środa, 29 kwietnia 2009

Do ideowych zwolenników PiS

Ostatnie dyskusje skłoniły mnie do napisania tekstu. Otóż ostatnimi czasu zarzucono mi forsowanie neoliberalnej propagandy. Taki zarzut mógłbym zobaczyć, gdyby moim interlokutorem był np. Łukasz Fołtyn. Ów chciał nawet zakazywać głoszenia poglądów jego zdaniem skrajnie liberalnych ekonomicznie dotyczących między innymi prywatyzacji służby zdrowia oraz likwidacji opieki społeczne. Jednakże w dyskusji moim oponentem, nie był wspomniany przeze mnie Fołtyn, natomiast ludzie święcie przekonani o swojej prawicowości. Chodzi tutaj o zagorzałych orędowników PiS Należy się zatem pewne wyjaśnienie.

Na początek proponuję wprowadzić pewną systematykę. Zwolennicy partii dzielą się na kilka grup. Część popiera dane ugrupowanie, bo nie widzi nic lepszego mimo, iż ze sporą częścią programu się nie zgadza. Drugą grupę nazwać można ideowymi zwolennikami. Oni zgadzają się ze sporą częścią programu danej partii, no i głosują na nią z przekonania. Zakładają, że popierani przez nich politycy dobrze robią w kwestiach polityki wewnętrznej i międzynarodowej. Zajmę się tutaj tą drugą grupą, ponieważ z nimi miałem okazję toczyć dyskusje.

Nie mam zamiaru dyskutować tutaj postulatów konserwatywnych i antykomunistycznych Prawa i Sprawiedliwości, ponieważ w tych kwestiach się zgadzam z ich zwolennikami. Dekomunizację trzeba przeprowadzić, a prawo należy opierać na tradycyjnych wartościach. Mogę jedynie zarzucić PiS-owi opieszałość w pewnych kwestiach i strzelanie sobie w stopę - np. pamiętna próba zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych. Dziwi mnie jednak jedno. Człowiek prawicy obok światopoglądowego konserwatyzmu i politycznego antykomunizmu powinien popierać ekonomiczny liberalizm. No i tą kwestię należy tutaj poruszyć.

Fakt, PiS zmniejszył podatek dochodowy od osób fizycznych czy składkę zdrowotną. Nie jest to jednak wystarczający argument, aby uznawać partię braci Kaczyńskich za liberalną ekonomicznie. Dlaczego PiS nie sprzeciwił się na przykład podatkowi Belki? Jakoś też nie słyszę głosów sprzeciwu wobec tego taksu, który płacić trzeba nawet, jeżeli na giełdzie się przegrało. Inna sprawa, to podatki pośrednie. Dlaczego nikt w PiS nie forsuje na przykład zastąpienia podatku VAT podatkiem obrotowym.

PiS również lansuje pomysł "państwa solidarnego". Najparadniejsze jest to, że od tej solidarności ma być tam państwo. Niczym się ten projekt nie różni od socjalizmu poza semantyką. Państwo ma zajmować się tam ubezpieczeniami, służbą zdrowia, edukowaniem ludzi, opieką społeczną tak, aby zapewnić byt od kołyski aż do grobowej deski. Państwo solidarne stanowi zatem pewien wytrych słowny. Solidarność bowiem to cecha społeczeństwa. Nie można mówić o niej w społeczeństwie socjalistycznym, które siłą rzeczy jest zatomizowane. Ludzie nie liczą bowiem na siebie wzajemnie, ale na biurokratów. Takie państwo według wizji PiS określano również mianem "silnego" Tylko to nie jest konserwatywne rozumienie tego pojęcia. Mamy tutaj do czynienia z apologią socjalizmu. W konserwatywnym pojęciu silne państwo to takie, które dba o bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne. Nie jest nim państwo, które ludzi leczy, edukuje, ubezpiecza, wypłaca szereg zasiłków oraz reguluje stosunki pracy. PiS uważa jednak inaczej. Państwo ma zajmować się opieką zdrowotną - na początku tego roku proponował nawet utworzyć jeszcze więcej publicznych szpitali. Tak więc partia ta jest zdania, że ludzie mają się leczyć w miejscach, gdzie biegają karaluchy, a złapać można gronkowca i pałeczkę ropy błękitnej. Jakoś nie planują nic zrobić z ZUS - czyli zgadza się, aby ludzie ochłapy emerytury dostawali na starość. O edukacji nic nie wspominam, bo żadna mainstreamowa partia w Polsce nie popiera prywatyzacji tego sektora. A prawica przecież powinna uważać, że człowiek sam powinien zadbać o jakość swojej edukacji i czy w ogóle z takiej skorzysta.

Ideowi orędownicy PiS sprzeciwiają się również szerokiej prywatyzacji. Ich zdaniem państwo to nie tylko automat do spełniania życzeń, ale również istna manufaktura. Uważają, że źle jeżeli coś przejdzie w ręce "podłego kapitalisty", bo zaraz będą zwolnienia i masowe bezrobocie. Uważają, że źle, iż cokolwiek jest prywatyzowane; zaraz pojawiają się skojarzenia z kradzieżą. Ba, PiS opowiadał się nawet za częściową nacjonalizacją. Chciał to uczynić w przypadku śmieciarzy oraz wprowadzić podatek śmieciowy. Wyobrażam sobie wówczas, ile to śmieci leżałoby wówczas w lesie... Również pozytywnie traktują fakt dyktatu związków zawodowych - są nawet z nimi blisko związani. A przepraszam bardzo, a co to za partia prawicowa, które idzie łapka w łapkę z tymi organizacjami?

Liberalizm ekonomiczny stał się istną fobią wielu ideowych orędowników PiS. Uważany jest przez nich nawet za darwinizm społeczny... Wiele faktów pokazuje jedno. PiS partią prawicową nie jest. To raczej odłam pobożnej lewicy niepodległościowej, a nie konserwatystów sensu stricto.

Na zakończenie chciałbym dodać, że ludzie często popełniają błąd fałszywej dychotomii. Myślą sobie, że skoro jest PiS i PO, to są partie o największym poparciu społecznym, to jeżeli popiera się jedną z nich, to automatycznie staje się przeciwnikiem tej drugiej. Nie są w stanie sobie wyobrazić sytuacji, kiedy obydwie się traktuje z dystansem. No i ja tak czynię. Poza tym śmiem twierdzić nawet, że PO jest bardziej lewicowa niż PiS, ponieważ w różnych swoich wcieleniach wprowadziła podatek dochodowy oraz 180 koncesji, zastąpiła obrotowy podatkiem VAT. Ostatnie pomysły to np. spec od pożarnictwa w każdej firmie. PO występowała np. z projektem refundacji zapłodnienia in vitro (a co ze zmarszczkami na tyłku?). Poza tym Euro-ZSRR słuchają się bardziej niż SLD. Nie wspomnę już o wielu poglądach natury światopoglądowej. PO zatem to zwykła mutacja internacjonalistycznej lewicy.

