Pokazywanie postów oznaczonych etykietą totalitaryzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą totalitaryzm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 czerwca 2010

"V jak Vendetta" redivivus - o faszyzacji życia

Swego czasu spierałem się Arturem M. Nicponiem o film V jak Vendetta. On uznał, że opowiada on o walce z tyranią; sugerował morał niezwiązany z ideologią z tego filmu. Ja z kolei, jako stary, prawacki paranoik, upierałem się, że to wykwit lewicowej propagandy. Więcej, upieram się dalej przy swoim zdaniu. Tamten film to wszystkie projekcje lewicy dotyczące chrześcijaństwa, jak również dostrzegania ekspansji islamu czy bezczelności homoseksualistów. Do tego jeszcze włożony temat terroryzmu... Owszem, film daje się obejrzeć, jest nieźle zrobiony. Ale czy tego samego nie można powiedzieć o filmach o "bandytach" z NSZ? Jak dla mnie, to jest zbliżony kaliber.

Kto bowiem odpowiada za różne dziwne rzeczy?

Popatrzmy na początek, jaką to w nas miotają anatemą. Sugerują mianowicie, że prawica jest totalitarna. Czy to nie jest dziwne? Totalitaryzm to skrajna lewica, czy to nie powinien być to po tamtej stronie komplement? Oczywiście, lewactwo będzie się bronić przed tym określeniem rękoma i nogami, choć podejrzewam, że to ich synonim. Z drugiej strony widać tutaj powielanie wzorców wywodzących się jeszcze z czasów hiszpańskiego Frontu Ludowego. Już wtedy prawica była porównywana z faszyzmem! Ciekaw jestem, dlaczego ten wielokrotnie odgrzewany kotlet nie jest wytykany za każdym razem, kiedy na stronę prawicy próbuje przerzucić się to zgniłe jajo.

Mamy zatem genezę tego typu propagandowych produkcji jak V jak Vendetta. Chodzi o to, żeby nurty prawicowe kojarzyły się z faszyzmem czy nazizmem. Operowanie czerwienią w wymienionej wyżej produkcji przywodzi również skojarzenia z komunizmem. Fakt, czytałem już wypowiedzi pewnego znanego z Shalomu trockisty i ekologisty, który nazywał ten ostatni "czerwonym konserwatyzmem". Chyba zatem wygląda na to, że "uświadomieni" na lewicy chcą przerzucić bolszewizm na stronę prawicowych wybryków. Sprawdza się zatem reguła, że jak lewicowcom poprawianie świata kończy się na dziesiątkach milionów trupów, automatycznie staje się to winą prawicy.

W takim razie wypada się zastanowić, kto bardziej życie faszyzuje? Czy robi to lewica, czy prawica? Obecnie dominuje lewica. To czyje są te wszystkie dziwne pomysły?

Kto na przykład rozbudował do gargantuicznych rozmiarów sektor państwowy? Wielu z nas sobie nie zdaje sprawy, że płacimy podatki na poziomie 80%. Nie wiemy również, przez kogo ubolewamy na tych wszystkich biurokratów. Zupełnie tak, jakby wypadli oni sroce spod ogona. Tak samo te wszystkie dziwne prawa np. budowlane. Aby postawić płot, trzeba pisać podanie do odpowiedniego urzędu. Ale to i tak jest nic. Przecież lewica zabrania posiadać broni palnej czy nosić ją przy sobie. Później natomiast te "mądrale" dziwią się, że mają wysoką przestępczość. Fundują nam zatem rzeczywistość rodem z Orwella, stawiając wszędzie, gdzie się da, kamery. To jednak nic przy przymusie szkolnym. Dziecko musi zostać wysłane do szkoły, gdzie tłoczy mu się bzdety o politycznej poprawności, wychowanie seksualne, antropogenicznym globalnym ociepleniu, o niezawodnej demokracji oraz systemem socjalistycznym z nią sprzężonym. Już nie wspominam o prawie nakazującym zapinać pasy w samochodzie, przez które wiele osób tonie bądź płonie w samochodzie. Inny przykład kaski, które teraz trzeba zakładać, czy przepisy antynikotynowe. Dlaczego ja to obok siebie wymieniam? Przecież to skutki państwowej służby zdrowia i takowych ubezpieczeń! Z tego powodu można by usprawiedliwić nawet program eugeniczny. Państwo jakoś musi kalkulować swoje wydatki. "Ętelektualiści" jednak nie wymyślą, żeby coś tam przynajmniej częściowo sprywatyzować, zredukować podatki, lecz wymyślą przymusową aborcję, eutanazję i sterylizację... do tego pewnie transgeniczne zarodki, z których wyrosną socjalistyczni nadludzie. Już nie wspominam o wszelkich papierkach zwanych dokumentami tożsamości... niedługo spełni się proroctwo z Apokalipsy św. Jana o znaku Bestii na czole lub dłoni. Po prostu zostaniemy zachipowani jak psy czy krowy.

Wypadałoby wymienić jeszcze jedną lewicową fobię. Oni zawsze bronią demokracji... autorytaryzm ich zdaniem to od razu Hitler i inne demony wyciągane przy tej okazji. A czy nie jest tak, że od kiedy zaczęła się demokracja, to i państwa stały się bardziej totalitarne. W naszej rzeczywistości nie połapałby się człowiek sprzed stu lat, co już mówić o dwóch czy trzech stuleciach. W tamtych pięknych starych czasach publicznymi drogami można było obejść cały świat, nie trzeba było mieć papierków, aby udowadniać, że nie jest się wielbłądem. Nikt nie mówił, jak wychowywać dziecko... co najwyżej Rousseau współczuł pewnemu arystokracie, który oparł wychowanie syna na Emilu. Nie było państwowego przemysłu ciężkiego, takowych - bankowości (tym bardziej centralnej), systemu ubezpieczeń, szkolnictwa, opieki społecznej. I jakoś wszystko działało! Dodam, że tak było przez całą epokę nowożytną, średniowiecze, starożytność. Proste rozumowanie na zasadzie indukcji: dlaczego zatem nie może być tak teraz?

A nas, ciemny lud, który wymaga oświecenia, raczy się obrazami typu V jak Vendetta. To chyba efekt mechanizmu projekcji. Kto odpowiada za współczesną faszyzację życia?

wtorek, 6 kwietnia 2010

Świat absurdu

Swego czasu przeczytałem Cesarza. Książka, oczywiście, była bardzo dobrze napisana. Jej przeczytanie zajęło mi kilka godzin podczas sobotniego przedpołudnia. Dla tych, którzy nie mieli okazji trzymać tej lektury w ręku: książka jest szalenie tendencyjna. Państwo Hajle Selasje zostało przedstawione według wytycznych pamiętających jeszcze czasy hiszpańskiego Frontu Ludowego. Czytając między wierszami, dało się dostrzec oskarżenia o faszyzm i totalitaryzm. Nie padły one wprost, ale to dało się wywnioskować z kontekstu. Muszę przyznać, że ta mowa ezopowa świadczy w pewien sposób o literackim kunszcie Kapuścińskiego. Nie musiał jasno używać pewnych kliszy wzorem bunkra z Czerskiej, ale dało się to wyczuć.

Pytanie, co tam zostało ukazane jako takie "faszystowskie" i "totalistyczne". Państwo, w którym nie trzeba było posiadać żadnych dokumentów oraz w którym nikt nie regulował dostępu do broni. Tak samo nikt nie słyszał o przymusie szkolnym. Państwo to miało zostać zmodernizowane, czyli stworzyć należało wszystkie instytucje typowe dla socjalizmu trapiącego cywilizację Zachodu. Nic dziwnego, że pułkownik Mengistu Hajle Mariam został dobrze przedstawiony. Dodam, że znacjonalizował on większą część gospodarki, zlikwidował wielką własność ziemską, za jego rządów zmarło 1,5 miliona ludzi z głodu. Ale czego się spodziewać po autorze, który określił Che Guevarę mianem "Jezusa z karabinem w ręku".

Pewne klisze jednak pojawiają się wszędzie. Ten stary, reakcyjny świat przedstawiany jest jako coś w typie faszyzmu, wszechwładnego państwa... obrazki jak z Trzeciej Rzeszy! Czytałem wizję, co byłoby gdyby wojnę secesyjną wygrała Konfederacja. Też widać to odgrzewanie kotleta. Do tego jeszcze dochodzą gadki o tzw. zdobyczach socjaldemokracji.

A czy to właśnie one nie sprawiły, że żyjemy obecnie w świecie narastającego absurdu. Więcej, sama krytyka socjalizmu i tego, co on za sobą niesie, jest traktowana albo jako skrajny liberalizm, albo jak postulowanie anarchii. Mówi się, że społeczeństwo wytworzyło pewne normy współistnienia jako uzasadnienie dla socjalizmu. Przeciwny stan to homo homini lupus, jakiś darwinizm społeczny, barbarzyństwo. Zadziwiająca jest przy okazji pogarda lewicy do norm współżycia wypracowanych przez stulecia.

Weźmy na przykład posiadanie różnych dokumentów. Obecnie nakazuje się nam posiadać różne papierki na to, że nie jesteśmy wielbłądami. Przykładem jest na przykład prawo jazdy. Czy nie jest tak, że albo umie się jeździć, albo nie? Przecież to zbytek. Dziwne, że po drugiej wojnie światowej rozprzestrzenił się po całym świecie chcącym uchodzić za cywilizowany. Częstym argumentem "za" jest bowiem, że takich papierków nie trzeba mieć w Afryce Równikowej. A czy to takie dobre? Czy niedługo nie będzie tak, że na każdą umiejętność będzie trzeba mieć odpowiedni dokument. Mamy przecież już rozliczne licencje zawodowe, które powodują wzrost cen usług. Czy nie wystarczyłoby natomiast, że pracodawca zatrudnia człowieka, a ten jeżeli coś zepsuje, traktowany byłby jak złodziej?

