Prawicę zwykle wiąże się z konserwatyzmem i nacjonalizmem. Tak wielu ludzi pojmuje to pojęcie. W przypadku konserwatyzmu zgadza się jak najbardziej, ten prąd od zawsze znajdował się po prawej stronie sceny politycznej. Jeżeli chodzi o nacjonalizm, to jest kwestia dyskusyjna. Tak naprawdę to bardzo szeroki zestaw poglądów, więc praktycznie nie da się sklasyfikować pod względem prawicowości czy lewicowości. Jest to jednak temat na zupełnie inny artykuł o sporej pojemności. Konserwatyzm jest prawicą najbardziej typową. Jednakże wielu ludzi, którzy się za prawicowców uważają przestaje stosować ten termin. Zamiast niego znaleźli sobie, jak im się wydaje, zamiennik w postaci konserwatywnego liberalizmu. Ma to być konserwatyzm i wolny rynek tak, jakby poszanowanie prywatnej własności nie mieściło się w pojęciu konserwatyzmu. Sama doktryna została stworzona przez Alexisa de Tocqueville'a w 1834 roku; stanowi właśnie połączenie konserwatywnej obyczajowości i liberalizmu gospodarczego. Jednakże czy jest tak na pewno?
Wielu ludzi, gdy słyszy termin "liberalizm konserwatywny" uważa niemal instynktownie, że to jest oksymoron. Z czym innym bowiem kojarzy się im konserwatyzm, a z czym innym liberalizm, z tego powodu dostrzegają sprzeczność. Okazuje się, że zwykły szary człowiek widzący oksymoron w samej nazwie może mieć tutaj dużo racji. Należy się zatem zastanowić, dlaczego? Porównajmy sobie na początek założenia konserwatyzmu i liberalizmu. To jest dobry punkt wyjścia dla rozważań nad nurtem kolibrowym.
Konserwatyzm zakłada, że owszem jednostka ma swoje prawa, ale jest częścią większych struktur jak rodzina, wyznawcy danej religii czy naród. Zatem nie tylko ona będzie podmiotem stanowienia prawa, co przysługuje jej - to ius naturalis będące odbiciem ius aeterna divina (na podstawie doktryny św. Tomasza z Akwinu) - ale również struktury złożone z wielu indywiduów. Innym założeniem jest ułomność i niedoskonałość pojedynczej jednostki. Pojedynczy człowiek nie jest istotą omnipotentną, więc sam z siebie nie może wygenerować żadnej nowej moralności. To jest kwestia oddziałowania wielu ludzi, którzy określają jakie zachowania są dozwolone, a jakie będą piętnowane i/lub karane. Konserwatysta będzie zatem w tworzeniu prawa opierał się na tradycji i wynikającej z niej moralności, ponieważ istnieje bardzo prawdopodobne podejrzenie, że taki system prawny będzie najlepszy. Na jakiej podstawie ma tak prawo uważać? A mianowicie, pewne zasady już się sprawdzają w danej społeczności dłuższy czas, to po co je zmieniać, skoro może to zaowocować kataklizmem. Z tego powodu również popierać będzie restrykcyjną politykę karną, aby odstraszyć potencjalnych kryminalistów. Konserwatyzm nie dostrzega samych jednostek, ale - jak już wyżej napisałem - dostrzega wyższe poziomy organizacji, jak narody, społeczności, kręgi kulturalno-cywilizacyjne. Wynika z tego potrzeba dbania o niepodległość i niezależność swojego państwa, aby nie być zależnym od nikogo pod względem militarnym lub ekonomicznym. W pierwszym przypadku konserwatyzm będzie stawiał na dużą siłę armii, w drugim natomiast opowie się za prywatyzacją, ale poza gałęziami gospodarki określonymi jako strategiczne, czyli na przykład energetyką. Co więcej, konserwatyści - jak już wcześniej napisałem - zakładają, że z różnych przyczyn człowiek jest ułomny. Poza tym ludzie się różnią między sobą. Te dwa czynniki powodują, że według konserwatyzmu społeczeństwo powinno być hierarchiczne i autorytarne, a najlepiej byłoby gdyby było autorytarnie zarządzane. Zatem rasowy konserwatysta winien sprzeciwiać się demokracji.
