Jestem bardzo zaskoczony. Rząd wreszcie wymyślił coś normalnego, ale nie w sensie postępowym. Kiedyś KLD i UD zdecydowało o tym, że wszyscy musimy jeździć w zapiętych pasach. Ale teraz ichniejszy pogrobowiec przedstawił pomysł, który jest zadziwiająco normalny, jak na to lewactwo. Nie wiem, czy to przypadkiem nie działa na zasadzie paradoksu kłamcy. Nawet Kreteńczyk wywodzący się z nacji kanciarzy stwierdził, że wszyscy jej przedstawiciele kłamią. Przejdźmy jednak do rzeczy. Ślepej kurze też czasem trafia się ziarno. Otóż Donald Tusk zapowiedział, że będzie się poddawać chemicznej kastracji pedofili, którzy dopuścili się tego przestępstwa. Nagłą reakcję obecnego premiera Najjaśniejszej Rzeczypospolitej wywołał przypadek polskiego Fritzla - ojca, który gwałcił córkę, jaka następnie urodziła dwójkę dzieci.
Oczywiście laicko-lewacka hydra podniosła swój łeb. Wczoraj Mirosław Miniszewski opublikował tekst, w którym porównał pomysły chemicznej kastracji do słynnej nazistowskiej akcji T4. Mamy tutaj stary tryk w postaci reductio ad Hitlerum. Jeżeli nie można z jakimś pomysłem dyskutować merytorycznie, to zaraz dokonuje się tego typu chwytów erystycznych. Tutaj mieliśmy do czynienia z prawem Godwina. Mówi ono, że im dłużej trwa dyskusja, tym większa możliwość odwołania do nazizmu i wyczynów tego systemu. Ale to jest czysta erystyka mająca na celu wywołanie emocjonalnej i histerycznej reakcji czytelników lub słuchaczy. Jakoś nikt nie dyskutuje o zaletach surowego karania tego typu przestępczości, że mniej dewiantów odważy się na takie rzeczy. Ale czego spodziewać się po laickiej lewicy? Przecież dla tych ludzi 120 dni Sodomy to wizja, jaką należy wprowadzić jak najprędzej w życie. Zalegalizowali bądź chcą zalegalizować morderstwo (aborcję), kradzież (podatek spadkowy), przestępczość obyczajową (homoseksualizm, pornografia). No i kim jest dla takiej laickiej lewicy pedofil? Jest normalnym człowiekiem, który chce się tylko pobawić z dziećmi. A jak odbędzie stosunek z niepełnoletnim, to sprawi mu zapewne frajdę. Takie to jest myślenie tych ludzi. A karanie... przecież to niehumanitarne, zaraz zaczną wymachiwać jakimiś prawami człowieka. A powiedzmy sobie szczerze, co oni mogą o nich wiedzieć, jk oni mają gdzieś prawo normalnych ludzi do życia i własności? Żywa hipokryzja, jak to wszystko u laickiego (i nie tylko) lewactwa.
Sama chemiczna kastracja pedofili to moim zdaniem za mało. Za tego typu wykroczenie powinna grozić kara śmierci podobnie zresztą jak za morderstwo z premedytacją, umyślne wywołanie katastrofy, gwałt ze szczególnym okrucieństwem czy zdradę stanu. Ale niestety, obecna władza nie ma aż tyle ikry, aby móc głosować nad takimi rozwiązaniami. W ogóle w całej Europie nikt nie ma odwagi w ogóle jakoś o takich rzeczach napomknąć. Pedofilia karana powinna być śmiercią. To w takim razie, za co powinna grozić chemiczna kastracja?
W grę wchodzą tutaj wszystkie przestępstwa seksualne. Zwykły gwałt też powinien być karany w ten sposób. Wówczas surowość kar pod względem jej konsekwencji ograniczy ilość tego typu przestępstw.
Co jeszcze w takim razie? Dlaczego nikt nie mówi o prostytucji. Przecież zwalczenie tego typu przestępczości to obcięcie wielu gałęzi czarnego rynku. Jakoś w wielu miejscach na świecie walka z sutenerstwem przypomina macanie. A przecież, gdyby parę prostytutek zostało chemicznie wykastrowanych, to zaraz by się to wszystko skończyło. Sankcja i konsekwencja. Nic więcej. W ten sposób zostałaby zwalczona tego typu przestępczość. Mało kto odważyłby się wtedy na tego typu hocki klocki.