Obecnie robi się wielką rewelację z Schoengen, że można sobie jeździć po całej Europie. A czy to jest taka wielka rewelacja? Przecież dwieście lat temu możliwe było obejście publicznymi drogami całego świata. Nikt nikogo nie zatrzymywał. Pewnych dokumentów w dawnych czasach wymagały jedynie carska Rosja i Imperium Ottomańskie. Tak naprawdę przepisy paszportowe w Europie powszechnie zostały wprowadzone dopiero po pierwszej wojnie światowej. Anglik do sierpnia 1914 roku mógł jeździć po całym świecie? Skoro tak było wtedy, to dlaczego nie może być tak w obecnych czasach?

Jeszcze inny przykład dowód osobisty. W szeregu państw jeszcze go na szczęście nie ma. W Wielkiej Brytanii niedawno przeciwko temu "światłemu" zamiarowi laburzystów przeciwstawili się konserwatyści i liberałowie. U nas była niedawno wielka akcja wymiany. Mało kto wie, że w Polsce dowody zostały wprowadzone za czasów Generalgouvernement, reżim komunistyczny to tylko podtrzymał. No i tak się dzieje do tej pory. A czy ten dokument jest taki potrzebny? Po pierwsze, dziwne jest założenie, że wszyscy się nagle robią dojrzali w wieku 18 lat. Przecież to zaprzecza biologii i psychologii. To zabawa liczbami wymyślona chyba na użytek demokracji i całego tego systemu biurokratycznego. W dawnych czasach jakoś sobie radzono bez wlepiania papierka. Lokalne społeczności miały swoje rytuały inicjacyjne. Wszystko jakoś działało. Pytanie, dlaczego nie może być tak teraz. Czyżby tu działał jakiś Zeitgeist? Czyżby rozwój techniczny i społeczny wymuszał różne dziwne rzeczy? Nie. Tu chodzi o całą tą machinę biurokratyczną, nie o egzekwowanie prawa.

Dziwne, że za absurd nie uważamy faktu coraz większego wtrącania się państwa w wychowanie dzieci. Czymś takim jest przymus szkolny. Mamy taką państwową szkołę, w której raczą tolerancjonizmem, edukacjami seksualnymi, w której stale obniża się poziom. W efekcie nie rodzice wychowują dzieci, a towarzystwo. A my się potem dziwimy, że takie zepsucie się szerzy. To jeden z ubocznych produktów państwowej szkoły. Poza tym jeszcze ci lewicowi politycy, którzy dokonują na ich umyśle lobotomii, a swoje dzieci posyłają do szkół prywatnych. Czy to nie jest kolejny absurd! Wspomnieć jeszcze wypada o zwiększaniu kompetencji opieki społecznej. Może wywoływać śmiech odbieranie dzieciom rodziców za... bałagan w domu. To jednak nie jest nawet tragifarsa. Tak samo ograniczanie swobód seksualnych dzieci jako powód do odebrania rodzicom. Powoli zbliża się tutaj wariant ze starożytnej Sparty. Tam wychowaniem dzieci zajmowało się państwo. Paradoksalnie tylko w ten sposób lewica mogłaby spełnić swój postulat równych szans dla wszystkich.

Państwo również zajmuje się w obecnych czasach ubezpieczeniami. To przyczyna całej masy prawniczych absurdów. Niby z czego wynika obecna nagonka na papierosy, te egzotyczne zakazy palenia nawet w restauracjach. Chodzi tutaj o to, żeby ograniczyć zachorowania na raka, które kosztują dużo państwową służbę zdrowia. Z niczego innego to nie wynika. Teoretycznie państwowe ubezpieczenia i takowa służba zdrowia mogłyby być przyczyną programu eugenicznego. Przecież lepiej, żeby ludzie byli zdrowi, nie chorowali niż mamy utrzymywać całą rzeszę kalek, osobników chorowitych! - tak pewnie myślą wszyscy ci lewacy. Nic dziwnego, że tak forsują aborcję, eutanazję, sterylizację i zapłodnienie in vitro. To ma przecież zbudować socjalistycznego nadczłowieka!

Inny absurd to centralizacja wszystkiego w państwie. Mamy Ministerstwa Dziwnych Kroków - nie wiem, po co np. cały resort od gospodarki. Ogłoszony został nakaz jeżdżenia 50 kilometrów na godzinę po mieście. Przecież każde miasto różni się nieco siatką ulic, zabudową, więc czy to nie na poziomie samorządu powinny być takie decyzje podejmowane? Ale cóż, ostatnimi czasy "Przyjazne państwo" planowało się zająć nawet babciami handlującymi truskawkami na ulicy. Czy to wszystko nie jest absurd?! Przecież to też chyba powinno należeć do samorządu. Centralizacja się nie tylko w tym wyraża. Czym innym jest bank centralny? Przecież to postulat z Manifestu komunistycznego - no dobra, tam był jeszcze wyłączny kapitał państwowy, no i nacjonalizację banków komercyjnych? Jakoś w dawnych czasach ten emitował pieniądz, kto był go w stanie w złocie pokryć. Czy tak nie mogłoby być teraz? Znowu podniosą się głosy o powrocie do średniowiecza... A przecież swego czasu Jesus Huerta de Soto dziwił się, jak możemy w XXI wieku mieć taki system bankowy.

W efekcie tego wszystkiego mamy niespotykany rozrost biurokracji. Nie jest to typowe dla cywilizacji łacińskiej, do której przynależymy. To raczej naleciałości z bizantyńskiej i turańskiej. To tradycyjnie cywilizacje z wszechogarniającym, biurokratycznym państwem.

Pointa może być taka. Obecnie żyjemy w świecie absurdu. Nie jest on jednak wcale śmieszny, pół biedy jak stanowiłby tragifarsę. Bardzo prawdopodobne również, że obecny absurd w niedalekiej przyszłości będzie miłym wspomnieniem.

czwartek, 18 czerwca 2009

Ja, Tygrys i ostateczna realizacja projektu Oświecenia

Z Tygrysem dyskutujemy na temat różnych kwestii w zasadzie od ponad roku, czy to na swoich blogach, czy na Niepoprawnych, czy na Blogmedia24. Głównie chodzi tutaj o kwestie ekonomiczne. Tygrys lubi w końcu oskarżać innych prawicowców o skażenie myślą Korwin-Mikkego, co określa terminem "korwinizmu". Zarzuca przy tym często skupianie się na zagadnieniach ekonomicznych oraz kwestiach konstrukcji państwa.

Czasem się jednak nie zastanawiam, czy nie mówimy o tych samych rzeczach. W komentarzu pod tekstem Dyktat papierków napisał:

Ktoś za moich czasów w Szwcji celnie zauważył, że "taki imigrant jak Wittgenstein (co to na Oxfordzie brylował za geniusza) u nas mógłby teraz na uniwersytecie co najwyżej obsługiwać kopiarkę". Fakt, że to był Żyd, do tego z bogatej rodziny i cholera wie, czy nie pedał. Co z pewnością ułatwiało, ale dzisiaj by to zapewne i tak do kariery geniusza nie wystarczyło. Tyle, że ja w tym nie dostrzegam żadnego socjalizmu, a jedynie REALNY LIBERALIZM.

Tygrys jak ognia unika określenia "socjalizm", które ja używam bardzo często do zdefiniowania istniejącej rzeczywistości, w jakiej państwo zajmuje się szkolnictwem, lecznictwem, ubezpieczeniami, regulacją stosunków pracy et cetera. Tygrys woli to wszystko nazywać "realnym liberalizmem". No i wróćmy do początku. Czy nie mówimy o tym samym, czy ten "realny liberalizm" i "socjalizm" nie są tylko i wyłącznie nazwami synonimicznymi?

Przyjrzyjmy się, jak ewoluowały poszczególne ideologie polityczne. Konserwatyzm to pogląd zakładający, że wszystko, co wydarzyło się po rewolucji antyfrancuskiej to schizma bytu (określenie de Mainstre'a). Dlatego to opowiada się za hierarchią, autorytaryzmem, dyscypliną, tradycją, religią, więc jest antydemokratyczny i elitarystyczny. Przyjrzyjmy się jednak drugiej stronie. Tam na początku mieliśmy demokratyczny liberalizm - z jednej strony opowiadający się za wolnym rynkiem, a z drugiej strony egalitarystyczny. Był zatem wewnętrznie sprzeczny; w demokracji system leseferystyczny utrzymać się nie może. Pojawiły się bowiem w społeczeństwie różne roszczeniowe grupy. Na początku byli to robotnicy; teraz doszli do tego różni odmieńcy z zaburzoną seksualnością. Pojawił się zatem pogląd zwany socjalizmem, który wymagał zwiększenia rozmiarów państwa, żeby zajmowało się edukacją, ubezpieczenia oraz zwiększyło "warsztaty narodowe" (czyli znacjonalizowało szereg przedsiębiorstw). Demoliberalizm zatem zaczął w tym kierunku dążyć. Jego produktem okazał się socjalizm. Co było następnym szczeblem ewolucji? Z socjalizmu rozwinęły się wszystkie ideologie totalitarne. Mamy zatem ciąg rozwojowy od demoliberalizmu aż po totalitaryzm. Nie myślmy zresztą, że ewolucja socjalizmu w system totalitarny to pieśń zamierzchłej przeszłości. Przecież ta rzeczywistość, ten cały europeizm, to czym się powoli staje?

Tygrys nazywa to, co mamy obecnie "realnym liberalizmem". Stosuje przy tej zasadzie klasyfikację kladystyczną. Na tej zasadzie socjalizm należy do kladu liberalizmu demokratycznego, a do kladu socjalizm należy komunizm, nazizm oraz europeizm. Tak więc z punktu widzenia samej ewolucji ideologii lewicowych Tygrys ma częściowo rację. Te trzy to ostateczna realizacja projektu Oświecenia.