Natomiast jak ma się do tego liberalizm. Ten czyni założenie, że jednostka jest wszechmocna i omnipotentna. Tak więc według liberalizmu głównym podmiotem prawa będzie pojedynczy człowiek. Co z tym się wiąże? A mianowicie maksymalne nadanie tej jednostce wolności tak, że przeważy wszystko inne. Według liberałów nie liczą się takie rzeczy jak rodzina czy naród. To dla nich sztuczne struktury, które można definiować na wiele sposobów i które wobec tego nie istnieją. W czym się natomiast wyraża maksymalizacja wolności jednostki? Polega na odrzuceniu ius naturalis i zastąpieniu ich prawnym pozytywizmem. Wobec tego najczęściej feruje się podejście empatocentryczne. Liberalizm zatem będzie godził się na aborcję, eutanazję i ortotanazję, czemu sprzeciwiać się będą konserwatyści. Liberałowie nie będą widzieli nic złego w legalizacji narkotyków, pornografii, prostytucji, a także zrównaniu statusu heteroseksualistów oraz homoseksualistów; w przypadku tego ostatniego związki monopłciowe mają mieć takie same uprawnienia jak heteropłciowe złożone z jednego mężczyzny i jednej kobiety. Dla liberalizmu wszystkie inne większe struktury niż jednostka nie mają racji bytu, tak więc można uchwalić dowolne prawo, jeśli będzie ono dobre dla pojedynczych ludzi niezależnie od ich skłonności. Pojęcie społecznej szkodliwości zatem nie istnieje, tak samo opierania się na tradycji czy moralności. To są zdaniem liberałów pojęcia czysto względne. Jakie liberalizm będzie popierał podejście do gospodarki? Wolny rynek stanie się tam absolutem. Konserwatyści uważają, że jest to po prostu lepszy i efektywniejszy mechanizm dystrybucji dóbr niż centralne planowanie. Ponieważ liberałowie nie dostrzegają narodów i ich dążeń, to i dlatego pełna niezależność państwa od czynników zewnętrznych - kolokwialnie mówiąc - zwisa im. Ważniejsze jest to, że będzie można popełnić eutanazję lub palić marihuanę, a to od kogo się uzależnią czy kto im będzie dyktował warunki, to już jest kompletnie nieważne. Liberał uważa, że jednostka jest omnipotentna, a jeśli tak nie myśli, to czyni takie założenie, tak więc odrzuca instytucję autorytetu. Społeczeństwo według liberalizmu nie jest strukturą hierarchiczną. Propagują zatem demokrację jako formę władzy i odrzucają wszelki autorytaryzm.
Wyżej omówiliłem główne postulaty zarówno konserwatyzmu jak i liberalizmu. Odnieśmy się teraz do filozofii określanej mianem con-lib. Ma ona stanowić twórcze połączenie tez konserwatyzmu i liberalizmu, a czy to jest w ogóle możliwe?
Konserwatywni liberałowie, chociażby spod znaku UPR, niejednokrotnie zwracają uwagę na niepodległość. Słusznie atakowany jest przezeń moloch o nazwie Unia Europejska. Tak samo nie chcą się podporządkowywać innym nacjom. Zwróćmy uwagę, że mają na ustach ciągle niepodległość. Ale jakie jest ich myślenie o gospodarce? Liberałowie konserwatywni domagają się sprywatyzowania wszystkiego poza aparatem represji, a ci najbardziej radykalni o podejściu libertariańskim, anarchokapitalistycznym uważają, że w ogóle nie potrzebują do życia państwa. Dziwne, ale nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób uzależniliby swój kraj od czyjejś dobrej woli. Gdyby na przykład Rosja przejęła strategiczne gałęzie naszej gospodarki, to do czego by doszło? Dyktowaliby oni nam wszystkie warunki. Rosyjska ambasada byłaby ponownie złowrogim budynkiem, z które płynął wszystkie dyrektywy. Co zatem idzie? Tak naprawdę narzucaliby oni nam całość polityki, zarówno zagranicznej jak i krajowej. No i czy taki kraj byłby rzeczywiście w pełni niezależny. Tak naprawdę konserwatywny liberał, mówiąc o niepodległości, wyciera sobie tym słowem siedzenie. Już to wskazuje, że nurt myśli politycznej stworzony przez Tocqueville'a jest wewnętrznie sprzeczny. Widzimy tutaj dwa zszyte ze sobą wzajemnie sprzeczne elementy. Ale tego wszystkiego jest więcej.