Napisałem wyżej, że uważam homoseksualizm, biseksualizm, transseksualizm czy inne tego typu dewiacje za przestępstwa o naturze obyczajowej. Tutaj też by się przydało karać w ten sposób jak kurtyzany czy gwałcicieli. Mielibyśmy jedną zaletę. Całe towarzystwo schowałoby się wtedy do podziemia i bałoby się zeń choćby czubek nosa wystawić. Już nie byliby tacy butni, żeby paradować z gołymi tyłkami publicznie w asyście różnych lewicowych łże-myślicieli. W tym wypadku jednak skłonny byłbym dać szansę. Dewiant mógłby poddać się reedukacji, a wtedy uprawiać seks, jak reszta niezaburzonej psychoseksualnie populacji. Jeżeli nie skorzystałby z tej możliwości, zostałby chemicznie wykastrowany. Tego typu kary doprowadziłyby do zniknięcia różnych lobby dewianckich, które dążą do tego, aby legalizacji uległy najgorsze możliwe zaburzenia. Działa to na zasadzie domina, najpierw homoseksualizm, a na koniec pedofilia, a w między czasie różne inne. Surowe przepisy antysodomickie doprowadziłyby do tego, że - jak wyżej napisałem - całe towarzystwo schowałoby się i znikło. Tak więc wszelkie lobby związane z tego typu grupami straciłyby rację bytu.
Zamiast zmarginalizować przestępczość seksualną, obecne władze gaszą ogień benzyną. A to od czasu do czasu przebąkuje się o związkach partnerskich jednopłciowych, a to po wyjściu z komuny zalegalizowano pornografię. Tak to wygląda. Chemiczna kastracja jako kara za przestępstwa seksualne jest przebąkiwana tylko od czasu do czasu i to w przypadkach najcięższych, jak to się dzieje w przypadku pedofilii. Lewica laicka jest w stanie wszystko zepsuć... Oczywiście, można by ten wrzód na ciele ludzkości wykastrować razem z ichniejszymi pupilkami-degneratami, ale po co ich pozbawiać organów, których nigdy nie posiadali?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prostytucja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prostytucja. Pokaż wszystkie posty
środa, 10 września 2008
czwartek, 7 sierpnia 2008
O UPR z punktu widzenia dawnego zwolennika
Dnia 21 października zeszłego roku oddałem głos na Ligę Prawicy Rzeczypospolitej. Co prawda, był to twór dosyć mocno eklektyczny, ale liczyłem, że może wejść do Sejmu z poparciem rzędu 7-8%. Tak się nie stało. Poparcie wyniosło 1,7% - wówczas nie liczyłem, że może być aż tak słabo. Przyznam się bez bicia: byłem zwolennikiem drobnej liczącej 500 osób kanapy o nazwie Unia Polityka Realna. Swojego czasu nawet chciałem tam się zapisać; wówczas jednak się rozmyśliłem. A teraz mi to przeszło na amen. Wyżej napisałem jasno, że byłem. Przyczyny tego stanu rzeczy są następujące. Wynikało to po prostu z krytycznej analizy części punktów programu tej partii, które wydają się albo wręcz futurystyczne, albo wzajemnie się wykluczające. I taka jest prawda. Mogą sobie zatwardziali zwolennicy UPR wmawiać różne rzeczy, a co poniektórzy z pewnością już w to uwierzyli. Niestety, tak po prostu jest. Zastanawiące jest również, że członkowie UPR określają siebie mianem konserwatystów albo konserwatywnych liberałów. Nie wiadomo, czy powinni, ale o tym będzie dalej. Niżej postaram się opisać wnioski, do jakich doszedłem, analizując program UPR.
Kwestie gospodarcze.
Problemy związane z gospodarką UPR zawsze stawia na pierwszym miejscu, zapominając przy tym, że prawicowość jest pełną wizją świata, a nie samym wolnym rynkiem. Tego tylko i wyłącznie nie można uznawać za determinant przynależności do prawicy. Wówczas musielibyśmy uznać za szczyt prawicowości taką Ayn Rand (właściwie Alissę Zinowjewnę Rosenbaum), która wymyśliła obiektywizm, popierała aborcję, eutanazję, ogólne zdziczenie i zepsucie społeczeństwa, a do tego była wojującą ateistką. Dla mnie dla takiej osoby niezależnie od poglądów gospodarczy sunie się tylko jedno określenie, a mianowicie słówko lewak. A dla wielu członków UPR z samych względów gospodarczych należy uznać ją za przedstawiciela skrajnej prawicy i ustawiać w jednym rzędzie z ultrakonserwatystami typu Pinocheta czy Franco. Same kwestie ekonomiczne prawicowości nigdy nie determinowały. Prawica jest intelektualną formacją, która jest konserwatywna obyczajowo i liberalna gospodarczo, a cała reszta nie spełniająca tych kryteriów jest lewicą. Może podział tego typu jest manicheistyczny, binarny, ale bardzo dobrze podkreśla pewien istotny fakt. Mając scenę polityczną, to mamy tak naprawdę dwa obozy.