Teraz pytania do Tygrysa na zakończenie: jaki jest zakres tego "realnego liberalizmu". Czy to, co mamy obecnie jest czymś takim, czy to co przyjdzie potem, czyli system totalitarny zrodzony ewolucyjnie ze współczesnego socjalizmu? A może obecny socjalizm i następna generacja europeizmu to są podzbiory zbioru "realny liberalizm"? W każdym razie czekam na rozwianie moich wątpliwości...

czwartek, 11 czerwca 2009

Do Aleksandry: natura totalitaryzmu

Pod wpisem bloggera Dixi Czy leci z nami... wiktymolog doszło do ciekawej wymiany zdań między moją osobą a Aleksandrą. Broniłem tam konserwatywnego poglądu, że społeczeństwo jest hierarchiczne i autorytarne, ergo najlepszą władzą będzie autorytaryzm. Demokracja jest natomiast ochlokracją, która prowadzi do zamętu, zastoju, wykształcenia się monopolu w postaci politycznego mainstreamu, któremu na żadnych zmianach nie zależy. Według mnie jedynym skutkiem systemu demokratycznego jest rozrost aparatu biurokratycznego i staczanie się w coraz głębszy socjalizm. Cytując Janusza Korwin-Mikkego, "demokracja jest zawsze głupia, dyktatury i monarchie dzielą się na dobre i złe". Moja interlokutorka doszła do wniosku, iż autorytaryzm prowadzi na dłuższą metę do rozwoju systemu totalitarnego. Polemika pod tekstem Dixi (nie wiem, czy rzeczony bloger dopuszcza deklinację swojego nicka) zainspirowała mnie do szerszego omówienia tematu genezy systemu totalitarnego.

Na początek rys historyczny. Sam termin "totalitaryzm" został stworzony przez ideologa faszystowskich Włoch, Giovanniego Gentile jako państwo ingerujące we wszystkie sfery życia jego mieszkańców. Termin ten został użyty również w Doktrynie faszyzmu, broszurze, której autorstwo przypisuje się Mussoliniemu. W rzeczywistości jej autorem najprawdopodobniej był Gentile. Za ideologie totalitarne uważa się nazizm, komunizm, dyskusyjne jest miejsce faszyzmu (ten najczęściej jest traktowany jako autorytaryzm).

W dyskusji z Aleksandrą postawiłem tezę, że totalitaryzm jako taki nie wywodzi się z autorytarnej władzy, tylko z socjalizmu. Łatwo dostrzec to na prostym przykładzie. Wszystkie państwa przed rewolucją francuską były autorytarne. O totalitaryzmie jednak nie można tam mówić. Państwa te były znacznie bardziej zdecentralizowane niż współczesne oraz zajmowały się głównie zapewnianiem bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego (czego o obecnych też nie można powiedzieć). Z historycznego punktu widzenia odpada zatem totalitaryzm jako bezpośredni skutek autorytarnej władzy. System totalistyczny należy zatem wyprowadzić z czego innego. A tym jest nic innego jak socjalizm. Poszukajmy wspólnego mianownika między poszczególnymi systemami totalitarnymi. Co znajdziemy? Oczywiście, że socjalizm. Gdyby nie to, nie mogłyby one w ogóle zaistnieć. Niżej postaram się wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje.

Socjalizm zakłada, że część ludzi sobie w systemie, w którym wszystko jest prywatne w ogóle nie poradzi. Tworzy więc państwowe szkolnictwo (przy tej okazji wprowadza przymus szkolny), służbę zdrowia oraz wprowadza przymus ubezpieczeń. Ludzie z reguły uważają to dobrodziejstwo, toteż wszelki krytycyzm wobec istnienia tychże bywa traktowany jako symptom choroby psychicznej. Zwolnieni są bowiem z odpowiedzialności za siebie oraz za swoje dzieci. Człowiek jak każdy inny obiekt w przyrodzie dąży do najniższych stanów energetycznych, toteż nic dziwnego, że z reguły będzie wolał jak coś będzie państwowe i nie będzie musiał za to bezpośrednio płacić (pójdą na to pieniądze z jego podatków). A teraz przeanalizujmy, jak to się dzieje, że socjalizm stacza się bardzo łatwo w system totalitarny lub jest po prostu totalitaryzmem w wersji soft.

Weźmy na przykład państwowe szkolnictwo. Przez tysiące lat coś takiego w ogóle się żadnemu filozofowi nie przyśniło, że coś takiego może w ogóle zaistnieć. Ludzie zdobywali wiedzę na różne sposoby. Skolaryzację wymyślono dopiero w XVIII w. w dobie Oświecenia, czyli wtedy, kiedy narodziła się lewica jako taka. Jaki był jej cel. Wcale nie jakieś abstrakcyjne wyrównywanie szans - chodziło o indoktrynację społeczeństwa. Maximilian Robespierre uważał wręcz, że państwo powinno zająć się wychowywaniem dzieci, żeby kształcić je w jedynej słusznej ideologii i tępić zabobony. W podobnym duchu wypowiadał się Włodzimierz Iljicz Lenin. Uważał on, że należy przeprowadzać skolaryzację z jednego prostego powodu: umiejących czytać i pisać jest łatwiej urabiać w stronę komunizmu.

A my traktujemy państwową szkołę jako rzecz dobrą. Przecież program jest układany przez urzędników z MEN. Socjalistyczne łże-elity polityczne są bardzo zainteresowane kształtowaniem właściwych postaw od małego. Nie dziwmy się zatem, że na przykład program jest coraz gorszy i dotyczy to wszystkich przedmiotów. Chodzi tutaj o przemysłową więc produkcję orwellowskich proletów, czy jak to się mówi po wyborach w 2007 roku, lemingów. Dzieci poddawane są najnormalniej w świecie intelektualnej lobotomii. To są zabiegi planowe. Istnienie państwowego szkolnictwa oczywiście umożliwia ideologiczne urabianie w kierunku pewnych tez - takich jak dobro przynależnictwo do UE (vide wierszyk, o którym kiedyś pisał Tygrys), antropogeniczne pochodzenie globalnego ocieplenia, normalność homoseksualizmu, wmawianie seksualnej rozwiązłości za pomocą różnych edukacji seksualnej, polityczna poprawność et cetera. Z punktu widzenia socjalistów i ogólnie lewicy nie może istnieć nic lepszego na tym świecie. Oni również bardzo dobrze wiedzą, co by się stało, gdyby szkolnictwo sprywatyzowano oraz zlikwidowano takie organy jak MEN, kuratoria czy komisje akredytacyjne, dlatego do końca będą się przed tym bronić.

Inna rzecz uważana przez nas powszechnie za bardzo dobrą, to państwowa służba zdrowia oraz takowe ubezpieczenia. Nie zastanawiamy się nigdy nad tym, co one implikują ze sobą. Przecież państwo musi kalkulować wydatki, na leczenie jakich schorzeń przeznaczyć więcej pieniędzy. Wobec tego zaczyna się dążyć do odpowiednich zmian w prawie. Na przykład, dlaczego musimy zapinać pasy, gdy jedziemy samochodem? Chodzi tutaj o to, że państwo nie chce wydawać pieniędzy na leczenie urazów (w tym na częściowo lub całkowicie sparaliżowanych w wyniku wypadków samochodowych). Tak samo niedawno wymyślili zakładanie kasków przy jeździe motorem, rowerem, a nawet na nartach. Przyczyna jest tak samo prozaiczna - chodzi tutaj o minimalizację wydatków przeznaczanych na cele zdrowotne. Tak samo obecnie zwalczany jest nikotynizm (zaiste dziwna to rzecz, bo część socjalistów, tych ateistycznych, to obrońcy narkomanii!). Nie muszę dodawać przy tej okazji, że "wrażliwi społecznie" są wielkimi obrońcami innego przymusu - a mianowicie szczepień; moim zdaniem o tym powinni decydować rodzice. Ta socjalistyczna dbałość o zdrowie społeczne czym jest, jak nie przeszczepianiem elementów totalitarnych?

Istnienie państwowych ubezpieczeń implikuje również jeszcze jedną rzecz. Chodzi tutaj o pozbywanie się jednostek, których leczenie okazuje się beznadziejne. Na przykład pojawiały się już projekty, aby powyżej 65 roku życia człowiek sam opłacał tego typu usługi, mimo istnienia państwowej służby zdrowia. Po prostu leczenie ludzi starszych będzie zbyt dużo państwo kosztować. Podobnie jest zresztą z kalekami. Pojawiają się projekty eutanazji dzieci niepełnosprawnych. Kilka lat temu dywagowali nad taką możliwością członkowie Royal Society. W 2004 roku w Holandii przeszedł tak zwany protokół z Groeningen. Wszystko z czego wynika? Właśnie z tego, że mamy tą państwową służbę zdrowia, której istnienie wymusza kalkulacje wydatków. W pewnym momencie uznaje się, że leczenie pewnych przypadków będzie za dużo kosztować, tak więc należy takich - mówiąc bez ogródek - poddać planowej eksterminacji.

Obok tego wszystkiego socjalizm rozbudowuje biurokrację wręcz do gargantuicznych rozmiarów. Spędzamy coraz więcej czasu w urzędach, niektórzy z nas w zasadzie pół życia. Na wszystko musimy mieć de facto papier i pozwolenie. Dokonując reductio ad absurdum dziwię się, że państwo nie wydaje jeszcze zaświadczenia o możliwości posiadania potomstwa. Popatrzmy na to wszystko. Żąda się od nas, żebyśmy na wszystko mieli papier - a to prawo jazdy, a to dyplom, a to prawo wykonywania zawodu (w przypadku na przykład lekarza, geologa), w wyniku czego, człowiek nie może wykonywać profesji, jaką chce. Przede wszystkim bowiem musi posiadać jakiś tam dokument, umiejętności są dopiero na drugim miejscu. Socjalizm utrudnia prowadzenie wszelkiej działalności gospodarczej poprzez królicze rozmnożenie pozwoleń, licencji, koncesji. Do tego powstają instytucje takie jak PIP, PIH czy Sanepid, które zajmują się notorycznym nawiedzaniem przedsiębiorców, oraz całe resorty w gabinecie danego rządu jak Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, jakie od tego są.

