ekstremizmów zadbała sowiecka agentura wpływu. W Zmierzchu Zachodu Patrick Buchanan opisał zebranie KPZR, w którym sugerowano, aby do wszystkich ideologicznych przeciwników doczepiać łatkę "faszystów". Po wojnie w przypadku nazizmu o jego skrajnie prawicową kreację zadbali sami naziści, którzy zapisywali się masowo do SPD. Część z nich tworzyła i działała również w partiach Zielonych. W NRD komuniści byli niejednokrotnie wielce zdziwieni, kiedy w aparacie państwa widzieli swoich niedawnych oprawców. Przy okazji uznania nazizmu za system skrajnie prawicowy, również poszczególne jego elementy - przynajmniej te najmocniej nagłośnione - zostały do ultraprawicy zaklasyfikowane. Eugenika trafiła więc zatem jako fragment programu do kuferka z napisem "skrajna prawica".
Lewica tymczasem z takich zamiarów w ogóle nie zrezygnowała. Obecnie często dyskutowane są projekty, które jeszcze niedawno byłyby uznane za brunatny smrodek. Przykładem jest na przykład protokół z Groeningen pozwalający uśmiercić niepełnosprawne dziecko na przykład z rozszczepem kręgosłupa. Kilka lat temu w Royal Society debatowano nad tym, czy w ogóle nie należałoby przymusowo uśmiercać noworodków z wadami rozwojowymi. O tym wszystkim jest coraz głośniej. Nie ma już tutaj odium nazizmu, tylko jest za to nowoczesność.
Istnieje grupa myślicieli określających się mianem utylitarystów. Oni proponują w ogóle inaczej zdefiniować byty osobowe tak, aby to były byty mogące uświadomić sobie ból i cierpienie. Dla nich osobą jest na przykład szympans czy prosiak, a nie jest już dziecko bezpośrednio po urodzeniu. Co oni głoszą? Oczywiście opowiadają się za aborcją i eutanazją. Do tego dochodzi jeszcze przymusowa sterylizacja czy w niektórych przypadkach przymus eutanazyjny. Mamy tutaj do czynienia z odwróceniem się historii. Na początku dziejów eugeniki postulowano najpierw sterylizację. Eutanazja czy aborcja doszły dopiero później. Teraz najpiew aborcja, potem eutanazja jako logiczne następostwo, a na koniec dojdzie przymusowa sterylizacja czy nawet niedobrowolne wyeutanowanie. Utylitaryści z Peterem Singerem na czele są zatem typowymi eugenikami.
Wspominałem wcześniej o ekologizmie. Wyznawcy proponują tutaj zupełnie, co innego. Oni dążą do ograniczenia przyrostu naturalnego. Z tego to powodu popierają aborcję, eutanazję oraz antykoncepcję. Dlaczego? Ponieważ wymyślili sobie, że optymalna liczba ludzi na Ziemi to miliard. Niektórzy wymieniają jeszcze mniejsze liczby np. 100 milionów. Ekologiści proponują pójść jeszcze dalej. Lansują na przykład politykę jednego dziecka rodem z Chin. Dodam, że takie propozycje w USA, Wielkiej Brytanii czy zachodniej Europie już wielokrotnie były zgłaszane. To oczywiście podchodzi pod eugenikę, a konkretnie pod jeden z jej postulatów, czyli neomaltuzjanizm.
Jak się czyta takie różne propozycje lewicy, to chodzi człowiekowi jedna myśl po głowie, również w związku z rozrostem socjalizmu. Czy nie obudzimy się w końcu w świecie rodem z Oczu Heisenberga?