UPR jest wrogiem etatyzmu i welfare state. Tutaj bardzo dobrze i trzeba za to tą partię pochwalić. Przecież ubezpieczenie powinno być dobrowolne, służba zdrowia prywatna, a przymus szkolny zniesiony. Wówczas byłoby lepiej, ponieważ podmioty prywatne wykonałyby wiele rzeczy znacznie lepiej i taniej niż państwowy monopolista. Poza tym można by ograniczyć ten przerost fiskalny. Również gros regulacji należy poznosić, bo tylko utrudniają rozwój przedsiębiorczości. Jednakże tutaj nie można popadać w przesadyzm. UPR chce totalnej prywatyzacji, nie dostrzega, że pewne gałęzie przemysłu mają znaczenie strategiczne i czy chcą, czy nie chcą państwo nie może ich wypuszczać. Inaczej może się to dla nas skończyć uzależnieniem od Rosji i polityką całkowicie sterowaną zza murów Kremla. Oczywiście w UPR tego nie są w stanie pojąć, że na kilkanaście do kilkudziesięciu lat wciągnęli by kraj w ciężkie tarapaty i uzależnienie od Matuszki Rassiji. Część UPR popada już w polityczny futuryzm, który opisałem w swoim poprzednim tekście, o nazwie libertarianizm. Sugerują oni, iż państwo można kompletnie rozbroić oraz uzależnić od większych graczy na scenie politycznej, którzy już ich potem wytemperują. Uzależniony od rosyjskiej ropy i gazu w pełni, JKM tańczyłby jak zagra mu Kreml. Jeżeli jakiś batiuszka Putin czy Miedwiedew stwierdziłby, iż należy wykastrować połowę Polaków, to on by musiał się na to zgodzić. Nie miałby innego wyjścia. UPR kompletnie nie rozumie przy tym, na jakich fundamentach opiera się potęga państwa, a nie tylko na ekonomicznych, bo również militarnych i terytorialnych. Jeśli chce się być wojskową potęgą, to nie można przecież całego sprzętu kupować od Niemców i Amerykanów. Tak samo, jeśli chce się mieć jakieś roszczenia terytorialne, to trzeba być energetycznie niezależnym. Teoretycznie takie państwo rodem z marzeń wielu upeerystów mogłoby zostać bardzo szybko podbite i wchłonięte przez sąsiadów.
Komuniści i wiele odłamów skrajnej lewicy przeginają w jedną mańkę, czyli nacjonalizacja wszystkich środków produkcji. UPR poszedł w drugą stronę i osiągnął taki sam poziom futuryzmu i utopijności.
Akt drugi: obyczajowość i problemy społeczne
UPR wykazuje wiele elementów konserwatywnych w swoim programie jak na przykład totalny zakaz aborcji (niezależnie od przyczyn zajścia lub powikłań w trakcie ciąży), sprzeciw wobec eutanazji, możliwość posiadania broni palnej, kara śmierci za najcięższe przestępstwa. To są postulaty typowo konserwatywne obyczajowo. Swój konserwatyzm UPR bardzo mocno podkreśla, co widać chociażby po poglądach Janusza Korwin-Mikkego dotyczących kobiet. Ale w innych przypadkach propozycje zgłaszane przez UPR są skrajnie liberalne obyczajowo, widać to chociażby w tym przypadku:
Co więcej, nie patrzy się tutaj na to, jaka jest dynamika zmian ilości narkomanów po legalizacji i przed. Na przykład w Holandii ilość palących marihuanę nie spadła. Przyjrzyjmy się innemu przykładowi, a mianowicie Kalifornii. Tam też ta przysłowiowa trawka jest dozwolona i przy płatnej służbie zdrowia oraz braku obowiązku posiadania jakiegokolwiek ubezpieczenia narkomania się szerzy. Widać, że legalizacja tak naprawdę prowadzi tylko do tego, że ilość narkomanów rośnie. W takim wypadku pozostaje zatem wariant malajski - jak to od jakiegoś czasu określam, czyli kara śmierci albo dożywotniego pozbawienia wolności za posiadanie narkotyków. I nie ma tutaj rozróżnienia na to, czy są miękkie czy twarde, ten podział jest bardzo ogólnikowy. Wszystko zależy od indywidualnej pobudliwości uwarunkowanej genetycznie. To jest tak samo z alkoholem, jednego powali piwo, a innego nie ruszy pół litra wódki. Identyczny przykład stanowią narkotyki. Przynajmniej UPR jest konsekwentny pod tym względem, że nie opowiada się za legalizacją tylko i wyłącznie marihuany, grzybów halucynogennych czy LSD. Ale z drugiej strony ci ludzie zachowują się tak, jakby nie wiedzieli, że narkomania będzie się szerzyć w społeczeństwie, niezależnie od tego, jaki będzie preferowany model ekonomiczny - czy państwo opiekuńcze, czy liberalizm gospodarczy. Co więcej, ma to dużo wspólnego z zapowiedziami architektów nowego socjalistycznego świata o otępianiu społeczeństwa. Masami ogłupionymi przez narkotyki łatwiej jest następnie manipulować. Legalizację tychże zatem można porównywać z użyciem broni psychochemicznej.