PiS przygarnął prawicowy elektorat ze względu na postulaty konserwatywne i antykomunistyczne. Czy jednak jest w stanie skręcić na prawo również pod względem ekonomicznym, czy dalej będzie klepał frazesy o "państwie solidarnym"?

sobota, 25 kwietnia 2009

Czarny problem

Ostatnio na Niepoprawnych uczestniczyłem w pewnym sporze. Chodziło tam o to, co zrobić z nierentownym sektorem górnictwa węgla kamiennego. Doszedłem do bardzo prostego wniosku. Suchą gałąź należy po prostu odciąć. Skoro górnictwo nie przynosi żadnych zysków, ba, trzeba w nie ładować pieniądze, to nie ma innego wyjścia, jak po prostu sprywatyzować. Zarzucono mi mówienie językiem Balcerowicza i gadzinówki o nazwie "Gazeta Wyborcza". To najprawdopodobniej testowanie Sposobu Ostatniego. Dla ideowych zwolenników Populizmu i Socjalizmu zgadzających się zdanie w zdanie z linią tej partii porównanie do Balcerowicza czy wymienionej wyżej gadzinówki stanowi chyba sposób na opisanie całego zła.

Oczywiście można usłyszeć taki argument, że zagrożone zostanie bezpieczeństwo energetyczne Polski. Przecież energetyka węglowa to nie jest jedyny sposób uzyskiwania energii elektrycznej. Możemy przecież zainwestować w geotermię, co nas dużo taniej wyjdzie - mamy wód geotermalnych pod dostatkiem, a do tego postawić kilka elektrowni atomowych. W ten sposób zapewnilibyśmy sobie bezpieczeństwo energetyczne. Niestety, Polską rządzili przez ostatnie 20 lat idioci, którym coś takiego nie przyszło do głowy. Widać, że węgiel nie jest aż tak nam potrzebny do życia, jakby się mogło wydawać.

A teraz przeanalizujmy, dlaczego ta branża jest niedochodowa? Mamy tam silną pozycję związków zawodowych (w kopalniach działa ich aż 12!) oraz przywileje samych górników zapisane w układzie zbiorowym pracy z 1991 roku. Otrzymują oni na przykład wyższe niż w kodeksie pracy odprawy emerytalne, dłuższe okresy wypoczynkowe, trzynaste i czternaste pensje, nagrody z okazji Dnia Górnika, nagrody jubileuszowe oraz deputaty węglowe (6 lub 8 ton). Czy to nie jest skandal?! Poza tym robiono przekręty na eksporcie węgla, który to zostawał w kraju. Wynikało to z interwencjonistycznego przepisu o dopłatach do eksportu; rzekomy eksporter nie dość, że pobierał dotację, to jeszcze odsprzedawał surowiec na miejscu w kraju. Dodać jeszcze należy, że do eksportu węgla państwo musi dopłacać 40 zł za tonę. Istnieją również podejrzenia, że ze spółek węglowych przepompowywano miliony złotych do prywatnych firm z nimi związanymi. Wypada jeszcze wspomnieć, że nawet transport węgla na terenie kraju jest tak drogi (za sprawą monopolistycznej PKP), że północnym województwom bardziej opłacałoby się sprowadzać go z Syberii lub RPA statkami.

Ustalana urzędowo cena węgla jest wyższa niż na rynkach światowych. Zlikwidowano przy tym konkurencję cenową między kopalniami, co w jakimś stopniu uzdrowiłoby sytuację. Jednakże zarządom kopalń i działającym na ich terenie związkom zawodowym nie zależy na zysku, ponieważ w razie strat mogą liczyć na dotacje z budżetu państwa. Zapory celne i kontyngenty powodują to, że nie można nabyć importowanego węgla. W efekcie skazani jesteśmy na monopol i płacimy drożej za energię elektryczną. Co więcej, straty netto górnictwa w samych latach dziewięćdziesiątych wyniosły około 18 mld złotych. Nie wliczone w to zostało, ile przez ten czas musieliśmy więcej zapłacić za prąd. Implikuje to wyższe koszty produkcji, a zatem mniejszą konkurencyjność polskich firm na światowych rynkach. Wypada wspomnieć również, że średnio górnik w Polsce rocznie wydobywa około 700 ton węgla, w Australii natomiast 10 000. Tak więc wydajność pracy jest żadna. Górnictwo węgla kamiennego stanowi zatem istną kulę u nogi.

Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Nie należy tutaj likwidować kopalń, bo to jest postawa psa ogrodnika; samemu się nie zje, a innemu się nie da. Należy dokonać prywatyzacji tego sektora. Po pierwsze rozbić się powinno należy utworzone wcześniej holdingi takie jak Kompania Węglowa, Katowicki Holding Węglowy, Jastrzębska Spółka Węglowa. Każda kopalnia powinna być oddzielną spółką. Następnie należy je sprywatyzować.

Oczywiście, tego w Polsce nikt nie zrobi. Wynika to z czysto populizmu. Politykom opłaca się utrzymywać niedochodowe państwowe molochy, ponieważ ich załogi na nich będą głosować. A utraty głosów to oni się boją, jak ognia. Poza tym związki zawodowe przyjechałyby do Warszawy i burdę zrobiłyby pod jednym z ministerstw. Najjaśniejszą Rzecząpospolitą rządzą jednak ludzie pozbawieni cojones. Normalnie to powinno się wyprowadzić policję i rozpędzić ustawiony biwak. W razie rzucania kamieniami i petardami w funkcjonariuszy, to otworzyć ogień z kałasznikowów. Od czego w końcu płacimy podatki na ostrą amunicję...

Kolejna ekipa rządząca wysłucha jednak utyskiwań centrali (czyt. mafii) związkowych. Zamiast pozbyć się patologii, trup będzie dalej reanimowany.

piątek, 24 kwietnia 2009

Organizacja szkolnictwa

Każdy gabinet po 1989 roku starał się w jakiś sposób reformować system edukacji. Jedynie Giertych i Legutko chcieli zrobić coś na lepsze, jednak ich pomysły wobec oporu licznych środowisk spaliły na panewce. Inne ekipy zajmowały się głównie powiększaniem bałagan, jaki tam zapanował. Doszło do tego, że teraz szkoła to takie ludzkie zoo, do którego aż strach posłać swoje dziecko. Żadna ekipa nie myślała też o podstawowym problemie, jaki należałoby zlikwidować w tej materii. Chodzi tutaj - rzecz jasna - o socjalizm. Co zatem powinno się zrobić?

Pierwsza rzecz to należy zlikwidować ze wszech miar szkodliwy, bolszewicki przymus szkolny. Tu się zaraz pojawią głosy różnych indywiduów wrażliwych społecznie, że część dzieci nie trafi do szkół i będzie analfabetami. Ale co z tego? Przecież analfabetyzm jako taki był, jest i będzie. Obecnie mamy do czynienia z jego wtórną odmianą. Co z tego, że ludzie potrafią litery rozpoznawać, jak nie rozumieją czytanego tekstu? Tak samo wagary i korzystanie z tzw. "dopalaczy". Po prostu pewna część młodzieży się tam nudzi i nie wytrzymuje psychicznie. Inna rzecz, że dziecko z patologicznej rodziny potrafi sterroryzować całą placówkę edukacyjną. Dodam, że ani ono, ani jego rodzice nie są zainteresowani edukacją, więc posyłanie go do szkoły to strata czasu i atłasu. Na zakończenie wypada dodać jeszcze jedną rzecz. To rodzice powinni decydować, czy wysyłają dzieci do szkoły, czy do fabryki i czy w ogóle wysyłają gdziekolwiek.