Ideologia kolibrowa niby zwraca uwagę na układy złożone z większej ilości jednostek, ale mimochodem stwierdza, że mimo wszystko jednostka jest absolutem tak samo, jak w klasycznym liberalizmie. Można się zatem zastanawiać, czy w określeniu "konserwatywny liberalizm" epitet "konserwatywny" nie jest jedynie ozdobnikiem, ponieważ mamy do czynienia ze specyficzną odmianą klasycznego liberalizmu. A z jakiego powodu? Ci konserwatywni liberałowie niejednokrotnie wykazują indyferentyzm moralno-etyczny w takich kwestiach jak prostytucja, narkotyki, pornografia. Jedyną regulacją, jaką postulują, to, żeby do tego nie mieli dostępu nieletni. Przecież ta triada, jaką wyżej wymieniłem, jest ewidentnie szkodliwa w skali społecznej, przyczynia się do wzrostu przestępczości i zachorowań na AIDS. Z tego zatem nie wynika nic, co można określać mianem pozytywnego. Należy to zatem zdelegalizować. Kolibry się jednak na to nie zdecydują, mimo deklarowanego katolicyzmu, przywiązania do tradycyjnych wartości, a mamy tutaj liberalizm obyczajowo-światopoglądowy a la Zapatero skradający się tylnymi drzwiami. Podobnie jak w przypadku niepodległości, nimi też podcierają sobie pośladki. Czy nie jest to swoiste dwójmyślenie, jakby to określił Orwell? Mówi się o jednym, a robi się drugie? Na tym przykładzie okazuje się, że konserwatywny liberalizm to najzwyklejsza hipokryzja. Znowu widać, że jest wewnętrznie sprzeczny.
Co więcej, w konserwatywnym liberalizmie często obok siebie goszczą postulaty skrajnie liberalne obyczajowo i ultrakonserwatywne, wręcz autorytatne. Raz na przykład Korwin-Mikke pisze o tym, że kobiety są bardziej konformistyczne od mężczyzn i topi wszystkie feministyczne mity. Za drugim razem natomiast broni wolności do zażywania narkotyków. No i czy nie mamy tutaj swoistego absurdu? Pokazuje to, żealbo idzie się w jedną stronę, albo w drugą. Na środku stać się nie da w tym wypadku. Tutaj nie ma miejsca na stany pośrednie. A konserwatywny liberalizm jest jak agnostycyzm według Dawkinsa - jednocześnie schodzenie ze schodów i wchodzenie na nie. Nie da się być bowiem jednocześnie i konserwatystą, i liberałem.
Konserwatywny liberalizm jest poglądem wewnętrznie sprzecznym, przypomina potwora Frankensteina pozszywanego z niepasujących do siebie elementów. Stanowi oksymoron. Najgorsze to, że ta niespójna idea uwiodła tak wiele umysłów na prawicy...