UPR również, co zadziwiające wśród prawicy, popiera również prostytucję. Czy zdaje sobie przy tym ze wszystkich społecznych inklinacji takiego posunięcia? Jakoś tam, gdzie sutenerstwo jest legalne, rośnie ogólnie przestępczość, co potwierdza niechlubny casus Holandii. I to nie tylko seksualna. Poza tym, czy oni sobie wyobrażają, jaki to będzie miało wpływ na społeczeństwo, które oni rzekomo tak bardzo chcą konserwować? Przecież to rozłoży rodzinę, a potem zawali się cała społeczność. Nie bez znaczenia jest również możliwość roznoszenia się AIDS, a przez to spadek liczebności populacji. Poza tym z prostytucją związane są gałęzie czarnego rynku - między innymi podziemie aborcyjne. Jak taka kurtyzana zajdzie w ciąże, to znajdzie sposób, żeby się wyskrobać - albo zrobi to jakiś znajomy lekarz, albo użyte zostaną do tego przemycane przez feministki pigułki wczesnoporonne, albo leki, których ubocznym skutkiem może być poronienie. Poza tym na legalizacji prostytucji zarobią producenci środków antykoncepcyjnych wszelkiego typu, więc gdzie tu konserwatyzm. To jest najszybszy sposób, żeby zniszczyć konserwatywne społeczeństwo. Przecież konsekwencją prostytucji ergo wolnego seksu, jest łatwiejszy dostęp do antykoncepcji, a w finalnym efekcie legalizacja aborcji.
Wyżej wymienione obydwie propozycje UPR - zarówno legalizacja narkotyków jak i prostytucji - najprawdopodobniej nie doprowadzą do konserwowania się pewnych norm cywilizacyjnych, ale wytworzą raczej społeczność postmodernistycznych hedonistów jak z Nowego wspaniałego świata Aldousa Huxleya. Tam wyższe klasy jak chociażby Alfy zadowalały się narkotykami i seksem. Z tym więcej mają wspólnego upeerystowskie propozycje niźli z zoologiczną prawicowością. Poglądy UPR są w tej kwestii wewnętrznie sprzeczne. Podobne propozycje wysuwał nieświętej pamięci LiD, a prawicy nie wypada chyba zniżać się do takiego rynsztoka.
Dalej, skoro UPR mówi, że jest wręcz ultrakonserwatywny - takie określenia czasem padają, to dlaczego nie sprzeciwia się pornografii? Przecież we wszystkich krajach stwierdzono dodatnią korelację między łatwością dostępu do tego typu materiałów, a ilością przestępstw seksualnych. Pragmatycznym posunięcięm byłaby więc całkowita delegalizacja pornografii proponowana chociażby przez Prawicę Rzeczypospolitej. Ale cóż, Korwin może sobie na swoim blogu nazywać to moralną zgnilizną, ale sobie nic wielkiego z tego nie robi. To dlaczego nie proponuje, aby z tym walczyć? Dlaczego nie zauważa tego problemu?