Po drugie szkolnictwo wszystkich szczebli powinno ulec całkowitej prywatyzacji. Przy okazji należy zlikwidować MEN, kuratoria, komisje akredytacyjne. Szkoły i uczelnie same powinny sobie układać programy. Założę się, że politycy lewicowi zaraz podnieśliby larum, gdyby ktokolwiek chciał to przegłosować. Pojawiłyby się argumenty, że przecież szkoły takie kreacjonizmu, płaskiej Ziemi, kłamstwa oświęcimskiego będą uczyć. W rzeczywistości chodzi tym cwaniakom, o co innego. Nie będa mogli wmawiać ludziom różnych, dziwnych rzeczy, którymi to nawet swoich dzieci nie raczą. Po to jest lewicy państwowa szkoła z odgórnie ustalanym programem.

Znowu odezwą się różni ludzie społecznie wrażliwi, że jak w ogóle tak można (!). A przecież ta ich państwowa edukacja jest jednym wielkim bublem. Dlaczego to bowiem, jak są matury czy inne egzaminy, to wszyscy gnają na korepetycje? Okazuje się, że w państwowa szkółka zafundowała ochłapy edukacji. Płaci się przy okazji dwa razy - po pierwsze idą na szkołę pieniądze z wszelkich podatków przez nas uiszczanych, po drugie - właśnie te korepetycje. Gdyby przeliczyć, ile idzie na edukację per capita, do tego dodać pieniądze z tzw. korków, to po zsumowaniu i podzieleniu przez 12 miesięcy okaże się, że większą część ludzi stać byłoby opłacać czesne w prywatnym szkolnictwie.

Przy okazji szkoła powinna sama decydować, czy ma mundurki, czy dziewczęta mogą pokazywać swoje wdzięki, czy stosuje kary cielesne, czy też nie itd, tak samo czy praktykuje powtarzanie klasy, czy przepuszcza danego delikwenta na siłę. Oczywiście o jakichś tam Kartach Nauczyciela, ZNP i innych cudach niewidach nie ma mowy! Rodzice mogliby w takim systemie decydować, do jakiej szkoły ma chodzić ich dziecko.

Czy państwo powinno w jakiś sposób ingerować w rynek usług edukacyjnych w takim razie? Ustalić się powinno pewne reguły gry, że szkoła podstawowa trwa np. 7 lat, a liceum 4. Poszczególne etapy kształcenia powinny kończyć się państwowym egzaminem. Nie powinno wyglądać to jak nowa matura czy inne tego typu badziewie preferujące najbardziej przeciętnych. Te egzaminy powinny mieć wysoki poziom trudności oraz próg na zaliczenie wynosić powinien 60%, do tego stosownie do wyższych progów procentowych dopasować oceny. No i z czego powinny być one przeprowadzane? Na koniec podstawówki egzamin kończący - z matematyki i języka ojczystego. Matura również z tych dwóch przedmiotów, do tego jeden do wyboru. Dodam, że egzamin po podstawówce czy matura nie powinny mieć wpływu na rekrutację na wyższe szczeble edukacji. To dokumenty, które świadczą o tym, że osoba ukończyła dany szczebel edukacji. Licea oraz uczelnie wyższe powinny przeprowadzać rekrutację wewnętrzną poprzez przeprowadzanie egzaminów wstępnych. Nie powinno być również zasady "drabinki", że najpierw trzeba ukończyć podstawówkę, a dopiero potem liceum. Moim zdaniem jak ktoś chce, to może od razu pisać maturę albo egzamin licencjacki. Takie egzaminy umożliwiłyby porównywanie poziomu poszczególnych prywatnych szkół. Wiadomo, że lepszą szkołą jest taka, gdzie zalicza 85% egzamin, niż taka, gdzie czyni to niespełna 30%.

Takie coś nie ma wariantu jednak przejść. Partie muszą swoimi kolegami i koleżankami różne urzędy obsadzać - kuratoria, komisje akredytacyjne i nie tylko. Nikt się nie zgodzi w warunkach demokratycznych na likwidację koryta i związanych z nim synekur. O tym można sobie jedynie pomarzyć.

Wyobraźmy sobie jeszcze, jakie byłoby zamieszanie, gdyby to restauracje były państwowe. Pewnie deliberowano by wówczas w Sejmie nad tym, ile pieprzu sypać do zupy. Czy taka sytuacja nie jest absurdalna? A teraz odnieśmy to do szkolnictwa. To dlaczego tak chętnie oddajemy swoje dzieci w ręce biurokratów?

piątek, 17 kwietnia 2009

Totalitaryzm lewicy

Częstym zarzutem lewicy wobec konserwatystów jest rzekomy totalitaryzm tych drugich. Ma się on przejawiać w klerykalizmie, sprzeciwie wobec obyczajowego rozbestwienia, ochronie normalnej rodziny. A dla lewicy to nie do pomyślenia, bo musi być państwo neutralne światopoglądowo (czyt. państwowy ateizm), musi być edukacja seksualna w szkołach i ukrzyżowane genitalia wystawiane w miejscu publicznym, różni dewianci muszą mieć zapewnione odpowiednie prawa (czyt. lewa). A teraz przyjrzyjmy się, ilu procent populacji to ustawodawstwo lewicowe dotyczy. Okazuje się, że góra 10%, bo cała reszta społeczeństwa nie ma znaczących odchyłów. Inni niż szereg wyodrębnionych podzbiorów ulegają tylko demoralizacji i łatwiej dają się przepędzać jak bydło z jednego pastwiska na drugie. Temu fenomenowi poświęciłem już szereg tekstów. Warto się jednak odnieść do głównego zarzutu lewicy wobec prawdziwej prawicy - przecież pobożną lewicą typu PiS, LPR czy NOP nie będziemy się tutaj zajmować. Przeanalizujmy pomysły po kolei szereg lewicowych pomysłów.

Dlaczego to na przykład ta lewica popiera przymus ubezpieczeń? Dlaczego w ogóle takie molochy, jak ZUS czy NFZ, istnieją? Wychodzą z założenia, że ludzie sobie nie poradzą, no i potem na starość umierać będą pod płotem. Tak samo zakładają w przypadku ubezpieczenia zdrowotnego, że pewne osoby się nie wypłacą. To w takim razie, jak to się dzieje, że ludzie żyli zanim wynaleziono socjalizm i mieli się całkiem dobrze? W dawnych czasach po prostu starano się porządnie wychować swoje dzieci tak, aby na starość nie biedować. Tak samo, potrafili odłożyć pieniądze w razie, jakby się coś złego miało wydarzyć. Przymus ubezpieczeń zabija to perspektywiczne myślenie, w efekcie czego ludzie zdani są na łaskę bądź niełaskę państwa. A to pomysł z jakiego kuferka?

Lewica również optuje za przymusem szkolnym. Ten śmiem nawet nazwać bolszewickim. Lenin bowiem opowiadał się za przymusową skolaryzacją. Uważał, że piśmiennych jest łatwiej indoktrynować. Dlaczego zatem ludzie mają się godzić na posyłanie dzieci do państwowej centralnie sterowanej szkoły? Przecież to oni odpowiadają za wychowanie swoich dzieci. Gdyby szkoły były prywatne i nie byłoby przymusu posłania tam dziecka, rodzice staraliby się tak zagwarantować edukację, żeby nie mieć w przyszłości problemów. Tak było przez pięć tysięcy lat istnienia cywilizacji. Oczywiście, lewica nigdy do czegoś takiego nie dopuści ze strachu przed nauczaniem kreacjonizmu, żydowsko-masońskich rządów nad światem, płaskiej Ziemi et cetera. Ich zdaniem urzędnicy lepiej wiedzą, co jest dobre dla dzieci niż ich rodzice. Lewica dlatego może ładować do głowy swoje chore idee oraz raczyć edukacją seksualną od najmłodszych lat. Dodam, że lewicowcy to zwykli hipokryci; swoje dzieci posyłają do katolickich szkół, za to cudzym pianę z mózgu robią bardzo chętnie. Nic dziwnego, że śmiertelnie się boją możliwości decydowania przez rodziców o tym, czego mają się uczyć ich dzieci. Zdają sobie doskonale sprawę, jaki światopogląd okazałby się zwycięski jako bardziej życiowy i zdroworozsądkowy.