Analizując powyższe przykłady, dochodzimy do prostego wniosku, że socjalizm to stadium wstępne do rozwoju totalitaryzmu. System totalny stanowi zatem zakończenie projektu rozpoczętego w epoce Oświecenia. Co więcej, do tego wszystkiego dochodzi w ustroju demokratycznym, żeby było śmieszniej, który ma nas ex definitione chronić przed zakusami władzy. Totalitaryzm zatem w żadnym stopniu nie wynika z autorytaryzmu i elitaryzmu, które są istotnym elementem doktryny konserwatyzmu. Dodam, że gdyby rządzili konserwatyści z krwi i kości, to tego wszystkiego, co wyżej opisuję po prostu nie zaistniałoby. Autorytaryzm i elitaryzm to efekty naturalnej stratyfikacji społeczeństwa. Totalitaryzm stanowi natomiast logiczną konsekwencję socjalizmu.

piątek, 17 kwietnia 2009

Totalitaryzm lewicy

Częstym zarzutem lewicy wobec konserwatystów jest rzekomy totalitaryzm tych drugich. Ma się on przejawiać w klerykalizmie, sprzeciwie wobec obyczajowego rozbestwienia, ochronie normalnej rodziny. A dla lewicy to nie do pomyślenia, bo musi być państwo neutralne światopoglądowo (czyt. państwowy ateizm), musi być edukacja seksualna w szkołach i ukrzyżowane genitalia wystawiane w miejscu publicznym, różni dewianci muszą mieć zapewnione odpowiednie prawa (czyt. lewa). A teraz przyjrzyjmy się, ilu procent populacji to ustawodawstwo lewicowe dotyczy. Okazuje się, że góra 10%, bo cała reszta społeczeństwa nie ma znaczących odchyłów. Inni niż szereg wyodrębnionych podzbiorów ulegają tylko demoralizacji i łatwiej dają się przepędzać jak bydło z jednego pastwiska na drugie. Temu fenomenowi poświęciłem już szereg tekstów. Warto się jednak odnieść do głównego zarzutu lewicy wobec prawdziwej prawicy - przecież pobożną lewicą typu PiS, LPR czy NOP nie będziemy się tutaj zajmować. Przeanalizujmy pomysły po kolei szereg lewicowych pomysłów.

Dlaczego to na przykład ta lewica popiera przymus ubezpieczeń? Dlaczego w ogóle takie molochy, jak ZUS czy NFZ, istnieją? Wychodzą z założenia, że ludzie sobie nie poradzą, no i potem na starość umierać będą pod płotem. Tak samo zakładają w przypadku ubezpieczenia zdrowotnego, że pewne osoby się nie wypłacą. To w takim razie, jak to się dzieje, że ludzie żyli zanim wynaleziono socjalizm i mieli się całkiem dobrze? W dawnych czasach po prostu starano się porządnie wychować swoje dzieci tak, aby na starość nie biedować. Tak samo, potrafili odłożyć pieniądze w razie, jakby się coś złego miało wydarzyć. Przymus ubezpieczeń zabija to perspektywiczne myślenie, w efekcie czego ludzie zdani są na łaskę bądź niełaskę państwa. A to pomysł z jakiego kuferka?

Lewica również optuje za przymusem szkolnym. Ten śmiem nawet nazwać bolszewickim. Lenin bowiem opowiadał się za przymusową skolaryzacją. Uważał, że piśmiennych jest łatwiej indoktrynować. Dlaczego zatem ludzie mają się godzić na posyłanie dzieci do państwowej centralnie sterowanej szkoły? Przecież to oni odpowiadają za wychowanie swoich dzieci. Gdyby szkoły były prywatne i nie byłoby przymusu posłania tam dziecka, rodzice staraliby się tak zagwarantować edukację, żeby nie mieć w przyszłości problemów. Tak było przez pięć tysięcy lat istnienia cywilizacji. Oczywiście, lewica nigdy do czegoś takiego nie dopuści ze strachu przed nauczaniem kreacjonizmu, żydowsko-masońskich rządów nad światem, płaskiej Ziemi et cetera. Ich zdaniem urzędnicy lepiej wiedzą, co jest dobre dla dzieci niż ich rodzice. Lewica dlatego może ładować do głowy swoje chore idee oraz raczyć edukacją seksualną od najmłodszych lat. Dodam, że lewicowcy to zwykli hipokryci; swoje dzieci posyłają do katolickich szkół, za to cudzym pianę z mózgu robią bardzo chętnie. Nic dziwnego, że śmiertelnie się boją możliwości decydowania przez rodziców o tym, czego mają się uczyć ich dzieci. Zdają sobie doskonale sprawę, jaki światopogląd okazałby się zwycięski jako bardziej życiowy i zdroworozsądkowy.

Generalnie lewicowcy bardzo niechętnie patrzą, jak ludzie po swojemu wychowują dzieci. Próbują się wtrącać na różne sposoby. A to walczą z agresją w rodzinie i zakazują bicia dzieci. Ale przecież, kto jest za dziecko odpowiedzialny? Czy należy mówić ludziom, jakie metody wychowawcze mają stosować? Dodam, że zajmują się tworzeniem różnych Jugendammtów, które potem mają rodzicom dzieci odbierać za to, że rzekomo są krzywdzone.

Inne lewicowe wymysły to jakaś dziwna dbałość o zdrowie publiczne. Jakoś narkotyki ani wolny seks, im nie przeszkadzają - a to główne przyczyny roznoszenia się AIDS i innych chorób wenerycznych. Za to zwalczają palenie papierosów. W niektórych krajach nie można zapalić cygara w prywatnym lokalu. Przecież to właściciel powinien decydować, czy u niego wolno palić, czy też nie. Inny przykład stanowi przymus szczepień. Decyzję o szczepieniu winni podejmować rodzice, a nie jacyś tam urzędnicy. Dodam, że niejednokrotnie zalecane szczepionki okazywały się bublami wywołującymi szereg powikłań, więc jeżeli rodzice sobie nie życzą, to mają prawo nie szczepić.

Jeżeli jesteśmy przy prywatnej własności, to lewica, jak zwykle, ma tą mocno w poważaniu. Zdaniem naszych ideologicznych przeciwników nie można usunąć z pracy homoseksualisty, nawet jeżeli ten sabotowałby pracę całej fabryki lub był szpiegiem przemysłowym najętym przez konkurencję. Tak samo w przypadku mniejszości etnicznych, bo pracodawcy zarzucono by rasizm, ksenofobię i inne śmiertelne grzechy według progresywnej lewicowej (anty)religii. Nie rozumiem też tego przymusowego dostosowywania budynków do potrzeb niepełnosprawnych; czasami śmieję się, kiedy to zobaczę prawo jazdy z pismem Broglie'a, bo przecież niemożność uzyskania prawa jazdy przez osobę niewidomą to "dyskryminacja"! O takich rzeczach to powinien decydować właściciel budynku, czy dostosuje, czy też nie. Była kiedyś dyskusja o restauracjach, że zrobienie restauracji np. tylko dla białych, to akt "rasizmu". A przecież to właściciel decyduje, kogo wpuszcza na swój teren. Jeżeli restaurator odmówi wejścia na teren swego szynku pijakowi, od którego czuć zapach borygo, to nikt zdrowo myślący tego nie uzna za dyskryminację.

Dodać tutaj należy w ogóle jakiekolwiek regulowanie stosunków pracy, jak BHP, kodeks pracy, płaca minimalna chociażby. Dodam, że lewica nawet wynalazła cały aparat biurokratyczny. Jego celem jest nawiedzanie pracodawców, aby sprawdzać, czy pracownicy w godziwych warunkach pracują i czy nie są oby czasem dojeni. Zupełnie tak, jakby zatrudnieni w danej firmie nie mogli złożyć zbiorowego wymówienia i pójść do pracy gdzie indziej.

Inna rzecz to prawo budowlane. Czy ktoś buduje dom na uskoku, na bagnie, czy też z kiepskich materiałów, to jest jego sprawa, czy mu się zawali na głowę, czy też nie. Z innych kwiatków: piwo musi być robione z wód podziemnych, bo inaczej łamie normy sanitarne. Ale specjalnością lewicy jest generowanie tak skomplikowanego prawa, że nawet prawnicy się w nim nie łapią, czemu to mamy się więc dziwić.

Swojego czasu to właśnie lewica wymyśliła, że nie można ubić prosiaka, a potem go spożyć. Mięso bowiem nie przeszło przez trychinoskopię. Wprowadzane są horrendalne normy sanitarne, które służą tylko największym wytwórcom żywności. Drobni rolnicy czy małe zakłady przetwórcze są bowiem gnębione przez różne Sanepidy i tym podobne, które prowadzą niejednokrotnie do ich bankructwa. Tak samo wprowadza się również przepisy dotyczące przechowywania odchodów zwierząt czy wypalania traw - dodam - na swojej ziemi. Jeżeli ktoś chce mieć ziemię, na której nic się nie da uprawiać i zbankrutować, to niech robi sobie na wiosnę ognisko. Nie rozumiem również, po co ustawowo ustalać wielkość jabłka czy krzywiznę ogórka, jak również recepturę oscypka. Za przeproszeniem, ale nawet Hitler czy Stalin tego nie regulowali.

Istnieją również inne śmieszne przepisy. Psa czy kota należy koniecznie szczepić i odrobaczać. Wprowadzono ograniczenia dotyczące tzw. groźnych zwierząt. Na posiadanie pewnych ras psów trzeba mieć pozwolenie. A przecież to niezrozumiałe! Dlaczego nie można trzymać na przykład niedźwiedzia na terenie swojej posesji? Dodam, że lewizna z PO próbowała wprowadzić obostrzenia dotyczące nawet ptaszników czy skorpionów! Aż strach się bać, co jeszcze w tej materii przyjdzie im do głowy.

Wprowadzono swojego czasu szereg dziwnych przepisów drogowych. Dlaczego to na przykład człowiek ma jeździć w zapiętych pasach - przecież ile ofiar wypadków spłonęło w samochodach lub utopiło się? Nie zrozumiałe, po co tyle znaków, tak samo jak konieczność posiadania prawa (czyt. lewa) jazdy. Śmieszne są również przepisy, kto ma jak siedzieć w samochodzie. O tym powinien decydować kierowca. Poza tym, dlaczego nie można w samochodzie jeść, pić, palić papierosów, a ostatnio próbuje się zakazać słuchania muzyki. Tak samo zamiast należycie karać za rozjechanie kogoś w stanie nietrzeźwym lub zniszczenie cudzego mienia, to wymyśla się graniczne liczby promili w wydychanym powietrzu.