Następna rzecz to podejście UPR do szkolnictwa. Zakłada, że szkoły winny być prywatne - tutaj zgoda, ale że program ma być układany przez nie. A zatem teoretycznie jakaś szkoła podstawowa mogłaby być kinem, gdzie puszczano by hard porno ze spożywaniem odchodów, biczowaniem, torturami... normalnie 120 dni Sodomy, a państwo nie miałoby nic do tego. To co to za konserwatyzm upeerowski, jak z koziej sempiterny trąbka w tym zakresie. Owszem, prywatyzacja szkolnictwa powinna nastąpić, ale państwo nie powinno całkowicie wypuszczać tej dziedziny z ręki. Programy nauczania, mimo wszystko, winny być układane centralnie. Czasem JKM mówi, że najlepsze szkoły to dysedukacyjne. Tutaj ma rację, do tego należy wrócić. A takie nie wiadomo co, że szkoły mogą sobie układać programy, jak sobie tylko zażyczą, to na dłuższą metę może doprowadzić do kompletnego zezwierzęcenia społeczeństwa, wziąwszy chociażby pod uwagę wymieniony wyżej casus.
W przypadku obyczajowo-społecznych problemów warto również zwrócić uwagę na ciekawe podejście partii prawdziwie prawicowej do armii. Otóż, zakłada ona, że wojsko ma być w pełni zawodowe. Ależ przepraszam bardzo... jak przyjrzymy się na historię to we wszystkich zdrowych państwach, czy to starożytny Rzym w okresie najlepszego rozwoju, czy to współczesna Szwajcaria, to przymusowy pobór do wojska był. Nawet w tak lewackim społeczeństwie jak niemieckie każdy mężczyzna musi rok po szkole odsłużyć w armii, bo inaczej nie znajdzie zatrudnienia. A tutaj taka propozycja! Chyba prawica powinna zwracać uwagę na to, że mężczyzna powinien nim być, tak samo z kobietami, a nie dawać takie dziwne propozycje, które prowadzą do tego, że samce Homo sapiens niewieścieją, a samice tego gatunku nabierają cech męskich. Zawodowa armia, owszem, ale tak z pół miliona, i to wojsk lądowych i marynarki, a poza tym poborowi.
Następna ciekawostka: UPR nie widzi kraju, z którym mógłby zawiązać sojusz w razie wygranej w wyborach parlamentarnych. Żeby było jeszcze ciekawiej, nie ma takiego nawet w świecie alternatywnym typu Śródziemie Tolkiena. Psioczy za to - i bardzo słusznie - na Unię Europejską. Ale kraj typu Polska powinien myśleć o zawarciu jakiegoś strategicznego sojuszu, chociażby biorąc pod uwagę kalkulacje geopolityczne i wyciągając wnioski z tysiąca lat naszej historii. Póki co, nikt w UPR takich analiz nie przeprowadził.
A na zakończenie...
Unia Polityki Realnej miała szansę stać się jednym z normalniejszych ugrupowań w Polsce. Niestety - i to trzeba przyznać z przykrością sama nałożyła sobie pętelkę na szyję - popadając w sprzeczności (jak w przypadku kwestii obyczajowych) oraz gospodarczy futuryzm. Na własne życzenie uległa marginalizacji. Prowadząc nieudolną politykę kadrową, JKM pogrążył to ugrupowanie jeszcze bardziej. Od czasu do czasu psioczy, że pogrążenie UPR jest wynikiem spisku. Ale kto by się przyjmował taką partią, gdzie połowa to są utopiści i sami wielbiciele dwójki publicystów - konkretnie Korwina i Michalkiewicza. Gdyby UPR miał tak 20% poparcia, to wyliby, jaki to jest straszny. A tak, to co? Nie ma co się przejmować - myślą sobie pewnie, UPR jest traktowany podobnie jak NOP (z którym w 1997 roku razem startował w wyborach parlamentarnych), czyli jako plankton.
Wniosek może być przewrotny, ale po tylu upadkach i sięgnięcia dna UPR nie powinna wspierać leseferyzmu ekonomicznego, tylko winna zacząć czynić to w przypadku utopijnego socjalizmu...
Kwestie gospodarcze.