Generalnie lewicowcy bardzo niechętnie patrzą, jak ludzie po swojemu wychowują dzieci. Próbują się wtrącać na różne sposoby. A to walczą z agresją w rodzinie i zakazują bicia dzieci. Ale przecież, kto jest za dziecko odpowiedzialny? Czy należy mówić ludziom, jakie metody wychowawcze mają stosować? Dodam, że zajmują się tworzeniem różnych Jugendammtów, które potem mają rodzicom dzieci odbierać za to, że rzekomo są krzywdzone.

Inne lewicowe wymysły to jakaś dziwna dbałość o zdrowie publiczne. Jakoś narkotyki ani wolny seks, im nie przeszkadzają - a to główne przyczyny roznoszenia się AIDS i innych chorób wenerycznych. Za to zwalczają palenie papierosów. W niektórych krajach nie można zapalić cygara w prywatnym lokalu. Przecież to właściciel powinien decydować, czy u niego wolno palić, czy też nie. Inny przykład stanowi przymus szczepień. Decyzję o szczepieniu winni podejmować rodzice, a nie jacyś tam urzędnicy. Dodam, że niejednokrotnie zalecane szczepionki okazywały się bublami wywołującymi szereg powikłań, więc jeżeli rodzice sobie nie życzą, to mają prawo nie szczepić.

Jeżeli jesteśmy przy prywatnej własności, to lewica, jak zwykle, ma tą mocno w poważaniu. Zdaniem naszych ideologicznych przeciwników nie można usunąć z pracy homoseksualisty, nawet jeżeli ten sabotowałby pracę całej fabryki lub był szpiegiem przemysłowym najętym przez konkurencję. Tak samo w przypadku mniejszości etnicznych, bo pracodawcy zarzucono by rasizm, ksenofobię i inne śmiertelne grzechy według progresywnej lewicowej (anty)religii. Nie rozumiem też tego przymusowego dostosowywania budynków do potrzeb niepełnosprawnych; czasami śmieję się, kiedy to zobaczę prawo jazdy z pismem Broglie'a, bo przecież niemożność uzyskania prawa jazdy przez osobę niewidomą to "dyskryminacja"! O takich rzeczach to powinien decydować właściciel budynku, czy dostosuje, czy też nie. Była kiedyś dyskusja o restauracjach, że zrobienie restauracji np. tylko dla białych, to akt "rasizmu". A przecież to właściciel decyduje, kogo wpuszcza na swój teren. Jeżeli restaurator odmówi wejścia na teren swego szynku pijakowi, od którego czuć zapach borygo, to nikt zdrowo myślący tego nie uzna za dyskryminację.

Dodać tutaj należy w ogóle jakiekolwiek regulowanie stosunków pracy, jak BHP, kodeks pracy, płaca minimalna chociażby. Dodam, że lewica nawet wynalazła cały aparat biurokratyczny. Jego celem jest nawiedzanie pracodawców, aby sprawdzać, czy pracownicy w godziwych warunkach pracują i czy nie są oby czasem dojeni. Zupełnie tak, jakby zatrudnieni w danej firmie nie mogli złożyć zbiorowego wymówienia i pójść do pracy gdzie indziej.

Inna rzecz to prawo budowlane. Czy ktoś buduje dom na uskoku, na bagnie, czy też z kiepskich materiałów, to jest jego sprawa, czy mu się zawali na głowę, czy też nie. Z innych kwiatków: piwo musi być robione z wód podziemnych, bo inaczej łamie normy sanitarne. Ale specjalnością lewicy jest generowanie tak skomplikowanego prawa, że nawet prawnicy się w nim nie łapią, czemu to mamy się więc dziwić.

Swojego czasu to właśnie lewica wymyśliła, że nie można ubić prosiaka, a potem go spożyć. Mięso bowiem nie przeszło przez trychinoskopię. Wprowadzane są horrendalne normy sanitarne, które służą tylko największym wytwórcom żywności. Drobni rolnicy czy małe zakłady przetwórcze są bowiem gnębione przez różne Sanepidy i tym podobne, które prowadzą niejednokrotnie do ich bankructwa. Tak samo wprowadza się również przepisy dotyczące przechowywania odchodów zwierząt czy wypalania traw - dodam - na swojej ziemi. Jeżeli ktoś chce mieć ziemię, na której nic się nie da uprawiać i zbankrutować, to niech robi sobie na wiosnę ognisko. Nie rozumiem również, po co ustawowo ustalać wielkość jabłka czy krzywiznę ogórka, jak również recepturę oscypka. Za przeproszeniem, ale nawet Hitler czy Stalin tego nie regulowali.

Istnieją również inne śmieszne przepisy. Psa czy kota należy koniecznie szczepić i odrobaczać. Wprowadzono ograniczenia dotyczące tzw. groźnych zwierząt. Na posiadanie pewnych ras psów trzeba mieć pozwolenie. A przecież to niezrozumiałe! Dlaczego nie można trzymać na przykład niedźwiedzia na terenie swojej posesji? Dodam, że lewizna z PO próbowała wprowadzić obostrzenia dotyczące nawet ptaszników czy skorpionów! Aż strach się bać, co jeszcze w tej materii przyjdzie im do głowy.

Wprowadzono swojego czasu szereg dziwnych przepisów drogowych. Dlaczego to na przykład człowiek ma jeździć w zapiętych pasach - przecież ile ofiar wypadków spłonęło w samochodach lub utopiło się? Nie zrozumiałe, po co tyle znaków, tak samo jak konieczność posiadania prawa (czyt. lewa) jazdy. Śmieszne są również przepisy, kto ma jak siedzieć w samochodzie. O tym powinien decydować kierowca. Poza tym, dlaczego nie można w samochodzie jeść, pić, palić papierosów, a ostatnio próbuje się zakazać słuchania muzyki. Tak samo zamiast należycie karać za rozjechanie kogoś w stanie nietrzeźwym lub zniszczenie cudzego mienia, to wymyśla się graniczne liczby promili w wydychanym powietrzu.

Lewica zabrania człowiekowi posiadania broni. Nie ważne, jaka by ta broń była, czy palna, czy biała. Kpią przy tym po raz enty z własności prywatnej oraz obrony koniecznej. W efekcie tego nie można na przykład zabezpieczyć samochodu przed złodziejem - umieszczając na przykład elektrycznie odpalany nabój myśliwski lub odpowiednio umieszczony kołek w fotelu. Wiele kolekcji broni jest po prostu zwijanych. Ale czego się spodziewać po ludziach, którzy więzienia zamieniają w hotele, a bandyta znaczy dla nich więcej niż uczciwy obywatel?