Nasi ideologiczni przeciwnicy przywykli również do operowania innym argumentem. Zarzucają nam bardzo często eugeniczne zapędy. Gdy ze strony prawicy padnie krytyka szkół integracyjnych, to zaraz lewica się uaktywnia, iż dążymy do społecznej segregacji. Pamiętny był skandal we Wrześni rozpętany przez LSD i Partię Zboczonych Kobiet. Próbowali oni udowodnić, że Korwin-Mikke to zwolennik eugeniki. W sumie miał rację - to rodzice powinni decydować, do jakiej szkoły posyłają dziecko i czy w ogóle to czynią, niezależnie od stopnia sprawności bądź niepełnosprawności. Z osobistych potyczek na tle ideologicznym, to pamiętam, jak moi dyskutanci zarzucali mi traktowanie ludzi jak zwierząt w dżungli. Przy okazji mamy tutaj do czynienia z jednym z tryków stosowanych przez lewicowców w dyskusjach, a mianowicie operowaniem słowami-wytrychami. Oni uważają, że za pomocą jednego chwytliwego hasełka są w stanie zamknąć dyskusję na swoją korzyść. Czy stety czy niestety - zależy, z której strony barykady się stoi - mylą się.
W przypadku eugeniki mamy do czynienia z klasycznym przerzucaniem zgniłego jaja. Często samo sformułowanie nie pada, tylko jest traktowane jako podzbiór większego zbioru o nazwie "faszyzm" albo "nazizm". Wiadomo jednak, o co chodzi. Zacznijmy od tego, kto postulował rozwiązania eugeniczne. Bardzo często byli to socjaliści lub liberałowie. Przed rządami nazistów w Niemczech najgłośniej eugenikę popierała socjaldemokratyczna SPD. W Szwecji w 1934 roku ustawę sterylizacyjną przeforsował socjalistyczny gabinet. W przedwojennej Polsce eugenika popierana była przez środowiska, które można najkrócej określić jako postępowe, między innymi ówczesne feministki. W USA eugenizm lansowała między innymi słynna aborcjonistka Margaret Sanger. W tamtejszym ruchu eugenicznym ważną postacią był ówczesny ekologista Madison Grant. Postulował on wręcz eksterminację ludzi uznanych za niezdatnych. Postulaty dotyczące eutanazji nie są również niczym nowym. Pojawiły się one na początku dwudziestego stulecia. Już wtedy Kościół katolicki był atakowany przez środowiska postępowe za wsteczność, ponieważ się na takie praktyki nie godził.
Eugenikę również lewica stosowała. We wspomnianej wyżej Szwecji - tak, tym socjalistycznym raju - w latach 1934-1976 wysterylizowano 80 tysięcy ludzi, którym dopiero pod koniec zeszłego stulecia zaczęto wypłacać odszkodowania. Wspomnienie o wybrykach nazistów jest tutaj truizmem. Pierwszą ustawę, jaką oni uchwalili, to było prawo sterylizacyjne. Później przeprowadzana była akcja T4. Bardzo często powielanym błędem jest mówienie, że to nacjonalizm doprowadził do powstania obozów zagłady. Nieprawda - tutaj głównym motorem całego przedsięwzięcia była eugenika. Rzadko się mówi również, że pierwsza ustawa legalizująca aborcję na terenie Polski pochodzi z 1943 roku - a była ona motywowana właśnie względami eugenicznymi. Pojawiają się również czasem głosy, że komunizm nie był eugeniczny. To jest oczywista nieprawda. Lejba Dawidowicz Bronstein, znany pod artystycznym pseudonimem Lew Trocki, uważał, że aborcja wraz z przymusową sterylizacją doprowadzą w krótkim czasie do powstania radzieckiego nadczłowieka. W latach trzydziestych zeszłego stulecia przeprowadzano przymusowe aborcje i sterylizacje wśród niektórych drobnych nacji w ZSRR np. u Kałmuków i Czeczenów.