Problemy związane z gospodarką UPR zawsze stawia na pierwszym miejscu, zapominając przy tym, że prawicowość jest pełną wizją świata, a nie samym wolnym rynkiem. Tego tylko i wyłącznie nie można uznawać za determinant przynależności do prawicy. Wówczas musielibyśmy uznać za szczyt prawicowości taką Ayn Rand (właściwie Alissę Zinowjewnę Rosenbaum), która wymyśliła obiektywizm, popierała aborcję, eutanazję, ogólne zdziczenie i zepsucie społeczeństwa, a do tego była wojującą ateistką. Dla mnie dla takiej osoby niezależnie od poglądów gospodarczy sunie się tylko jedno określenie, a mianowicie słówko lewak. A dla wielu członków UPR z samych względów gospodarczych należy uznać ją za przedstawiciela skrajnej prawicy i ustawiać w jednym rzędzie z ultrakonserwatystami typu Pinocheta czy Franco. Same kwestie ekonomiczne prawicowości nigdy nie determinowały. Prawica jest intelektualną formacją, która jest konserwatywna obyczajowo i liberalna gospodarczo, a cała reszta nie spełniająca tych kryteriów jest lewicą. Może podział tego typu jest manicheistyczny, binarny, ale bardzo dobrze podkreśla pewien istotny fakt. Mając scenę polityczną, to mamy tak naprawdę dwa obozy.
UPR jest wrogiem etatyzmu i welfare state. Tutaj bardzo dobrze i trzeba za to tą partię pochwalić. Przecież ubezpieczenie powinno być dobrowolne, służba zdrowia prywatna, a przymus szkolny zniesiony. Wówczas byłoby lepiej, ponieważ podmioty prywatne wykonałyby wiele rzeczy znacznie lepiej i taniej niż państwowy monopolista. Poza tym można by ograniczyć ten przerost fiskalny. Również gros regulacji należy poznosić, bo tylko utrudniają rozwój przedsiębiorczości. Jednakże tutaj nie można popadać w przesadyzm. UPR chce totalnej prywatyzacji, nie dostrzega, że pewne gałęzie przemysłu mają znaczenie strategiczne i czy chcą, czy nie chcą państwo nie może ich wypuszczać. Inaczej może się to dla nas skończyć uzależnieniem od Rosji i polityką całkowicie sterowaną zza murów Kremla. Oczywiście w UPR tego nie są w stanie pojąć, że na kilkanaście do kilkudziesięciu lat wciągnęli by kraj w ciężkie tarapaty i uzależnienie od Matuszki Rassiji. Część UPR popada już w polityczny futuryzm, który opisałem w swoim poprzednim tekście, o nazwie libertarianizm. Sugerują oni, iż państwo można kompletnie rozbroić oraz uzależnić od większych graczy na scenie politycznej, którzy już ich potem wytemperują. Uzależniony od rosyjskiej ropy i gazu w pełni, JKM tańczyłby jak zagra mu Kreml. Jeżeli jakiś batiuszka Putin czy Miedwiedew stwierdziłby, iż należy wykastrować połowę Polaków, to on by musiał się na to zgodzić. Nie miałby innego wyjścia. UPR kompletnie nie rozumie przy tym, na jakich fundamentach opiera się potęga państwa, a nie tylko na ekonomicznych, bo również militarnych i terytorialnych. Jeśli chce się być wojskową potęgą, to nie można przecież całego sprzętu kupować od Niemców i Amerykanów. Tak samo, jeśli chce się mieć jakieś roszczenia terytorialne, to trzeba być energetycznie niezależnym. Teoretycznie takie państwo rodem z marzeń wielu upeerystów mogłoby zostać bardzo szybko podbite i wchłonięte przez sąsiadów.
Komuniści i wiele odłamów skrajnej lewicy przeginają w jedną mańkę, czyli nacjonalizacja wszystkich środków produkcji. UPR poszedł w drugą stronę i osiągnął taki sam poziom futuryzmu i utopijności.