Właśnie lewica wyzywa prawdziwą prawicę od totalistów itp. Nie dość, że lewica cierpi na amnezję, bo do historii nie chce się przyznać, to stanowi istną zgraję hipokrytów. Czy ci ludzie mają na tyle krztyny honoru, aby przejrzeć się w lustrze?

piątek, 20 marca 2009

Psy Pawłowa, polityczna poprawność, no i dlaczego istnieją Żydzi?

Dosyć dawno temu głośna była sprawa pewnego studenta Harvardu. Został on ukarany grzywną za to, że nie chciał powiedzieć "Afroamerykanie z Belgii". Mamy tutaj do czynienia z oczywistym absurdem, ponieważ wymieniony kraj nie znajduje się w Ameryce. Jednakże dla apostołów politycznej poprawności nie ma to żadnego znaczenia. Kierują się oni mottem Hegla - jeśli coś nie zgadza się z rzeczywistością, to tym gorzej dla niej. Sprawa ta pokazuje skalę pewnego zjawiska. Polityczna poprawność poczyniła spustoszenia w ludzkich umysłach. Teraz o pewnych zjawiskach nie można głośno mówić, ponieważ automatycznie zostanie się zaatakowanym za myślozbrodnię. Niech ktoś się spróbuje źle wyrażać o muzułmanach na przykład, że np. nie chcą się asymilować. Zostanie napiętnowany jako "ksenofob" i "rasista".

To jest jednak nic. Jeżeli ktoś źle wyraża się o Żydach, prawdopodobnie policja politycznej poprawności złamie mu życie. Ta nacja traktowana jest jak swoisty Herrenvolk, ponieważ zabicie Żyda znaczy więcej niż uśmiercenie Goja. Przykład to penalizacja kłamstwa oświęcimskiego. Jeżeli ktoś stwierdzi, że np. ludobójstwa Polaków na Wołyniu nie było w 1943 roku, to nic się nie wydarzy. Jeśli natomiast zostanie napisane, że komory gazowe w Auschwitz nigdy nie istniały, osoba, która się tego dopuści, zostanie gorzej potraktowana niż morderca czy pedofil. Wypowiadać się zatem można o Żydach tylko w kategoriach, że to najlepsza nacja na świecie. Każdy, kto zaneguje ten dogmat politpoprawności, zostanie zaatakowany przez rozszalałe psy Pawłowa, które wytropią antysemityzm na poziomie cząstek elementarnych.

Ostatnimi czasy, Artur M. Nicpoń napisał: Swoja drogą, ciekawy jest ten żydowski tropizm do banków, lichwy itp. brzydkich spraw. Później się dziwią, że nimi wściekli ludzie w piecach palą. Niedługo potem pojawił się komentarz Kaśki Pyzol, który zasugerował brak przyzwoitości autora tekstu (ergo antysemityzm).

Ja nie rozumiem, skąd taka histeryczna reakcja. Wystarczy, że padło magiczne słowo na ż. Herrenvolk został obrażony, a tak być nie może! Nie potrafię zrozumieć jednej prostej rzeczy. Przecież ci ludzie wychodzą z założenia, że wszystkie rasy i nacje są równe. Tak więc, dlaczego tak chętnie zakładają, że Żydzi są jakimiś nadludźmi? Czy to nie jest nonsens?

Dodam jeszcze, że Nicpoń miał dużo racji. Zastanówmy się w ogóle, dlaczego Żydzi w ogóle istnieją, a inne ludy starożytne jakoś nie. Nikt nie widział przecież Fenicjan, Asyryjczyków, Hurytów, Babilończyków, Hetytów - oni wszyscy rozpłynęli się w mroku dziejów. To w takim razie, dlaczego Żydzi przetrwali, mimo tego, że od powstania Bar Kochby zmuszeni byli do życia w diasporze. Powiedzmy sobie szczerze, jak to się dzieje, że nikt się nad tym fenomenem nie zastanawiał.

A przecież jest on oczywisty. Musieli zdradzać na prawo i lewo, żeby przetrwać. Inaczej rozpłynęliby się w ludach, na których terenie przyszło im żyć jak wszystkie inne ludy starożytne. Skąd się brały pogromy Żydów? Nie z nieba, że o to ciemnota chrześcijańska żądzy krwi dostała. To próbuje nam wmawiać laicka lewica, że nasz system wierzeń jest zły itd. Przyczyna była o wiele bardziej prozaiczna: nikt nie toleruje na swoim terenie zdrajców. A Żydzi to naród kosmopolityczny bez przywiązania do jakiejkolwiek ziemi, więc co to oznaczała dla nich zdrada. To było w wielu przypadkach pustosłowie. Ilu carskich kapusiów wiadomego pochodzenia powieszono podczas powstania listopadowego? Ilu potem wysługiwało się Ochranie? A ilu jeszcze potem działało w Komunistycznej Partii Polski?

Żydzi również byli przywiązani do czystości krwi, jak mało który lud w dawnych czasach. Skąd się niby wziął przepis, o tym, że Żydem zostaje się po matce? Po co bowiem taka formalizacja? Czasem celowo indukowali pogromy, traktując je jako formę negatywnej eugeniki i poprawę kondycji rasy. Richard von Coudehouve-Kalergi, na którego kiedyś się powoływałem, uważał, że Europejczycy mimochodem wytworzyli "duchowy naród panów". Ów autor zakładał, że to Żydzi - jako naród bez ojczyzny - będą rządzić rasą o wyglądzie staroegipskiej powstałej z wymieszania się ludów Europy i Azji.

Dlaczego o tym nikt nie pisze? Psy Pawłowa dbają bowiem o to, żeby w dużej mierze urojonym "antysemitom" pozamykać usta. Jeżeli jakieś wydawnictwo opublikowałoby coś takiego, to na pewno zajęłoby się nim stowarzyszenie "Nigdy Więcej". Sekundowaliby różni pożyteczni idioci, którzy na myśl o tym, że ktoś się Żydach niepochlebnie wyrażał, dostaliby białej gorączki. Gdyby coś takiego napisał jakiś historyk, to złamaliby mu życie.

Kiedyś doszedłem do wniosku, że kierując się współczesną polityczną poprawnością, powinno zakazać się korzystania z układu okresowego pierwiastków chemicznych. Wrócić się powinno np. do oktaw Meiera. A dlaczego? Dymitr Mendelejew nie lubił bowiem Żydów, sympatyzował zresztą z Czarną Sotnią. No i gdzie jesteście, apostołowie politpoprawności, skoro tego aktu "antysemityzmu" w każdej książce do chemii nie dostrzegacie?

środa, 18 marca 2009

Kwestia edukacji

Ostatnimi czasy Ministerstwo Edukacji ma mnóstwo modernistycznych pomysłów. Jednym z nich były lekcje o pseudonauce np. bioenergoterapii. Zwykłem uważać, że głupoty się nie nobilituje. To jest jednak istna wisienka na torcie obok szeregu innych poczynań MEN-u jak na przykład obniżanie poziomu. Minister Hall oferuje po prostu dzieciom intelektualną lobotomię, no i aż strach do takiej szkoły pociechę posłać. Wszystkie zmiany idą po prostu na gorsze tak, że szkoła obecnie hoduje stada orwellowskich proli. No i co należałoby zrobić, żeby tak nie było?