Lewica zabrania człowiekowi posiadania broni. Nie ważne, jaka by ta broń była, czy palna, czy biała. Kpią przy tym po raz enty z własności prywatnej oraz obrony koniecznej. W efekcie tego nie można na przykład zabezpieczyć samochodu przed złodziejem - umieszczając na przykład elektrycznie odpalany nabój myśliwski lub odpowiednio umieszczony kołek w fotelu. Wiele kolekcji broni jest po prostu zwijanych. Ale czego się spodziewać po ludziach, którzy więzienia zamieniają w hotele, a bandyta znaczy dla nich więcej niż uczciwy obywatel?

Właśnie lewica wyzywa prawdziwą prawicę od totalistów itp. Nie dość, że lewica cierpi na amnezję, bo do historii nie chce się przyznać, to stanowi istną zgraję hipokrytów. Czy ci ludzie mają na tyle krztyny honoru, aby przejrzeć się w lustrze?

sobota, 26 lipca 2008

Ateizm religią niewolników

Azjaci są tradycyjnie kolektywistami. W tych społeczeństwach, zupełnie jak w komunizmie, jednostka nie znaczy nic. Tamtejsze systemy religijne świetnie odzwierciedlają sytuację pojedynczego człowieka. Islam jest nieodłącznie związany z kolektywizmem, tak samo jak buddyzm i hinduizm. Szczególnie ciekawe są te dwa ostatnie. Tam człowiek już za życia jest trupem, nie ma żadnego obowiązku doskonalenia się. Jest niczym innym tylko i wyłącznie górą mięsa. Dlatego stara się być całkowicie poddany władzy i w stosunku do niej jest bezkrytyczny. Trzeba mu mówić, co ma myśleć. Nic dziwnego, że w całej Azji praktycznie nie było postępu technicznego. Ktoś mi powie w tym momencie, że Chińczycy wynaleźli proch i rakietę. Ale czy to oni zbudowali armatę i czy to oni pierwsi wysłali człowieka w kosmos. Czy oni na przykład wymyślili wszystkie prawa fizyki, chemii, biologii? Nie. To zrobił biały człowiek. Ci ludzie nie byliby w stanie tego zrobić. Powiedzmy sobie szczerze: gdyby nie cywilizacja chrześcijańskiego Zachodu, to zarówno Chińczycy, Hindusi, Arabowie żyliby na poziomie średniowiecza. Nic też dziwnego, że bez trudu w XIX w. Europejczycy większość z nich podbili, a również Chiny mogłyby zostać podzielone między kolonialne mocarstwa. Z obecnego punktu widzenia bardzo źle, że się tak nie stało.

Teraz należy się zastanowić, czemu ta nasza cywilizacja zawdzięcza takie sukcesy? Odpowiedź będzie bardzo niepoprawna politycznie. A mianowicie chrześcijaństwu i wywodzącej się z niego podmiotowości jednostki. To właśnie cywilizacja Zachodu stworzyła doktrynę ius naturalis. No i co dzięki temu mamy? Naukę, technikę i technologię, dzięki którym popychaliśmy cały glob na przód. Nie kto inny, tylko my.

Oczywiście znalazła się w XVIII w. grupa ludzi, która od tamtego momentu chce rządzić światem w postaci masonów, jacy następnie stworzyli lewicę. Obok tego stworzyli oni system religijny taki, aby z ludzi uczynić podobnych niewolników do członków azjatyckich społeczeństw. To, co oni wypichcili, to nic innego jak ateizm.

Zwracam tutaj uwagę na to, co nazywam religią. A mianowicie, jest to system filozoficzny mówiący o naturze bytów transcendentnych, więc również wypowiadający się na temat tego, czy istnieją. Zatem ateizm można traktować jako pewnego rodzaju zdegenerowaną religię.

Przedstawia się ten system religijny bez Boga jako gołąbka pokoju i jutrzenkę wolności. A w rzeczywistości to, co to jest? Nie będę już wspominać, że dziewiętnastowieczni liberałowie nienawidzili religii i nacjonalizowali majątki kościelne, a także gnębili wierzących. Tacy to wielbiciele wolności... A co robił na przykład Stalin w ZSRR, ile ludzi zarobiło kulę w potylicę za to, że uznawali jakąś formę transcendencji? Ateizm zawsze sobie rościł monopol na prawdę, będąc przy tym brutalną siłą nietolerującą żadnej konkurencji. A dlaczego teraz ukazuje się jako taki pokojowy? Chodzi o to, aby zrobić z ludzi niewolników niezdolnych do żadnej obrony przed zakusami władzy. Mówi się ludziom, że tradycyjne systemy religijne ich niewolą, odpowiadają za rasizm, militaryzm, imperializm. A przepraszam bardzo, ci pożyteczni idioci chodzący na łańcuszku planistów nowego socjalistycznego świata nie znają historii. A czy wiedzą, kim był ateista i wojujący bezbożnik znany jako Józef Wissarionowicz Stalin? Otóż był on właśnie rasistą, militarystą i imperialistą, i to takim, że mało tego typu indywiduów widział do tej pory świat. Jeszcze inny ateista, który doprowadził do dobrej społecznej percepcji homoseksualizmu, Alfred Kinsey - taki sam rasista.

Poza tym ateizm mówi człowiekowi, że jest niczym innym tylko kupą mięsa. A do czego takie rozumowanie prowadzi? Oczywiście pojawia się tutaj wartościowanie życia ludzkiego. Płód, osoba starsza czy niepełnosprawna nie jest takim samym człowiekiem, jak wszyscy pełnosprawni i już narodzeni. Można je zatem mordować do woli. Ateizm zezwala zatem na aborcję, eutanazję i eugenikę. Kropkę nad i stawia tutaj australijski filozof Peter Singer. Dekretuje zatem inżynierię społeczną i urabianie ludzi na niewolników lewackiej władzy. Jest przy tym niejako ideologią dorobioną do ich nieczystych zamiarów lepienia nowego społeczeństwa.

Śmieszne jest również określanie się ateistów mianem wolnomyślicieli. Przecież to określenie sugeruje wolność myśli, a oni powtarzają te same slogany po takich lewicowych ideologach jak Dennet, Dawkins czy Singer. No i co to jest za wolność rozumowania. W takim razie papugę można nauczyć kilku fraz z tych książek, no i będzie ona wolnomyślicielem. Słowo wolnomyśliciel powinno zmienić znaczenie, bo winno oznaczać ludzi sprzeciwiających się mainstreamowi. Tak więc na tej podstawie mogę twierdzić, że prędzej tacy jak ja są wolnomyślicielami, a nie stado konformistów idących jak barany na rzeź. Szkoda, że nie wiedzą, że przyszli władcy nowego socjalistycznego świata ich pierwszych wyrzucą na śmietnik.

Powinniśmy również zauważyć, że od kiedy laickie lewactwo, a w tym ateizm, uzyskały znaczne wpływy w społeczeństwie, to postęp naukowo-techniczny spowalnia. Po prostu cywilizacja Zachodu staje się kolektywno-niewolnicza zbliżona do azjatyckiej. Ateizm jako państwowa ideologia zupełnie nie przejmuje się prawami naturalnymi. Obstawia za pozytywizmem prawnym - w efekcie zgadza się na depopulację i rozkład społeczeństw.

Jaki może być z tego wniosek. Ateizm jest religią niewolników zakrywającą pod płaszczykiem szczytnych ideałów plan budowy nowego totalitaryzmu. Ci ludzie pozwolą, żeby analizować każdy ich ruch, a w razie czego żeby ich mordować i sterylizować. Jakobini w XVIII w. się nie mylili, aby zapanować w pełni na społeczeństwem, trzeba zniszczyć religię. A najłatwiej się to robi, reklamując jej ersatz.

środa, 9 lipca 2008

Czym jest nowy socjalistyczny świat?

Używałem tego terminu nie jeden raz, ale zapomniałem zdefiniować, co on ma konkretnie oznaczać. Dla wielu osób po prawej stronie (jak i po lewej) jego znaczenie może być różne. Raczej lewicowcy odbierają to różnie - albo jakiś narodowy syndykalizm, z korporacjami pracowniczymi i dużym socjalem, jak to postuluje chociażby NOP, albo świat całkowicie zlaicyzowany zsekularyzowany, gdzie nie ma religii, rasizmu, homofobii i wszelkich form społecznego ucisku, jakie ich zdaniem mają wynikać z tradycji. Dodam, że ten drugi jest przez nich traktowany jako raj na Ziemi. Ale jak to naprawdę będzie wyglądać. Jako konserwatysta mam zdanie zgoła odmienne.

Analizując do czego dąży współczesna lewizna, można dojść do wniosku, że ten nowy socjalistyczny świat będzie koszmarem. Po prostu to ostateczny totalitaryzm, w którym człowiek zostanie zredukowany do biologicznego elementu społecznej maszyny. ZSRR Stalina, Trzecia Rzesza Hitlera czy Chiny to będzie przy tym nic, nie wiem, czy dobrym określeniem na nazwanie tego stanu rzeczy byłoby nawet określenie pikuś. Oni nie dysponowali takimi środkami technicznymi, jakie zostały wynalezione po drugiej wojnie światowej. Nawet nie mogli marzyć o nich, to przekraczało granice wyobraźni tych ludzi.

Ale przeanalizujmy ewolucję tego obecnego systemu socjaldemokratycznego w stronę totalitaryzmu, jaki nastąpi w przyszłości. Niestety, niewiele można tutaj wskórać, aby tak się nie stało. Zacznijmy od tego, co powszechnie jest postrzegane jako dobrodziejstwo. Państwowa służba zdrowia oraz wiążące się z nią obowiązkowe ubezpieczenie. Wielu z nas powie, a to takie dobre jest, bo idzie się do szpitala i nikt z nas kasy nie ściąga. Po pierwsze mitem jest jej bezpłatność. Przecież płaci się składkę zdrowotną do NFZ. To jest państwowy monopolista, który może sobie wysokość dowolnie ustalać, jak mu się podoba. Mitem jest zatem ta bezpłatność. Ale co powoduje istnienie państwowej służby zdrowia? Pojawia się tutaj automatycznie zagadnienie, jak minimalizować koszty leczenia. Tak więc, zabrania się ludziom robienia pewnych rzeczy. Nie można jeździć bez zapiętych pasów samochodem, bo wzrosną niebezpiecznie koszty leczenia. Państwo ma również ciągoty w kierunku zabrania jedzenia ludziom potraw zawierających tłuszcze trans. Na naszym rodzimym podwórku pojawiały się również projekty, aby zakazać sprzedaży alkoholu przed godziną trzynastą. Walczy się również z nikotyną. Wszystko to wynika z istnienia państwowej służby zdrowia. Z niczego innego.