Akt drugi: obyczajowość i problemy społeczne
UPR wykazuje wiele elementów konserwatywnych w swoim programie jak na przykład totalny zakaz aborcji (niezależnie od przyczyn zajścia lub powikłań w trakcie ciąży), sprzeciw wobec eutanazji, możliwość posiadania broni palnej, kara śmierci za najcięższe przestępstwa. To są postulaty typowo konserwatywne obyczajowo. Swój konserwatyzm UPR bardzo mocno podkreśla, co widać chociażby po poglądach Janusza Korwin-Mikkego dotyczących kobiet. Ale w innych przypadkach propozycje zgłaszane przez UPR są skrajnie liberalne obyczajowo, widać to chociażby w tym przypadku:
Co więcej, nie patrzy się tutaj na to, jaka jest dynamika zmian ilości narkomanów po legalizacji i przed. Na przykład w Holandii ilość palących marihuanę nie spadła. Przyjrzyjmy się innemu przykładowi, a mianowicie Kalifornii. Tam też ta przysłowiowa trawka jest dozwolona i przy płatnej służbie zdrowia oraz braku obowiązku posiadania jakiegokolwiek ubezpieczenia narkomania się szerzy. Widać, że legalizacja tak naprawdę prowadzi tylko do tego, że ilość narkomanów rośnie. W takim wypadku pozostaje zatem wariant malajski - jak to od jakiegoś czasu określam, czyli kara śmierci albo dożywotniego pozbawienia wolności za posiadanie narkotyków. I nie ma tutaj rozróżnienia na to, czy są miękkie czy twarde, ten podział jest bardzo ogólnikowy. Wszystko zależy od indywidualnej pobudliwości uwarunkowanej genetycznie. To jest tak samo z alkoholem, jednego powali piwo, a innego nie ruszy pół litra wódki. Identyczny przykład stanowią narkotyki. Przynajmniej UPR jest konsekwentny pod tym względem, że nie opowiada się za legalizacją tylko i wyłącznie marihuany, grzybów halucynogennych czy LSD. Ale z drugiej strony ci ludzie zachowują się tak, jakby nie wiedzieli, że narkomania będzie się szerzyć w społeczeństwie, niezależnie od tego, jaki będzie preferowany model ekonomiczny - czy państwo opiekuńcze, czy liberalizm gospodarczy. Co więcej, ma to dużo wspólnego z zapowiedziami architektów nowego socjalistycznego świata o otępianiu społeczeństwa. Masami ogłupionymi przez narkotyki łatwiej jest następnie manipulować. Legalizację tychże zatem można porównywać z użyciem broni psychochemicznej.
UPR również, co zadziwiające wśród prawicy, popiera również prostytucję. Czy zdaje sobie przy tym ze wszystkich społecznych inklinacji takiego posunięcia? Jakoś tam, gdzie sutenerstwo jest legalne, rośnie ogólnie przestępczość, co potwierdza niechlubny casus Holandii. I to nie tylko seksualna. Poza tym, czy oni sobie wyobrażają, jaki to będzie miało wpływ na społeczeństwo, które oni rzekomo tak bardzo chcą konserwować? Przecież to rozłoży rodzinę, a potem zawali się cała społeczność. Nie bez znaczenia jest również możliwość roznoszenia się AIDS, a przez to spadek liczebności populacji. Poza tym z prostytucją związane są gałęzie czarnego rynku - między innymi podziemie aborcyjne. Jak taka kurtyzana zajdzie w ciąże, to znajdzie sposób, żeby się wyskrobać - albo zrobi to jakiś znajomy lekarz, albo użyte zostaną do tego przemycane przez feministki pigułki wczesnoporonne, albo leki, których ubocznym skutkiem może być poronienie. Poza tym na legalizacji prostytucji zarobią producenci środków antykoncepcyjnych wszelkiego typu, więc gdzie tu konserwatyzm. To jest najszybszy sposób, żeby zniszczyć konserwatywne społeczeństwo. Przecież konsekwencją prostytucji ergo wolnego seksu, jest łatwiejszy dostęp do antykoncepcji, a w finalnym efekcie legalizacja aborcji.
Wyżej wymienione obydwie propozycje UPR - zarówno legalizacja narkotyków jak i prostytucji - najprawdopodobniej nie doprowadzą do konserwowania się pewnych norm cywilizacyjnych, ale wytworzą raczej społeczność postmodernistycznych hedonistów jak z Nowego wspaniałego świata Aldousa Huxleya. Tam wyższe klasy jak chociażby Alfy zadowalały się narkotykami i seksem. Z tym więcej mają wspólnego upeerystowskie propozycje niźli z zoologiczną prawicowością. Poglądy UPR są w tej kwestii wewnętrznie sprzeczne. Podobne propozycje wysuwał nieświętej pamięci LiD, a prawicy nie wypada chyba zniżać się do takiego rynsztoka.
Dalej, skoro UPR mówi, że jest wręcz ultrakonserwatywny - takie określenia czasem padają, to dlaczego nie sprzeciwia się pornografii? Przecież we wszystkich krajach stwierdzono dodatnią korelację między łatwością dostępu do tego typu materiałów, a ilością przestępstw seksualnych. Pragmatycznym posunięcięm byłaby więc całkowita delegalizacja pornografii proponowana chociażby przez Prawicę Rzeczypospolitej. Ale cóż, Korwin może sobie na swoim blogu nazywać to moralną zgnilizną, ale sobie nic wielkiego z tego nie robi. To dlaczego nie proponuje, aby z tym walczyć? Dlaczego nie zauważa tego problemu?