Moim skromnym zdaniem to rodzice powinni odpowiadać za edukację dzieci, czy posyłają do jakiejkolwiek szkoły, czy wynajmują guwernerów itd. Jeżeli by nie zadbali należycie, to klepaliby na starość biedę. Tak więc, jeżeli część ludzi prawicy obawia się, że niektórzy uczyliby swoje dzieci np. ekologizmie, feminizmie et cetera, to mylą się. Lewactwo jakoś swoich idei własnym dzieciom nie chce serwować, tylko posyła je do katolickich prywatnych szkół. Ci sami ludzie opowiadają się za istnieniem ministerstwa edukacji, kuratoriów, monopolem państwa na edukację oraz przymusem szkolnym, co więcej, są tychże najmocniejszymi adwokatami. Mówią, że bez tego to ludzie uczyliby swoje dzieci kreacjonizmu, płaskiej Ziemi czy żydowsko-masońskich rządów nad światem. To jednak tryk słowny, ponieważ lewactwo doskonale wie, że światopogląd konserwatywny jako bardziej "życiowy" i zdroworozsądkowy okazałby się zwycięzcą.

Jednakże prywatyzacja szkolnictwa i zmuszenie ludzi do odpowiedzialności za edukację swoich dzieci nie jest w stanie obecnie przejść. Partia, która chociażby częściowo sprywatyzowałaby szkolnictwo, prawdopodobnie straciłaby większą część poparcia społecznego. Demokracja to niestety podły system sprzyjający populistyczny, zagrywkom w postaci obiecywaniu gruszek na wierzbie. Pewne rzeczy dałyby się przeprowadzić jedynie w autorytaryzmie. Poza tym, ile nas jest, co chcemy, aby rodzice byli w pełni odpowiedzialni za edukację swoich dzieci bądź jej brak. Raczej niewielu. Jesteśmy więc zbyt maluczcy, żeby cokolwiek ruszyć. Co pozostaje zatem? Ponieważ się wszyscy składamy na tą państwową centralnie sterowaną szkółkę, to można by domagać się posprzątania tej stajni Augiasza, jaką ona jest. Co należy przy tej okazji popierać?

Jeżeli już szkoła ma być państwowa, to niech będzie porządna. To ma nie być ogród zoologiczny, w którym uczniowie onanizują się na lekcjach. Tak samo niech nie będą to ochłapy edukacji. Niżej opiszę w kilku punktach, co przydałoby się zrobić.

Podniesienie poziomu nauczania

Podnieść należy poziom zarówno z przedmiotów matematyczno-przyrodniczych jak i humanistycznych. Nie może być tak, że procenty się robi dopiero w gimnazjum. Tak samo dawniej były całki, pochodne, liczby zespolone i macierze w szkole, teraz takie rzeczy robi się dopiero na pierwszym roku studiów przyrodniczych i technicznych. A takie rzeczy to powinny wrócić do szkolnych programów. Przywrócić również należy maturę z matematyki. Tak samo - zrewidować należy listę lektur. Za dawnych czasów np. cała Trylogia była omawiana w szkole. Dlaczego tak nie może być teraz? Również nie widziałbym nic złego, żeby w szkole był taki przedmiot, jak filozofia.

Z logistycznego punktu widzenia to jest do wykonania. Gimnazjum stanowi obecnie powtórkę podstawówki. Czas spędzany w nim jest zatem bezproduktywnie. Część materiału z liceum można zatem spokojnie przerzucić do gimnazjum.

Skończyć powinno się z takimi "zapchajdziurami" jak podstawy przedsiębiorczości czy wychowanie seksualne. Pierwsze dublują treści przekazywane na wiedzy o społeczeństwie. Od rozmów o sprawach damsko-męskich jest dom rodzinny.

Likwidacja centralnego egzaminowania

Na siłę próbując dopasować się do zachodnich standardów, wprowadziliśmy centralne egzaminowanie. Moim zdaniem jest to głupota. Powoduje bowiem spłaszczania się i obniżanie poziomu edukacji. Wszyscy bowiem robią ten materiał, który najczęściej pojawia się na egzaminach. Tak więc poziom wszystkich rodzajów szkół się niejako wyrównuje, a także ulega obniżeniu. Mamy tutaj później do czynienia z pętlą dodatniego sprzężenia zwrotnego, co skutkuje spadkiem poziomu egzaminów. Inna sprawa, że centralne egzaminowanie preferuje najbardziej przeciętnych. Nie ma co się dziwić później pracownikom wyższych uczelni na narzekanie na narybek. Przy okazji rozpędzić można niepotrzebną biurokrację w postaci CKE i OKE, a budynek na ulicy Grzybowskiej zlicytować.

Wprowadzenie szkół dysedukacyjnych

System szkolnictwa ma kierować się pewną efektywnością. Jak popatrzymy na Zachód, to tam najlepsze szkoły prywatne są właśnie dysedukacyjne. Dlaczego nie mielibyśmy takiego rozwiązania wprowadzić zatem u siebie? Robiono zresztą eksperymenty, w których klasy dysedukacyjne osiągały wyższe wyniki niż koedukacyjne. Wielu psychologów i pedagogów popiera takie rozwiązanie. A poza tym czy mężczyzna ma nie być męski, a kobieta kobieca?

Obowiązkowa uniformizacja wszystkich rodzajów szkół

Jeżeli spojrzymy na najlepsze zachodnie elitarne szkoły, to tam uczniowie chodzą w mundurkach. Przywrócenie tego rozwiązania byłoby bardzo dobre. Szkoła nie jest rewią mody, żeby popisywać się tym, kto ma jakie "ciuchy".

Przywrócenie kar cielesnych oraz zniesienie kodeksu praw ucznia

Powinno się przywrócić również kary cielesne. Gdyby nastoletni wątpliwej jakości bohater dostał za swoje przy całej klasie, to raczej wątpliwe, żeby powtórzył swój wyczyn. W szkole powinien panować ład i porządek. Przywracając kary cielesne, również odbudowany zostałby autorytet nauczyciela. Szkoła również powinna móc zostawić ucznia w kozie i ukarać pracą fizyczną.

Zniesiony powinien być również kodeks praw ucznia. Szkoła powinna być traktowana jako miejsce pracy, a nie spotkań z kolegami. Skończyć trzeba z tymi limitami sprawdzianów, kartkówek itd. Uczeń powinien być przygotowany na każdą lekcję. Przywrócić się również powinno powtarzanie klasy na wszystkich etapach edukacji - obecnie graniczy to z cudem, i to nie tylko za słabe wyniki, ale również dyscyplinarne.

Zniesienie Karty Nauczyciela i ograniczenie kompetencji związków zawodowych

Obecnie marnego nauczyciela nie można usunąć ze szkoły, ponieważ chroni go Karta Nauczyciela. Tak samo belfer, który flirtował z uczennicami, jest praktycznie nietykalny, bo też może powołać się na pewne zapisy. Z takich powodów ów świstek powinien zostać anulowany.

Ograniczyć powinno się kompetencje związków zawodowych, bo inaczej żadnych zmian w szkolnictwie nie da się przeprowadzić. Zostaną one bowiem oprotestowane i zablokowane przez ZNP. Giertych i Legutko chcieli dobrze, zaczęli jednak od niewłaściwej strony, najpierw bowiem należało ograniczyć związki zawodowe. Nie może tak być, że jakaś stalinówka z ZNP domaga się wycofania Lalki czy Nie-Boskiej Komedii, bo to rzekomo lektury antysemickie.