...którzy myślą, że stanowią jej skraj.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą systemy futurystyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą systemy futurystyczne. Pokaż wszystkie posty
piątek, 12 września 2008
wtorek, 5 sierpnia 2008
Prawdziwie konserwatywna krytyka libertarianizmu
Wielu prawicowców za pewnymi dziełami po prostu szaleje i bardzo często się na nie powołuje. Rozumiem na przykład Tygrysa, który uwielbia Oswalda Spenglera. Ów historiozof, na którego tak często zwraca uwagę, bardzo wiele rzeczy wyjaśnił, jeśli chodzi o dynamikę rozwoju cywilizacji. Inni prawicowcy często przywołują dzieła twórców, z których tylko część można do tej formacji zaliczyć. Chodzi tutaj rzecz jasna o libertarian. Sam czasem powoływałem się na von Misesa, jeżeli chodzi o godzenie się indywidualizmu z zespołowością, konkretnie fragment z Ludzkiego działania. Nie znaczy, że uważam, iż wszystko co ten filozof i ekonomista napisał jest dobre. Tak samo jest w przypadku innych twórców wiązanych z libertarianizmem. Z drugiej strony wielu socjalistów wiązało mnie z tym kierunkiem myśli politycznej, mimo mojego krytycznego podejścia do wielu postulatów tej ideologii. Postanowiłem więc napisać stosowną krytykę libertaranizmu jako nurtu myśli politycznej.
We wstępie powinienem zaznaczyć, z jakiego punktu widzenia mam zamiar tego dokonać. Uważam siebie za konserwatystę typu burke'owskiego. Na upartego można mnie określać mianem konserwatywnego liberała. Uważam, że prywatyzacji powinny ulec wszystkie państwowe przedsiębiorstwa z wyjątkiem tych o znaczeniu strategicznym. Tak samo szkolnictwo, służba zdrowia, ubezpieczenia - moim zdaniem - winny być prywatne i dobrowolne. W kompetencjach państwa nie leży również opieka społeczna - od tego jest Kościół oraz fundacje typu Pajacyk, które i tak zajmują się lepiej potrzebującymi niż urzędnicy. Poza tym uważam, że zniesiona powinna być lwia część regulacji gospodarczych, żeby uwolnić rynek. Ograniczyć znacznie należy fiskalizm. Państwo nie może ciągnąć dziesięciu srok za ogon, bo źle na tym wychodzi. To jest pogląd stricte konserwatywny.
A co proponują libertarianie w tym zakresie? Chcą zmniejszyć, jak się da kompetencje państwa, albo w ogóle je zlikwidować. W tym punkcie ścierają się dwa odłamy myśli libertariańskiej. Pierwszym jest minarchizm, który zakłada, że państwo winno zajmować się zapewnianiem bezpieczeństwa na danym obszarze. Drugim jest anarchokapitalizm - według tego poglądu państwo należy w całości zdemontować i wtedy będzie można zaznać prawdziwej wolności. To są dwa główne nurty. Co prawda istnieją również poboczne, jak chociażby agoryzm, geolibertarianizm, ale nimi się nie ma, co zajmować. Są to praktycznie kosmetyczne modyfikacje tych dwóch głównych, w przypadku których dokonana zostanie dyskusja.
Anarchokapitalizm został wymyślony w latach pięćdziesiątych przez Karla Hessa oraz Murraya Newtona Rothbarda. System ten zakłada prywatyzację wszystkiego, co tylko jest, a przez to demontaż struktur państwa; w efekcie ma nie być podatków. Wszystko wygląda całkiem dobrze, ale tylko na papierze. Jak taka anarchokapitalistyczna społeczność miałaby się obronić przez atakiem z zewnątrz? Libertarianie-anarchokapitaliści często powołują się na wojnę partyzancką w Wietnamie. Jest to jednak przykład chybiony, ponieważ Amerykanie przegrali tą batalię przez mass-media. Gdyby rzucili więcej wojsk, to komunistyczny Wietnam Północny przegrałby z kretesem. Wiele przykładów historycznych pokazuje, że wojna partyzancka może ciągnąć się nawet kilkadziesiąt lat i bardzo rzadko zdarza się zwycięstwo. A zajęcie obszaru, który nie jest należycie chroniony, to betka. Pytanie następne: jak anarchokapitaliści ochroniliby się przed obcymi wywiadami. Przecież one mogłyby w takich anarchistanie siać straszliwy zamęt i napuszczać poszczególne frakcje na siebie z dziecinną łatwością. To ułatwiłoby jeszcze łatwiej podbój tych ziem. Założę się, że gdyby w Polsce zaprowadzono ustrój anarchokapitalistyczny, to bardzo szybko mielibyśmy granicę niemiecko-rosyjską na linii Wisły. System tego typu może się sprawdzić, co najwyżej na jakiejś niewielkiej wyspie lub na jakimś izolowanym obszarze na przykład wysoko w górach. Tam faktycznie, może organizacja anarchokapitalistyczna mogłaby się utrzymać. Jednakże w takim katalaktycznym społeczeństwie szybko wyłoniłyby się różne frakcje, które rządziłyby się po swojemu. W efekcie i tak powstałyby tam w końcu różne państwa, o ile wcześniej nie zostałoby to wszystko zajęte.