Następna rzecz to podejście UPR do szkolnictwa. Zakłada, że szkoły winny być prywatne - tutaj zgoda, ale że program ma być układany przez nie. A zatem teoretycznie jakaś szkoła podstawowa mogłaby być kinem, gdzie puszczano by hard porno ze spożywaniem odchodów, biczowaniem, torturami... normalnie 120 dni Sodomy, a państwo nie miałoby nic do tego. To co to za konserwatyzm upeerowski, jak z koziej sempiterny trąbka w tym zakresie. Owszem, prywatyzacja szkolnictwa powinna nastąpić, ale państwo nie powinno całkowicie wypuszczać tej dziedziny z ręki. Programy nauczania, mimo wszystko, winny być układane centralnie. Czasem JKM mówi, że najlepsze szkoły to dysedukacyjne. Tutaj ma rację, do tego należy wrócić. A takie nie wiadomo co, że szkoły mogą sobie układać programy, jak sobie tylko zażyczą, to na dłuższą metę może doprowadzić do kompletnego zezwierzęcenia społeczeństwa, wziąwszy chociażby pod uwagę wymieniony wyżej casus.
W przypadku obyczajowo-społecznych problemów warto również zwrócić uwagę na ciekawe podejście partii prawdziwie prawicowej do armii. Otóż, zakłada ona, że wojsko ma być w pełni zawodowe. Ależ przepraszam bardzo... jak przyjrzymy się na historię to we wszystkich zdrowych państwach, czy to starożytny Rzym w okresie najlepszego rozwoju, czy to współczesna Szwajcaria, to przymusowy pobór do wojska był. Nawet w tak lewackim społeczeństwie jak niemieckie każdy mężczyzna musi rok po szkole odsłużyć w armii, bo inaczej nie znajdzie zatrudnienia. A tutaj taka propozycja! Chyba prawica powinna zwracać uwagę na to, że mężczyzna powinien nim być, tak samo z kobietami, a nie dawać takie dziwne propozycje, które prowadzą do tego, że samce Homo sapiens niewieścieją, a samice tego gatunku nabierają cech męskich. Zawodowa armia, owszem, ale tak z pół miliona, i to wojsk lądowych i marynarki, a poza tym poborowi.
Następna ciekawostka: UPR nie widzi kraju, z którym mógłby zawiązać sojusz w razie wygranej w wyborach parlamentarnych. Żeby było jeszcze ciekawiej, nie ma takiego nawet w świecie alternatywnym typu Śródziemie Tolkiena. Psioczy za to - i bardzo słusznie - na Unię Europejską. Ale kraj typu Polska powinien myśleć o zawarciu jakiegoś strategicznego sojuszu, chociażby biorąc pod uwagę kalkulacje geopolityczne i wyciągając wnioski z tysiąca lat naszej historii. Póki co, nikt w UPR takich analiz nie przeprowadził.
A na zakończenie...
Unia Polityki Realnej miała szansę stać się jednym z normalniejszych ugrupowań w Polsce. Niestety - i to trzeba przyznać z przykrością sama nałożyła sobie pętelkę na szyję - popadając w sprzeczności (jak w przypadku kwestii obyczajowych) oraz gospodarczy futuryzm. Na własne życzenie uległa marginalizacji. Prowadząc nieudolną politykę kadrową, JKM pogrążył to ugrupowanie jeszcze bardziej. Od czasu do czasu psioczy, że pogrążenie UPR jest wynikiem spisku. Ale kto by się przyjmował taką partią, gdzie połowa to są utopiści i sami wielbiciele dwójki publicystów - konkretnie Korwina i Michalkiewicza. Gdyby UPR miał tak 20% poparcia, to wyliby, jaki to jest straszny. A tak, to co? Nie ma co się przejmować - myślą sobie pewnie, UPR jest traktowany podobnie jak NOP (z którym w 1997 roku razem startował w wyborach parlamentarnych), czyli jako plankton.
Wniosek może być przewrotny, ale po tylu upadkach i sięgnięcia dna UPR nie powinna wspierać leseferyzmu ekonomicznego, tylko winna zacząć czynić to w przypadku utopijnego socjalizmu...
Etykiety:
aborcja,
gospodarka,
konserwatywny liberalizm,
konserwatyzm,
Korwin-Mikke,
libertarianizm,
narkotyki,
oświata,
państwo,
pornografia,
prostytucja,
UPR
Subskrybuj:
Posty (Atom)