Taki wariant w oparciu o kilka wymienionych wyżej punktów jest do przeprowadzenia w obecnych warunkach państwowej centralnie sterowanej szkółki. Pojawia się tylko pytanie: kto zechce to wszystko przeprowadzić? Od biedy można by też wystąpić z obywatelskim projektem ustawy; wymagane 100 tysięcy podpisów dałoby się spokojnie zebrać. Obecnemu gabinetowi zależy jednak na przemysłowej hodowli orwellowskich proletów. A kto przyjdzie po tym tragicznym (nie)rządzie, to tego nie wiemy...

sobota, 7 marca 2009

Gdzie jesteś, polska prawico?

Niejednokrotnie można usłyszeć w środkach masowego przekazu, że w Polsce dominującą formacją ideologiczną jest prawica. Lewica natomiast według nich została zmarginalizowana do nieznacznych synekur typu LiD czy PD. Takie stwierdzenie jest jednakże absurdem, jeżeli weźmiemy pod uwagę definicję prawicy podawaną nawet w podręcznikach do WOS-u dla gimnazjum. Okazuje się, że jest to formacja konserwatywna światopoglądowo i liberalna ekonomicznie. Czy zatem w Polsce mamy do czynienia z prawicą? Okazuje się, że nie. Mamy na dobrą sprawę lewicę pobożną lub taką udającą oraz lewicę ateistyczną. Tak wygląda polityczny mainstream. Czy prawicą jest bowiem PiS łączący umiarkowany konserwatyzm z socjalizmem? Czy można tym mianem okreslić PO, które jest zbieraniną bezideowych koniunkturalistów? Skądże znowu. Wystarczy się przyjrzeć, co w PO robią Palikot z Kutzem, czy przypomnieć sobie, jak PiS uziemił zaostrzenie przepisów antyaborcyjnych, żeby wiedzieć, do jakiej formacji ideologicznej te partie należy zaliczyć.

Ktoś może powiedzieć jeszcze, że prawica to UPR czy KZ-M. Ja uważam, że to klin włożony przez rosyjski wywiad, żeby skanalizować zjednoczenie się prawicy oraz wolnorynkową emancypację osób światopoglądowo konserwatywnych. KZ-M pokazał to bardzo wyraźnie w czasie wojny z Gruzją, kiedy na swojej stronie zamieszczał artykuły mogące być przedrukami z Trybuny Ludu. Środowiska te są w sumie mikroskopijne, media sobie o nich przypominają, kiedy Korwin zje publicznie PIT-a albo obrzuci błotem marszałka Piłsudskiego, jednak robią świetną krecią robotę.

Odpowiedzmy sobie zatem na pytanie, jaka powinna być prawica w Polsce. Wiadomo, że spełniać powinna warunki ex definitione. Wiadomo, że funkcjonujemy w warunkach demokratycznych. Poglądy mam jeszcze bardziej na prawo niż przedstawione niżej postulaty, ale partia masowa nie może być takim liczącym kilkaset osób klubem dyskusyjnym jak to UPR.

Konserwatyzm światopoglądowy

Wyżej zaznaczyłem, że prawica powinna być konserwatywna. Co to będzie oznaczało? Jakie tu należy przeprowadzić zmiany?

Jakie powinno być państwo? Odrzucić należy pomysły państwa neutralnego światopoglądowo, a takie się na prawicy zdarzają (vide Tomasz Cukiernik, Janusz Korwin-Mikke). Zapis o państwowej religii katolickiej powinien znaleźć się w konstytucji.

Zaostrzyć powinno się przepisy antyaborcyjne, ponieważ nikt dzieci do łona matki nie wkłada na siłę. Inna sprawa to eutanazja. Jest to rozwiązanie popierane przez lewicę po to tylko, żeby państwo zarabiało na przymusowym ubezpieczeniu emerytalnym. Aborcja i eutanazja poza tym prowadzą do depopulacji i zastępowania miejscowej ludności imigrantami głównie z krajów islamskich (casus zachodniej Europy). Nie będę się tutaj rozwodzić nad tym, dlaczego powinno być to zabronione, bo to temat na tekst o większych rozmiarach niż ten. W każdym razie zakaz aborcji i eutanazji winien zostać wpisany do konstytucji. Zwalczany powinien być również proceder matek zastępczych oraz zdelegalizowane zapłodnienie in vitro. Ograniczyć należy również dostęp do antykoncepcji.

Inna sprawa to pornografia. Jeżeli już takie rzeczy mają być legalne i dopuszczalne, to niech będą sprzedawane za czerwoną kotarą osobom pełnoletnim po okazaniu dokumentów. Wprowadzić należałoby kary za sprzedawanie wiadomych pisemek nieletnim zarówno sprzedającym jak i wobec nabywców. Idę tutaj na kompromis, ponieważ moim zdaniem najlepiej całkowicie zdelegalizować obrót materiałami pornograficznymi.

Odnośnie nieletnich, to powinno wprowadzić się drakońskie kary za sprzedaż papierosów, alkoholu lub za wpuszczenie do kina na film, który jest od 18 lat.

Zwiększyć należy uprawnienia rodziców. Przede wszystkim zlikwidować winno się różne Jugendammty typu "centra przeciwko zwalczaniu przemocy w rodzinie". Nie można ludziom mówić, jak mają stosować metody wychowawcze.

Od czasu do czasu mówi się o paradach gejów. Ulica nie jest od tego, żeby grupa osobników o zaburzeniach psychoseksualnych, mogła tam paradować z nagimi glutei maximae. Takie marsze to policja powinna rozpędzać. Zwalczać przy tym należy homopropagadnę. Nie widziałbym również nic zdrożnego w zezwoleniu na działanie ośrodków zajmujących się reedukacją gejów i lesbijek. Wobec tego typu zjawisk jak homoseksualizm wskazany jest społeczny ostracyzm.

Bardzo dobrym rozwiązaniem byłoby przywrócenie kary chłosty - tą można by stosować wobec graficiarzy lub osób nieobyczajnie zachowujących się w miejscach publicznych.

W przypadku rozwodów nie powinno być żadnej dyskusji. Małżeństwo to forma umowy, która jest zawierana przez mężczyznę i kobietę do śmierci. Ludzie powinni się odpowiedzialnie dobierać, a nie potem próbować to wszystko odkręcić za pomocą kilku papierków i podpisów na nich.

Przywrócić należy karę śmierci za najcięższe przestępstwa - morderstwo z premedytacją, zlecenie zabójstwa, gwałt ze szczególnym okrucieństwem, zdrada stanu (np. współpraca z obcym wywiadem, działanie na rzecz likwidacji Polski np. poprzez akcesję do UE), umyślne wywołanie katastrofy (np. wysadzenie tamy, mostu lub wywołanie lawiny), pedofilię.

Zaostrzyć powinno się również warunki odbywania kary w więzieniach. Tu należałoby wprowadzić pracę tak jak to jest w USA. Częściowo więziennictwo należałoby sprywatyzować tak, aby najgorsi zwyrodnialcy pracowali np. w kamieniołomach.

Odnośnie narkotyków, czasem słyszy się, że lepiej byłoby je zalegalizować. Wszędzie, gdzie doszło do legalizacji ilość narkomanów wzrosła (np. w Holandii czy Kalifornii). Kary trzeba zaostrzyć. Podobnie postąpić należy w przypadku prostytucji. Tutaj bowiem rośnie przestępczość wszelkiego typu, czego doświadczyła Holandia.