Przy okazji warto poruszyć wątek narkotyków. Dlaczego teraz tak miło socjaldemokracja patrzy na ich dekryminalizację? W tej rzeczywistości można ludzi starać się ogłupiać, oszczędzając na początku na inwigilacji. Ludzie ogłupieni przez narkotyki będą zdecydowanie mniej szkodliwi i nie będą występowali przeciwko władzy. Dadzą się też łatwiej urabiać narzędziom propagandy, będą siłą rzeczy mniej sceptyczni wobec zabiegów stworzenia nowej kultury oraz społecznej inżynierii.

Ale spójrzmy dalej. Generalnie koszty leczenia ludzi w podeszłym wieku są wysokie. Pojawiają się zatem pomysły, aby za leczenie powyżej 65 roku samemu płacić, mimo posiadania państwowego ubezpieczenia w tym zakresie. Lecz to jest jeszcze nic. Z socjalistycznego punktu widzenia najlepiej takich ludzi nie leczyć. Pojawia się tutaj zatem następne rozwiązanie, zaakceptowane póki co w Holandii, Belgii oraz kanadyjskiej prowincji Kolumbii Brytyjskiej. Jest to nic innego, tylko eutanazja. Prowadzi to do zdecydowanego obniżenia wydatków w służbie zdrowia. To jest, mimo, nie koniec. Eutanazja bowiem płynnie przechodzi w eugenikę. Przecież, jeżeli będzie można skrócić cierpienia osobom starszym cierpiącym na przykład na nowotwory z wieloma przerzutami, to teoretycznie można zacząć uśmiercać dzieci z zespołem Downa lub chociażby z zajęczą wargą, o ile wcześniej nie zostaną wyskrobane. To jedna rzecz. Druga to państwo może kalkulować przyszłe wydatki. Następnym wnioskiem jest zatem sterylizacja osobników, które przez władzę zostaną uznane za niezdatne do rozmnażania. Co się z tym wiąże. Oczywiście w części przypadków przymus aborcyjny. Przyjdą odpowiedni panowie ze smutnymi twarzami, złapią kobietę - no i w zależności od zaawansowania ciąży - będzie albo aborcja farmakologiczna albo mechaniczna. A jak mimo wszystko dziecko się urodzi, to zostanie zabite rzutem o ścianę - tak to robili na przykład Niemcy podczas drugiej wojny światowej.

Widzimy jak państwowa służba zdrowia otwiera drogę do inżynierii społecznej. Obecnie jest ona znacznie ułatwiona. Hitler czy szwedzcy socjaldemokraci w okresie do 1975 roku nie mieli jednak takich środków, jakimi obecnie się dysponuje. Oni mogli się co najwyżej opierać na jakiejś pseudoantropologii. A wyobraźmy sobie, co będzie w przyszłości. Wezwą na badanie i pobiorą krew. A następnie zwirują i poszczególne frakcje wrzucą na jakiś lab in chip. Nie tylko będą wiedzieli, jaki dany człowiek ma genom, ale również będą wiedzieli jak on ulega ekspresji. Są już obecnie mikromacierze DNA, których wyniki analizuje się z użyciem maszynowych algorytmów przeszukiwania. Prawo Moore'a oraz wykorzystanie nowych materiałów do budowy elementów półprzewodnikowych pewnie to wszystko jeszcze przyśpieszy. Dodajmy jeszcze, że do tej pory zapewne lepiej zostaną poznane zależności między układem immunologicznym a nerwowym; ekspresja genów w komórkach odpornościowych będzie mogła powiedzieć co nieco na temat stanu umysłowego i emocjonalnego danego człowieka. Na tej postawie określą, jaką dany człowiek ma potencjalną wartość i czy wolno mu pozwolić się rozmnażać. Dawny morfologiczny lombrosianizm odejdzie w przeszłość, o ile już się tak nie stało. To wnioskowanie zejdzie z poziomu anatomii do genetyki i biologii molekularnej (jak to ładnie ongiś określano protoplazmy).

Eugenika otwiera drogę do następnego szczebla zniewolenia. Państwo już przejęło po części kontrolę nad rozrodem. Teraz tylko rozszerzy sferę swojej ingerencji w celach wyhodowania rasy niewolników, którzy nawet nie będą zdawali sobie sprawy ze swego statusu. Będzie miało ku temu możliwości w postaci klonowania reprodukcyjnego i inżynierii genetycznej. Pierwsze zostało przedstawione jako wielka nowość w latach dziewięćdziesiątych w związku z owieczką Dolly. Jednak to nie jest prawda. Poza tym klonowanie reprodukcyjne może być dokonywane też przez podział zarodków. A sam nuclear transfer został wymyślony już w 1940 roku przez niemieckiego embriologa, laureata nagrody Nobla, Hansa Speemana. Tego typu eksperymenty robione były w latach sześćdziesiątych na traszkach i rybach. O ssakach zaczęto myśleć dopiero po roku 1980. W sumie, jakby się temu przyjrzeć, cały postęp w klonowaniu, wynikał z rozwoju techniki oraz lepszego zrozumienia wczesnego rozwoju ssaków. Teoretycznie można by doprowadzić do tego, że sklonowanie człowieka okazałoby się opłacalne (jeżeli znaleziono by sposób jak poradzić sobie z genetycznym imprintingiem polegającym na metylacji sekwencji oraz acetylacji histonów na przykład). A inżynieria genetyczna. Póki co najbardziej opłacalne techniki wymagają tworzenia chimerycznych zarodków i dlatego gros badań z zakresu neurobiologii czy immunologii robi się na myszach ze względu na szybki rozród tych gryzoni (chodzi tutaj o wykorzystanie osobników z wyłączonymi pewnymi genami albo wykazującymi ich nadekspresję). Można sobie wyobrazić jednak taki rozwój techniki, który umożliwi ominąć w ogóle uzyskiwanie zarodków chimerycznych. A teraz dokonajmy syntezy obydwu. Teoretycznie można uzyskać osobnika transgenicznego, a następnie go powielić za pomocą klonowania. Można by sobie wyobrazić rozród człowieka w fabrykach jak w powieści Nowy wspaniały świat Aldousa Huxleya. Chodzi tutaj o ektogenetykę, czyli możliwość przeprowadzenia całej ciąży poza organizmem matki. Wymyślił to skrajny socjalista J.B.S. Haldane i opisał w futurystycznej książce Deadalus i uważał, że to będzie wielkie dobrodziejstwo. Jak to ultralewica, w zniewoleniu i totalnej kontroli jak z Oczu Heisenberga nie widział nic zdrożnego. Posthumanizm, niestety, stać się może rzeczywistością...

Obok tego będą się rozwijały elektroniczne metody inwigilacji. Na razie w Szwecji dąży się do tego, aby dbać o to mityczne bezpieczeństwo obywateli, ale to dopiero jest marny początek tego typu praktyk. Postępować to będzie wraz z miniaturyzacją poszczególnych elementów wynikającą z jednej strony z prawa Moore'a, a z drugiej z wykorzystaniu nowych materiałów (bardziej nawet jestem przekonany o większym prawdopodobieństwie drugiego wspomnianego przypadku). W obecnych czasach, kiedy na centymetrze kwadratowym mieści się kilka miliardów tranzystorów, podsłuch nie jest żadnym problemem. To mamy na moment obecny. A wyobraźmy sobie, co będzie, jeśli tranzystor osiągnie szerokość helisy DNA? Do tego mamy postęp w budowaniu układów mikroelektromechanicznych (MEMS). One też znacznie ułatwią kontrolowanie ludności. I nie będzie to tylko lab in chip, ale cała gama szpiegowskich instrumentów. W pewnym momencie władza będzie mogła wpływać nawet na to, co myślimy. Wszczepi się po prostu odpowiedni element wewnątrz czaszki, no i mamy kompletną kontrolę człowieka. Wiemy doskonale, co się z nim dzieje i możemy go totalnie kontrolować. A on nie jest nam w stanie w żaden sposób zaszkodzić. Przestanie istnieć coś takiego jak opór wobec władzy. Hiszpański neurofizjolog Jose Delgado potrafił z użyciem znacznie bardziej prymitywnych instrumentów zapanować nad zachowaniem wielu zwierząt już w latach sześćdziesiątych. A obecnie są jeszcze większe możliwości. Teoretycznie można zapanować już nad ludźmi, ale na razie cicho decydenci o tym siedzą. I nie powinniśmy liczyć na to, że socjalistyczna władza nie skorzysta kiedyś z nich.

To jest nowy socjalistyczny świat. Oparty on zostanie o technokratyczną dyktaturę naukową, jaka zastąpi w tym momencie religię. Przecież pisał o tym kolejny lewicowy prorok obok Marksa, Keynesa i Gramsciego, znany jako Richard Dawkins. W God Delusion jasno jest zaznaczone, że tak ma się stać. Pewnie do tego będą architekci tego nowego socjalistycznego świata dążyć. Będzie to totalitarny koszmar, przy którym teokratyczny Iran jest wręcz oazą wolności. To wszystko nam zgotują ci ludzie, którzy tak głośno o niej mówią. W rzeczywistości w większości to są pachołki większych decydentów, o których istnieniu nawet nie wiedzą.

Szkoda, że również nie zostali wtajemniczeni w to, że jak ten nowy socjalistyczny świat powstanie, to oni pierwsi zostaną wyrzuceni na śmietnik.

poniedziałek, 9 czerwca 2008

Jak lewactwo ogłupia społeczeństwo?