Utopijność anarchokapitalizmu pokazuje jeszcze przykład historyczny. Społeczności tego typu istniały w średniowieczu na terenie Irlandii i Islandii. A co się z nimi w efekcie stało? Islandia popadła bardzo szybko w zależność od Norwegii i została przez nią wchłonięta. Tereny Irlandii ostatecznie zostały opanowane przez Wielką Brytanię w XVII w. Podobnie rzecz miała się z Wieletami i Obodrzycami. Ostatecznie te plemiona połabskie zostały zajęte w XII w. przez Niemcy. Widać na tym przykładzie, że anarchokapitalizm nie jest w stanie się sprawdzić, ponieważ społeczeństwa czysto katalaktyczne zostają w końcu podbite przez te funkcjonujące w organizacji państwowej.
To w takim razie może minarchizm? Ten termin został ukuty przez Samuela L. Konkina w 1970 albo 1971 roku. Minarchizm zakłada ograniczenie funkcji państwa do zapewniania bezpieczeństwa na danym obszarze, czyli do armii, policji i sądownictwa oraz dobrowolność opodatkowania. Założenia te jednakże są całkowicie abstrakcyjne. Teoretycznie tego typu państwo byłoby bardzo łatwo uzależnić od siebie (na przykład energetycznie), a także poprzez prowadzenie odpowiedniej propagandy na jego obszarze doprowadzenie jego dekonstrukcji, a w efekcie przejęcie terytorium. Już samym uzależnionym państwem tego typu łatwo jest manipulować, wymuszając na nim odpowiednią politykę. W efekcie państwo nie jest niezależne, a w efekcie nie gwarantuje swoim obywatelom bezpieczeństwa. Teoretycznie ktoś mógłby taką minarchię napuścić na inne państwo, grożąc na przykład zaprzestaniem dostarczania ropy naftowej i gazu ziemnego, wydobycia węgla lub możliwością niesprzedania odpowiedniej ilości broni. Tak samo jest w innych dziedzinach polityki. Minarchia mogłaby sobie nie życzyć wprowadzenia przepisów dotyczących na przykład kastracji pewnych grup w społeczeństwie, lecz zostałaby do tego zmuszona do zmian w prawodawstwie na skutek wymienionych wyżej nacisków. I czy to jest gwarantowanie swoim mieszkańcom bezpieczeństwa? Można odpowiedzieć sobie samemu na to pytanie.
Niezależnie od dywagacji na temat minarchizmu czy anarchokapitalizmu, należy zwrócić jeszcze uwagę na totalną indyferencję obyczajową wielu odłamów libertarianizmu. W efekcie społeczeństwa nawet katalaktyczne mogłyby ulec rozkładowi i rozpadowi, w wyniku czego stałyby się łupem dla silniejszych przeciwników. Ta kastracja z powyższego eksperymentu myślowego to tylko skromny przykład. Ale aborcja i eutanazja dzielnie wspierane przez wielu libertarian bardzo szybko prowadzą do depopulacji, a co się wtedy dzieje? Następuje zastępowanie jednych grup innymi. Taki efekt mamy na przykład na zachodzie Europy. Takie libertariańskie społeczeństwa mogłyby bardzo szybko upaść, ponieważ zostałyby wchłonięte przez społeczności bardziej konserwatywne.