Tematem bardzo często poruszanym jest szkolnictwo. O obowiązkowości edukacji i zakresie jej prywatyzacji będzie w następnym punkcie. Co do kwestii porządkowych, podnieść winno się poziom i zlikwidować centralne egzaminowanie. Szkoły powinny być poza tym zuniformizowane i dysedukacyjne. Przywrócić trzeba kary cielesne, jak bicie po rękach czy klęczenie na grochu.

Zwiększyć również należy dostęp cywilnych obywateli do broni palnej oraz rozszerzyć zakres obrony koniecznej. Nie może być tak, że bandyta wkraczający na czyjąś posesję ma przewagę nad jej właścicielem.

Ważnym punktem jest również antykomunizm polityczny. Moim zdaniem funkcjonariuszom komunistycznego aparatu opresji należałoby w ogóle zabrać emerytury i mam w sumie gdzieś czy umrą z głodu i chorób, czy też nie. Jednakże pójdę na kompromis z prawicowcami widzącymi w tych zwierzętach resztki człowieczeństwa. Emerytury zmniejszyć powinno się do poziomu obecnej płacy minimalnej. Inna sprawa, należy przeprowadzić wszechstronną dekomunizację - sądów, policji, armii itd. Osobom związanym z dawnym reżimem zabroniłbym również w ogóle dotykać się polityki. Na przyszłość wprowadzić trzeba przepis na wzór Wielkiej Brytanii, Izraela i Japonii, który zdrajcom ojczyzny oraz ich potomkom zabraniałby dotykać się do polityki na szczeblu samorządowym i parlamentarnym.

Przy okazji punktu o konserwatyzmie światopoglądowym warto wypowiedzieć się również nad tym, jak powinno wyglądać państwo. Dobrze byłoby, gdyby to była republika prezydencka. Prezydent miałby odpowiadać przez Bogiem i historią oraz miałby bardzo szerokie uprawnienia jak wprowadzenie stanu wyjątkowego czy rozpędzenie szkodliwego gabinetu.

Trzeba również poprzeć zbrojenia. Polska powinna wyposażyć się w broń masowego rażenia i mieć armię o liczebności pół miliona. Wtedy też będziemy mogli prowadzić efektywną politykę międzynarodową. Bez tego nikt z nami nie będzie chciał w ogóle poważnie o czymkolwiek rozmawiać, nieważne czy to NegroGierek, czy Adolfina. Armia jest tak naprawdę fundamentem polityki międzynarodowej.


Ekonomiczny liberalizm

W rankingu Heritage Foundation Polska znalazła się w 2009 roku na 82. miejscu jako kraj w zasadzie bez wolnej gospodarki (cytuję oryginalne brzmienie). Formacja prawicowa powinna dążyć do uwolnienia gospodarki w maksymalnym stopniu takim, że nie będzie zagrażało to interesom państwa jako takiego. Co więc należałoby zrobić?

Wyeliminować trzeba podatek dochodowy. Budżet państwa na zeszły rok to było ponad 370 miliardów złotych, z czego income tax to zaledwie nieco ponad 30 miliardów, czyli tyle co nic. Do tego proponuję zlikwidowanie akcyzy na papierosy i alkohol, obniżenie paliwowej, do tego wprowadzenie jednolitej stawki VAT w wysokości 10%. Wówczas wpływy do budżetu jeszcze wzrosną, ponieważ ludzie będą w stanie więcej kupić.

95% koncesji należy wyrzucić. Przecież to zakrawa na absurd, że nawet na salon masażu czy gabinet dentystyczny trzeba mieć tego typu papier. Przy okazji zlikwidować powinno się KRRiT.

Eliminować się powinno szereg regulacji. Płacę minimalną trzeba w ogóle znieść, tak samo prawo pracy i BHP. Jak ktoś się zatrudnia w miejscu, w którym wszystko może spłonąć, świadczy o tym, że jest albo umysłowo nierozgarnięty, albo samobójcą. Wobec tego zlikwidować można PIP. Związki zawodowe powinny istnieć tylko za zgodą właściciela przedsiębiorstwa.

Jaki powinien być zakres prywatyzacji? Pod młotek powinny pójść: sektor finansowy, linie i porty lotnicze, porty morskie, porty rzeczne, Lasy Państwowe, Poczta Polska oraz PKP. Państwo winno utrzymywać jedynie infrastrukturę kolejową i drogową między największymi miastami oraz być większościowym właścicielem akcji w strategicznych przedsiębiorstwach i Narodowym Banku Polskim. Przy tym zlikwidować należy szkodliwe monopole - na przykład na produkcję spirytusu.

ZUS trzeba rozbić na kilka mniejszych firm, a następnie sprywatyzować. Nie może być tak, że człowiek wpłaca często ponad milion złotych w ciągu całego swojego życia, a potem na starość dostaje ochłapy. Tak samo jak w przypadku ZUS -u należy postąpić z NFZ. Przy okazji sprywatyzowane winny zostać szpitale. Stan państwowych jest przecież fatalny i wiemy to nie od wczoraj...

Co do szkolnictwa, to pójdźmy na kompromis. Niech szkoła podstawowa będzie państwowa. Cała reszta wyżej powinna być prywatna. Skrócić trzeba wiek odbywania obowiązku szkolnego z 7-18 lat na 7-13 lat. Ułatwić również trzeba procedurę home schooling oraz tworzenia szkół społecznych - jak chcą ludzie kreacjonizmu czy Żydów i masonów rządzących światem to proszę bardzo. (Zaznaczam, że idę tutaj na kompromis z oświeceniowym wynalazkiem państwowej centralnie zarządzanej szkółki).

Odnośnie opieki społecznej. Tutaj należy zaproponować likwidację urzędów alimentacyjnych, urzędów pracy oraz zasiłków dla bezrobotnych. Dawanie ludziom pieniędzy od tak jest demoralizujące.

Co więcej, odpolitycznione powinny zostać urzędy. Wprowadzić trzeba Korpus Służby Cywilnej, aby pewnymi sprawami nie zajmowali się ludzie z partyjnego nadania, tylko naprawdę znający się na rzeczy.

Przeprowadzić należałoby decentralizację (nie mówię tutaj o landyzacji). Kto bowiem lepiej wie, gdzie w drodzę łatać dziurę w drodze, centrala czy samorząd?

Ograniczyć należy aparat władzy. Senat niech pójdzie do likwidacji, w Sejmie 100 posłów, zmniejszyć się powinno również gabinet. Po co nam ponad 20 ministrów. Przecież to dzielenie włosa na czworo i generowanie nie potrzebnej biurokracji. Powinny zatem istnieć następujące ministerstwa: Obrony Narodowej, Spraw Zagranicznych, Spraw Wewnętrznych i Administracji, Sprawiedliwości,Finansów, Ochrony Środowiska i Gospodarowania Terenem. No bo po co więcej?

Co więcej, pewnie z 82 miejsca w wyżej przytoczonym rankingu wskoczylibyśmy do pierwszej piątki.


Na zakończenie

Zaznaczam, że ten program jest i tak kompromisowy. Odnośnie antykoncepcji, pornografii, homoseksualizmu i innych zaburzeń psychoseksualnych czy prywatyzacji szkolnictwa prezentuję bardziej skrajne przekonania. Nie pisałem nic również o ustawodawstwie antymonopolowym - osobiście uważam za zbędne, jednak nawet niektórzy monetaryści uważają je za konieczne. Nie mniej jednak zapraszam do dyskusji, czy taki kształt prawicy odpowiada.