Po drugiej wojnie światowej eugenika została skompromitowana. Dla przykładu dawna Liga Kontroli Urodzeń stała się Planned Parenthood. Lewica musiała się bardzo mocno natrudzić, żeby ten cały interes ukryć pod dywanem oraz sprawić, żeby kojarzył się on z prawicą. Tutaj już wcześniej o kreację faszyzmu i nazizmu jako prawicowych ekstremizmów zadbała sowiecka agentura wpływu. W Zmierzchu Zachodu Patrick Buchanan opisał zebranie KPZR, w którym sugerowano, aby do wszystkich ideologicznych przeciwników doczepiać łatkę "faszystów". Po wojnie w przypadku nazizmu o jego skrajnie prawicową kreację zadbali sami naziści, którzy zapisywali się masowo do SPD. Część z nich tworzyła i działała również w partiach Zielonych. W NRD komuniści byli niejednokrotnie wielce zdziwieni, kiedy w aparacie państwa widzieli swoich niedawnych oprawców. Przy okazji uznania nazizmu za system skrajnie prawicowy, również poszczególne jego elementy - przynajmniej te najmocniej nagłośnione - zostały do ultraprawicy zaklasyfikowane. Eugenika trafiła więc zatem jako fragment programu do kuferka z napisem "skrajna prawica".
Lewica tymczasem z takich zamiarów w ogóle nie zrezygnowała. Obecnie często dyskutowane są projekty, które jeszcze niedawno byłyby uznane za brunatny smrodek. Przykładem jest na przykład protokół z Groeningen pozwalający uśmiercić niepełnosprawne dziecko na przykład z rozszczepem kręgosłupa. Kilka lat temu w Royal Society debatowano nad tym, czy w ogóle nie należałoby przymusowo uśmiercać noworodków z wadami rozwojowymi. O tym wszystkim jest coraz głośniej. Nie ma już tutaj odium nazizmu, tylko jest za to nowoczesność.
Istnieje grupa myślicieli określających się mianem utylitarystów. Oni proponują w ogóle inaczej zdefiniować byty osobowe tak, aby to były byty mogące uświadomić sobie ból i cierpienie. Dla nich osobą jest na przykład szympans czy prosiak, a nie jest już dziecko bezpośrednio po urodzeniu. Co oni głoszą? Oczywiście opowiadają się za aborcją i eutanazją. Do tego dochodzi jeszcze przymusowa sterylizacja czy w niektórych przypadkach przymus eutanazyjny. Mamy tutaj do czynienia z odwróceniem się historii. Na początku dziejów eugeniki postulowano najpierw sterylizację. Eutanazja czy aborcja doszły dopiero później. Teraz najpiew aborcja, potem eutanazja jako logiczne następostwo, a na koniec dojdzie przymusowa sterylizacja czy nawet niedobrowolne wyeutanowanie. Utylitaryści z Peterem Singerem na czele są zatem typowymi eugenikami.
Wspominałem wcześniej o ekologizmie. Wyznawcy proponują tutaj zupełnie, co innego. Oni dążą do ograniczenia przyrostu naturalnego. Z tego to powodu popierają aborcję, eutanazję oraz antykoncepcję. Dlaczego? Ponieważ wymyślili sobie, że optymalna liczba ludzi na Ziemi to miliard. Niektórzy wymieniają jeszcze mniejsze liczby np. 100 milionów. Ekologiści proponują pójść jeszcze dalej. Lansują na przykład politykę jednego dziecka rodem z Chin. Dodam, że takie propozycje w USA, Wielkiej Brytanii czy zachodniej Europie już wielokrotnie były zgłaszane. To oczywiście podchodzi pod eugenikę, a konkretnie pod jeden z jej postulatów, czyli neomaltuzjanizm.
Jak się czyta takie różne propozycje lewicy, to chodzi człowiekowi jedna myśl po głowie, również w związku z rozrostem socjalizmu. Czy nie obudzimy się w końcu w świecie rodem z Oczu Heisenberga?
Etykiety:
ekologizm,
eugenika,
lewica,
nazizm,
racjonalizm,
słowa-wytrychy,
utylitaryzm
Subskrybuj:
Posty (Atom)