Brytyjski historyk i historiozof Arnold Toynbee wyróżnił swojego czasu futurystyczne systemy polityczne. Wśród nich znalazł się między innymi libertarianizm obok komunizmu i anarchokolektywizmu. No i czy w tym przypadku nie miał on racji?
We wstępie powinienem zaznaczyć, z jakiego punktu widzenia mam zamiar tego dokonać. Uważam siebie za konserwatystę typu burke'owskiego. Na upartego można mnie określać mianem konserwatywnego liberała. Uważam, że prywatyzacji powinny ulec wszystkie państwowe przedsiębiorstwa z wyjątkiem tych o znaczeniu strategicznym. Tak samo szkolnictwo, służba zdrowia, ubezpieczenia - moim zdaniem - winny być prywatne i dobrowolne. W kompetencjach państwa nie leży również opieka społeczna - od tego jest Kościół oraz fundacje typu Pajacyk, które i tak zajmują się lepiej potrzebującymi niż urzędnicy. Poza tym uważam, że zniesiona powinna być lwia część regulacji gospodarczych, żeby uwolnić rynek. Ograniczyć znacznie należy fiskalizm. Państwo nie może ciągnąć dziesięciu srok za ogon, bo źle na tym wychodzi. To jest pogląd stricte konserwatywny.
A co proponują libertarianie w tym zakresie? Chcą zmniejszyć, jak się da kompetencje państwa, albo w ogóle je zlikwidować. W tym punkcie ścierają się dwa odłamy myśli libertariańskiej. Pierwszym jest minarchizm, który zakłada, że państwo winno zajmować się zapewnianiem bezpieczeństwa na danym obszarze. Drugim jest anarchokapitalizm - według tego poglądu państwo należy w całości zdemontować i wtedy będzie można zaznać prawdziwej wolności. To są dwa główne nurty. Co prawda istnieją również poboczne, jak chociażby agoryzm, geolibertarianizm, ale nimi się nie ma, co zajmować. Są to praktycznie kosmetyczne modyfikacje tych dwóch głównych, w przypadku których dokonana zostanie dyskusja.
Anarchokapitalizm został wymyślony w latach pięćdziesiątych przez Karla Hessa oraz Murraya Newtona Rothbarda. System ten zakłada prywatyzację wszystkiego, co tylko jest, a przez to demontaż struktur państwa; w efekcie ma nie być podatków. Wszystko wygląda całkiem dobrze, ale tylko na papierze. Jak taka anarchokapitalistyczna społeczność miałaby się obronić przez atakiem z zewnątrz? Libertarianie-anarchokapitaliści często powołują się na wojnę partyzancką w Wietnamie. Jest to jednak przykład chybiony, ponieważ Amerykanie przegrali tą batalię przez mass-media. Gdyby rzucili więcej wojsk, to komunistyczny Wietnam Północny przegrałby z kretesem. Wiele przykładów historycznych pokazuje, że wojna partyzancka może ciągnąć się nawet kilkadziesiąt lat i bardzo rzadko zdarza się zwycięstwo. A zajęcie obszaru, który nie jest należycie chroniony, to betka. Pytanie następne: jak anarchokapitaliści ochroniliby się przed obcymi wywiadami. Przecież one mogłyby w takich anarchistanie siać straszliwy zamęt i napuszczać poszczególne frakcje na siebie z dziecinną łatwością. To ułatwiłoby jeszcze łatwiej podbój tych ziem. Założę się, że gdyby w Polsce zaprowadzono ustrój anarchokapitalistyczny, to bardzo szybko mielibyśmy granicę niemiecko-rosyjską na linii Wisły. System tego typu może się sprawdzić, co najwyżej na jakiejś niewielkiej wyspie lub na jakimś izolowanym obszarze na przykład wysoko w górach. Tam faktycznie, może organizacja anarchokapitalistyczna mogłaby się utrzymać. Jednakże w takim katalaktycznym społeczeństwie szybko wyłoniłyby się różne frakcje, które rządziłyby się po swojemu. W efekcie i tak powstałyby tam w końcu różne państwa, o ile wcześniej nie zostałoby to wszystko zajęte.