W poprzednim tekście trochę się rozpisałem na temat filozofii lewactwa i jej nowych wyrodków takich jak left-environmentalism czy racjonalizm-utylitaryzm a la Peter Singer. Nie ma co ukrywać, że lewicowość i totalitaryzm mają się do siebie jak części Re i Im w liczbach zespolonych. Ale coś oni muszą robić, aby społeczeństwo to wszystko kupiło i nie zauważyło, że jest nie tak. Ich cel jest taki, żebyśmy uwierzyli, iż ta klatka, w której nas zamykają, że to jest krynica wolności. Prawdę mówiąc, również 90% lewactwa nie wie, że to co popiera, to jest totalitaryzm. Gardłując z takimi Pandadą i Quasim można dojść do wniosku, że oni się uważają za obrońców wolności. To są według klasyfikacji Włodzimierza Iljicza pożyteczni idioci. 10% lewaków stanowią uświadomieni i ci doskonale wiedzą, po co pewne rzeczy są robione. Tutaj są dwie możliwości - albo to są cyniczni bandyci, złodzieje i oszuści chcący się zwyczajnie nachapać, albo planiści związani z lożami masońskimi. Dochodzimy do tego, że uświadomiona grupa lewactwa, jakiej zamarzyło się być nową szlachtą, dąży do ogłupiania społeczeństwa. Jak zatem oni tego dokonują?

Państwowe szkolnictwo zwykliśmy uważać za dobrodziejstwo. Już nie będę opisywać iluzoryczności tego, że jest bezpłatne, bo pieniądze na drzewach nie rosną przecież. Chodzi tutaj o co innego. Otóż, jeżeli szkoła jest przymusowa, to muszą zostać wysłane do niej wszystkie dzieci w danej grupie wiekowej. Na tym to się nie kończy. Układany jest program nauczania dla wszystkich. Może on zostać tak ułożony, aby móc kształtować przyszłe pokolenia, co więcej ideologizować je, wmawiać im fałszywe informacje odnośnie globalnego ocieplenia, normalności homoseksualizmu, początków komunizmu w Polsce, prawicowości nazizmu, wyższości socjalizmu nad kapitalizmem et cetera. W ten sposób hodowani są lewicowi pożyteczni idioci. Wszystko to w przyszłych celach poparcia dla odpowiednich rozwiązań społecznych i gospodarczych. Inne rzeczy związane ze szkolnictwem, to centralne egzaminy. To powoduje, że uczeń ma spełniać pewne warunki, zupełnie jak samochód zjeżdżający z taśmy produkcyjnej. Nie może umieć ani mniej, ani więcej niż przewidują pewne ustalenia, tylko idealnie tyle, co sobie pewni urzędnicy ustalili. Czemu to służy? A mianowicie dalszemu ogłupianiu społeczeństwa. W przypadku państwowej centralnie sterowanej szkółki mamy jeszcze następny paradoks uważany też powszechnie za dobrodziejstwo. Chodzi tutaj o to, że szkoły są koedukacyjne. Większość ludzi nie widzi w tym nic złego. A przecież, czy kiedyś, jak były dysedukacyjne, to czy ludzie mieli jakieś straszne problemy sercowe? Ba, tego wszystkiego było mniej niż obecnie. Szkoły koedukacyjne nie są żadnym dobrodziejstwem. Powodują stałe obniżanie się poziomu nauczania, osiągane są w nich gorsze wyniki niż gdyby się to działo w dysedukacyjnych placówkach oświatowych.

Reasumując, państwowe szkolnictwo jest narzędziem inżynierii społecznej. Jest ono tak sterowane, abyśmy kupili odpowiednie rozwiązania. Rozwiązania preferowane przez lewactwo prowadzą do obniżania poprzeczki jak chociażby występowanie szkół koedukacyjnych.

Jak jeszcze lewactwo może ogłupiać społeczeństwo? Mamy przecież do czynienia z pewną cenzurą. Przepraszam bardzo, a gdzie można dostać Zmierzch Zachodu niemieckiego historiozofa Oswalda Spenglera? Gdzie można przeczytać pisma Richarda Nikolausa grafa von Coudenhouve-Kalergi odnośnie powstania Unii Europejskiej, a w dalszej kolejności państwa obejmującego całą Eurazję (i komu to będzie służyć)? Czy można kupić sobie Mein Kampf? Niestety, lewactwo zabrania pewne rzeczy czytać. Ludzie mogliby przejrzeć na oczy i zdać sobie sprawę z istnienia klatki, w jakiej się znajdują. Zobaczyliby, że wciska im się popelinę, no i ktoś mógłby pojechać na furze z gnojem jak Jagienka w Chłopach. A tego lewactwo nie chce. Oni dążą, żeby za wszelką cenę trzymać się przy korycie. Lewactwo chce, aby ludzie pokochali swój stan, że są niewolnikami w nowym socjalistycznym świecie! I na tym się ich wszelkie wysiłki skupiają.

Na tym jednak techniki ogłupiania społeczeństwa się nie kończą. Czy nie wydaje się drogim Czytelnikom paradoksalne, że w krajach zachodniej Europy walczy się z tytoniem i nikotyną, a legalizuje się narkotyki? Co więcej, niektóre kraje, jak na przykład Finlandia, zapowiedziały, że do 2020 roku tytoń zostanie skryminalizowany. Czy to czymś na kilometr nie śmierdzi? Ależ oczywiście. W zachodniej Europie mamy przecież państwowy system opieki zdrowotnej, zasiłki... socjalizm pełną gębą. Jak więc się skończy legalizacja narkotyków, dojdzie rzecz jasna do wzrostu narkomanii. Oczywiście skoczą wszystkie obciążenia fiskalne, ale z punktu lewactwa bilans będzie korzystny, bo jakiś całkiem spory procent populacji będzie miał zaburzenia postrzegania rzeczywistości wywołane zażywaniem narkotyków. W efekcie jeszcze łatwiej będzie można przeforsować wiele zmian. Założę się, że z tytoniem nikt by nie walczył, jeżeli wywoływałby halucynacje, a przy częstym zażywaniu flash-backi. Główni planiści w partiach lewicowych jednak wiedzą, co robią. Legalizacja narkotyków w stanie socjalizmu to nic innego jak odurnianie ludzi drogą za pośrednictwem odpowiednich specyfików. W efekcie można się dalej posunąć z inżynierią społeczną, bo ludzie umiejętnie ogłupiani się na wszystko będą godzić.

Co dalej? Część eugeników cynicznie zauważała, że system selekcji ludności nie doprowadzi do udoskonalenia pojedynczych jednostek, ale jeszcze do ich większego odurnienia. Czy oni nie mieli czasem racji? Lewacy już popierają aborcję i eutanazję, do eugenicznych zapędów przyznają się na razie nieliczni. Możliwość dzieciobójstwa czy zamordowania gderliwego tetryka, to na razie jest tylko początek. To zapowiedź inżynierii społecznej, przy której to co wyprawiali faszyści w Niemczech czy socjaldemokraci w Szwecji do 1975 roku, to bajeczki dla grzecznych dzieci. W ten sposób oni doprowadzą do jeszcze większego ogłupienia ludzi. Marzenia lewactwa sięgają jednak znacznie dalej, żeby przejąć w ogóle kontrolę nad rozrodczością człowieka, a po pewnym czasie stworzyć uniwersalnego palanta, którym będzie można kierować jak się lewackim poganiaczom niewolników zechce.

Mamy tutaj stopniową gradację, zupełnie jak przy grze w domino. Najpierw odpowiednie kształtowanie za pośrednictwem szkolnictwa, czyli de facto nacjonalizacja umysłu. Potem dochodzą jeszcze inne metody. A wszystko się może skończyć na tym, że lewacy nas będą kształtować tak, jak ich chore umysły sobie zamarzą. Otępiała masa zaakceptuje wszystko... niestety.

I czy my na to wszystko pozwolimy?

sobota, 7 czerwca 2008

Filozofia nowego totalitaryzmu i możliwość jego nadejścia

Wiek dwudziesty był stuleciem totalitaryzmów - komunizmu i nazizmu. Nie ma co również ukrywać również ich lewicowego pochodzenia. W przypadku tego drugiego często przynależność do lewactwa jest zaprzeczana, jest to jednak całkowicie bezpodstawne. Lewica się skompromitowała i wręcz dziwota człowieka bierze, dlaczego jeszcze wyznawcy tych ideologii kręcą się po świecie. Powiedzmy sobie szczerze i otwarcie; kwintesencją tego wszystkiego jest totalitaryzm. Oczywiście, lewactwo będzie się przed tego typu zarzutami bronić twierdząc, jakoby konserwatystom było bliżej do totalniactwa niźli im, bo rzekomo mówią, jak seks ludzie mają uprawiać. A przepraszam bardzo, czy ja takiemu Quasiemu mówię czy ma na stojąco, w kucki, czy na muszli klozetowej? Poza tym zażywanie tabletek hormonalnych, zresztą zwiększających ryzyko nowotworów jajnika, nijak ma się do samej czynności polegającej na wprowadzeniu penisa do pochwy przy równoczesnej ejakulacji. Wychodzi na to, że Quasi-biolog nie wie, co to jest seks i że z takim brakiem w wiedzy (na moje oko również praktycznej) został wypuszczony ze studiów. No i jeszcze: tacy to są przyjaciele wolności, że trzeba mieć włączone światła cały rok w samochodzie, broni nie można mieć, jeść nie wolno pewnych rzeczy, tak samo leczyć się pijawkami, a nawet sposoby przechowywania zwierzęcych odchodów w gospodarstwach rolnych są uregulowane (sic!). No i zabierają 80% kasy via podatki, co potem idzie na nie wiadomo co. Wychodzi na to, że już żyjemy w takim świecie jak w Brazil Terry'ego Gilliama, przebiurokratyzowanym, gdzie władzunia musi wiedzieć o tym, co my ze swoją własnością raczymy czynić. Jednak to w czym my żyjemy, co pokazał dwudziesty wiek, to jest jeszcze nic.

Tak więc i filozofia lewactwa będzie wyrażać zamordyzm. Marksizm nakazał odgłowić społeczeństwo poprzez wyrżnięcie elit, aby zapanowała dyktatura proletariatu i w efekcie budowa Państwa Bożego na ziemskim padole. Faszyzm stawiał również na niziny społeczne, a przy okazji zakładał rozprawienie się ze wszystkimi obcymi. Wcielone to zostało w życie w ZSRR i Niemczech. Jednak - jak już wyżej nie napisałem - filozofia lewactwa nie padła, mimo że przyczyniła się do kilkuset milionów ofiar na całym świecie. Ba, zaczyna się stawać dominująca w tej części świata, w której my żyjemy. Rości sobie monopol do tego, próbując cenzurować wszystko, co się z nią nie zgadza. Lewactwo uważa, że może poprawiać historię, socjologię, psychologię, nauki o Ziemi, a nawet biologię, zoologię vide chociażby gadki o homoseksualizmie w świecie zwierząt. Wszędzie gdzie mogą, lewacy muszą położyć swoje brudne łapska. Skoro nawet naukę poprawiają na swoją modłę, to filozofia lewicowa stanowi zamordyzm ewidentny.

Ostatnio dyskutuje się o jej nowym wykwicie popularyzowanym przez niejakiego Petera Singera. Jest to racjonalizm-utylitaryzm po reductio ad absurdum. Jakie jest clou tej całej filozofii? Otóż, zakłada, że bytami osobowymi jest wszystko, co jest zdolne do odczuwania cierpienia. Odrzuca zatem dotychczasową ontologię traktującą jako osobę osobnika gatunku ludzkiego. Według Singera może być nią trzoda chlewna, szympans, delfin oraz człowiek (pod warunkiem, że nie jest zygotą, zarodkiem, płodem, starcem lub upośledzonym fizycznie albo psychicznie). Ów filozof usprawiedliwia zatem aborcję, eutanazję i eugenikę i je gorąco popiera. No i czym ten racjonalizm-utylitaryzm jest w tym wydaniu? To nowa filozofia zamordyzmu, podobnie jak nazizm czy komunizm! W tym wypadku podlana jest jeszcze innym sosem - ekologistycznym (prawa zwierząt). Dlaczego ta filozofia to jest coś takiego jak dotychczasowe wykwity lewackiej myśli totalitarnej?

Obecnie lewactwo gardłuje o wolności brzucha. No i co z tego wynika? A mianowicie uznanie, że człowiek w pewnej fazie rozwoju nie jest człowiekiem. Lewactwo jeszcze argumentuje często, że na aborcję decydują się ludzie biedni, którzy inaczej by wylądowali na ulicy, ponieważ nie byliby w stanie wyżywić zbyt dużej rodziny. Zakłada przy tym, że są tak głupi, że nie potrafią podjąć decyzji o stosunku. Jaki jest następny wniosek, a oczywiście sterylizacja. Władza teoretycznie może zechcieć sterylizować ze względów społecznych. A co potem? Lewactwo może dojść, że może lepiej w ogóle wyeliminować część ludności, na co się decydowali niejednokrotnie wcześniej w historii. Tak więc legalizując aborcję, teoretycznie można się godzić na przemysłową wręcz eliminację pewnych grup w społeczeństwie. Dochodzi tutaj jeszcze eutanazja oraz jej zastosowanie w przypadku starców oraz niedorozwiniętych. Żadna inżynieria społeczna nie może się bez niej obejść - była stosowana w nazistowskich Niemczech, obecnie dokonuje się jej w Chinach, potajemnie również wykonywały ją służby społeczne w USA po 1907 roku, gdy przeszło w kilkunastu stanach prawo pozwalające dokonać sterylizacji. Wygląda na to, że wszystko się stoczy w tym kierunku. Legalizacja aborcji stanowi tylko początek.

System, o którym mówi ultralewacki parafaszystowski Singer nazywa się racjonalizm-utylitaryzm. Przyjrzyjmy się drugiemu członowi tej nazwy. Utylitaryzm został stworzony przez Johna Stuarta Milla. Ten system etyczny zakłada, że dobre są te uczynki, które przynoszą maksymalizację szczęścia jak największej grupie ludzi. Jaka to jest więc filozofia? Nie trudno się domyśleć, że jest ona z gruntu kolektywna. Ten system ma gdzieś jednostkę. Można wręcz zarzucić w tym momencie Majakowskim: Jednostka niczym, jednostka bzdurą(...), choćby największą była figurą. Jeżeli utylitaryzm traktuje ludzi jako jedną bezpostaciową masę oznacza w zasadzie rozumowanie w kategoriach maszyny społecznej. Wobec tego część ludzi można po prostu wyrzucić na zasadzie usuwania zepsutych części. Takie rozumowanie nie jest obce współczesnym socjalistom i nie zdziwiłbym się, gdyby w przeciągu kilkudziesięciu lat nie powstał jakiś nowy Oświęcim albo archipelag GuŁAG, w którym eliminowane byłyby elementy politycznie niepoprawne. Całe społeczeństwo byłoby oczywiście skutecznie otępiane tak, aby żyło w poczuciu szczęścia. Nie zdziwiłbym się, gdyby władza się zniżyła do takich tryków jak dodawanie rtęci do szczepionek, w wyniku czego następowałaby częściowa chemiczna lobotomia. Takie rozwiązanie popierał fanatyczny socjalista Bertrand Russel. Ciekawe również jest działanie lewactwa, jak to jest, że tytoń jest wycofywany tak, że w końcu nastąpi jego delegalizacja, a legalizuje się narkotyki. Przy państwowej służbie zdrowia i takowym ubezpieczeniu. Służy to niczemu innemu jak ogłupianiu społeczeństwa, hodowaniu tępej masy, które będzie bezwzględnie lewactwu posłuszna. I wszystko celem maksymalizacji szczęścia grupy. Władza w końcu zdecyduje się odebrać ludziom dzieci, żeby mogła dokonywać ich selekcji, wydajniej odurniać tak, aby stworzyć wiernych sługusów nowej socjalistycznej władzy.

Inna sprawa to environmentalizm i cały ruch trockistowskiej bandy o nazwie zieloni. Zakłada on potrzebę ochrony środowiska, ale zastanówmy się, co to oznacza, jeżeli widzimy ewidentne manipulacje jak globalne ocipienie. Oczywiście wszystko wyjdzie nad wyrost. Będzie trzeba kontrolować przyrost ludzkiej populacji. Wprowadzone zostanie prawo o jednym dziecku na rodzinę na wzór chiński. Zresztą już w USA, Wielkiej Brytanii czy w Europie kontynentalnej takie akcje próbowano przepchnąć, na całe szczęście to nie wyszło. Powinniśmy się jednak spodziewać, że to przejdzie. Aborcja, eutanazja, eugenika już mają poparcie lewicy. Oczywiście - jak pisałem w akapicie wyżej, sterylizacja będzie narzędziem inżynierii społecznej. Może się pojawić przymus aborcyjny oraz eutanazyjny. Wszystkie trzy będą popierane również jako ograniczenia przyrostu naturalnego i wynikającej zeń degradacji środowiska naturalnego. Environmentalizm będzie również pretekstem do coraz większej ingerencji w działalność przedsiębiorstw poprzez szereg kontroli i zwiększanie obciążeń fiskalnych. Efektem tego może być nawet częściowa nacjonalizacja przemysłu. W przypadku rolnictwa może się skończyć na kolektywizacji. Nam powiedzą, że to wszystko w trosce o środowisko naturalne. Tak naprawdę będą chcieli mieć nad nami jeszcze większą kontrolę. Obok nacjonalizacji i kolektywizacji prawdopodobnie dojdą jeszcze przymusowe przesiedlenia - te również w wiadomym celu stałego dozoru. Będzie to niby przywracanie dzikości danych terenów, a tak naprawdę będzie trzeba zniszczyć lokalne wspólnoty i je skoszarować w obrębie struktur wytworzonych przez państwo takich jak kołchozy czy korporacje pracownicze.

Reasumując, w przypadku fuzji filozofii racjonalistyczno-utylitarianistycznej i environmentalizmu gwarantuje powstanie nowego totalitaryzmu. Opisywany wyżej scenariusz wcielania tych systemów filozoficznych w życie spełnia wszystkie warunki tego systemu - maksymalna ingerencja w życie jednostki oraz w procesy gospodarcze.

Może się to wydawać, że to jest co najwyżej scenariusz science fiction typu Nowego wspaniałego świata Aldousa Huxleya. Jednak tak nie jest. A przyjrzyjmy się zachodniej Europie, co tam się zaczyna dziać. Przecież w Holandii upośledzone dzieci morduje się bezpośrednio po urodzeniu, o ile wcześniej nie zostały wyabortowane. Tak samo dokonuje się eutanazji starców i osób niedorozwiniętych fizycznie lub psychicznie - stanowi ona około 20% wszystkich zgonów. Inne kraje zachodniej Europy zbliżają się do tej awangardy postępu. Powiedzmy sobie szczerze. Jeżeli chodzi o gospodarkę znajdujemy się w etapie porównywalnym do NEP. Eurokomuna jeszcze toleruje elementy kapitalizmu, ale to może się niedługo skończyć tak, jak w ZSRR. W przypadku UE już mamy do czynienia z elementami gospodarki centralnie sterowanej. Bo czym innym jest strategia lizbońska? A to wszystko to jest tylko początek.

Powiedzmy sobie szczerze. Jak na Salonie24 miałem okazję rozmawiać z lewakami, to oni nie zdają sobie sprawy, że te ich idee to jest na dłuższą metę totalitaryzm. Co więcej, idea totalnej ingerencji w życie człowieka wydaje im się związana właśnie z prawicowością. W klasyfikacji Włodzimierza Iljicza Lenina byliby to zatem pożyteczni idioci. Są bowiem jeszcze lewacy uświadomieni, którzy bardzo dobrze wiedzą, co robią. W ten sposób staną się bowiem nową arystokracją i tak ciągną za sznurki, aby tak było. Im na tym totalitaryzmie po prostu zależy! Oni o tym po prostu marzą...

A najgorsze jest w tym wszystkim, że to my skutków tych wszystkich rojeń dożyjemy...