Utopijność anarchokapitalizmu pokazuje jeszcze przykład historyczny. Społeczności tego typu istniały w średniowieczu na terenie Irlandii i Islandii. A co się z nimi w efekcie stało? Islandia popadła bardzo szybko w zależność od Norwegii i została przez nią wchłonięta. Tereny Irlandii ostatecznie zostały opanowane przez Wielką Brytanię w XVII w. Podobnie rzecz miała się z Wieletami i Obodrzycami. Ostatecznie te plemiona połabskie zostały zajęte w XII w. przez Niemcy. Widać na tym przykładzie, że anarchokapitalizm nie jest w stanie się sprawdzić, ponieważ społeczeństwa czysto katalaktyczne zostają w końcu podbite przez te funkcjonujące w organizacji państwowej.
To w takim razie może minarchizm? Ten termin został ukuty przez Samuela L. Konkina w 1970 albo 1971 roku. Minarchizm zakłada ograniczenie funkcji państwa do zapewniania bezpieczeństwa na danym obszarze, czyli do armii, policji i sądownictwa oraz dobrowolność opodatkowania. Założenia te jednakże są całkowicie abstrakcyjne. Teoretycznie tego typu państwo byłoby bardzo łatwo uzależnić od siebie (na przykład energetycznie), a także poprzez prowadzenie odpowiedniej propagandy na jego obszarze doprowadzenie jego dekonstrukcji, a w efekcie przejęcie terytorium. Już samym uzależnionym państwem tego typu łatwo jest manipulować, wymuszając na nim odpowiednią politykę. W efekcie państwo nie jest niezależne, a w efekcie nie gwarantuje swoim obywatelom bezpieczeństwa. Teoretycznie ktoś mógłby taką minarchię napuścić na inne państwo, grożąc na przykład zaprzestaniem dostarczania ropy naftowej i gazu ziemnego, wydobycia węgla lub możliwością niesprzedania odpowiedniej ilości broni. Tak samo jest w innych dziedzinach polityki. Minarchia mogłaby sobie nie życzyć wprowadzenia przepisów dotyczących na przykład kastracji pewnych grup w społeczeństwie, lecz zostałaby do tego zmuszona do zmian w prawodawstwie na skutek wymienionych wyżej nacisków. I czy to jest gwarantowanie swoim mieszkańcom bezpieczeństwa? Można odpowiedzieć sobie samemu na to pytanie.
Niezależnie od dywagacji na temat minarchizmu czy anarchokapitalizmu, należy zwrócić jeszcze uwagę na totalną indyferencję obyczajową wielu odłamów libertarianizmu. W efekcie społeczeństwa nawet katalaktyczne mogłyby ulec rozkładowi i rozpadowi, w wyniku czego stałyby się łupem dla silniejszych przeciwników. Ta kastracja z powyższego eksperymentu myślowego to tylko skromny przykład. Ale aborcja i eutanazja dzielnie wspierane przez wielu libertarian bardzo szybko prowadzą do depopulacji, a co się wtedy dzieje? Następuje zastępowanie jednych grup innymi. Taki efekt mamy na przykład na zachodzie Europy. Takie libertariańskie społeczeństwa mogłyby bardzo szybko upaść, ponieważ zostałyby wchłonięte przez społeczności bardziej konserwatywne.
Brytyjski historyk i historiozof Arnold Toynbee wyróżnił swojego czasu futurystyczne systemy polityczne. Wśród nich znalazł się między innymi libertarianizm obok komunizmu i anarchokolektywizmu. No i czy w tym przypadku nie miał on racji?
Subskrybuj:
Posty (Atom)